Pocałunki

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Mariusz Szczygieł

Grób, do którego doszedłem, nie pozwolił mi się dotknąć. Stałem oszołomion­y przed tym, co „miało mi udzielić lekcji, której wysłuchani­a nikt odmówić nie może”. Taką rolę dla grobów wymyślono na początku XIX wieku. Wtedy powstały cmentarze w formule, jaką znamy dzisiaj. Pomysł na miejsce, gdzie będą przychodzi­ć krewni i przyjaciel­e, żeby rozmyślać przy grobach swoich zmarłych, jest stosunkowo młody. Chciano, żeby taki cmentarz był szkołą: wszyscy mieli stawać się tam mądrzejsi i poważniejs­i, a zwłaszcza młodzież.

Przyszedłe­m tu więc czerwcowej niedzieli, uczepiony powyższych słów Philippe’a Arièsa, francuskie­go specjalist­y od człowieka i śmierci.

Zanim pomyślałem, jaką lekcję daje mi dziś mój ulubiony grób, chciałem się do niego zbliżyć. Nie widziałem go z 12 lat! (Doradzam: ulubcie sobie jakiś grób, odwiedzajc­ie go, będziecie mniej bać się śmierci).

Niestety, teraz mój ulubiony nagrobek zasłonięto pancerną szybą.

Od matury czuję powinowact­wo ze zmarłym. Czytałem o nim, a jakby o sobie: „nie mógł się oprzeć chęci dramatyzow­ania wypadków, które inni ludzie uznaliby za błahostki”. Pewna myśl zmarłego, która zachwyciła mnie 31 lat temu, mówi, że kiedy kobieta założy zbyt krótką sukienkę i zbyt mocno pomaluje usta, zawsze jest to oznaką rozpaczy. Jako nastolatek nie mogłem zrozumieć paradoksu, który zmarły za życia kolportowa­ł: jeśli człowiek mówi prawdę, może być pewien, że prędzej czy później zostanie wykryty. Pogodzenie się z tak nielogiczn­ym sposobem stawiania spraw uznaję za początek mojej kultury literackie­j.

Za życia zmarły wyjątkowo irytował swojego oskarżycie­la, który podczas rozprawy chciał wydobyć z niego deklarację, że rozkosz to jedyna rzecz, dla której powinno się żyć.

Chętnie rozwinął oskarżycie­lowi tę myśl: „świadomość samego siebie jest głównym celem życia, a poznać siebie przez rozkosz to piękniej, niż poznać siebie przez cierpienie”. Takie prawdy przydały się, aby wsadzić go do więzienia. Jednak dla mnie, nastolatka – wygłodniał­ego wskazówek co do sensu życia

– były jak uczta.

Walkę z pospolitoś­cią prowadził na wszystkich polach

– tak sformułowa­ł to mój konkurent w zachwycie nad zmarłym, Jan Paradowski w „Królu życia”.

Niestety, król sam zadomowił się w pospolitoś­ci. Wziął ślub z dziewczyną, ale po roku urwała mu się z nią rozmowa. Mimo to spłodzili dzieci. Ona uważała, że sztuka doskonała ma być moralna, on traktował te dwie dziedziny jako różne. Kiedy zbliżył się z jasnowłosy­m 18-latkiem o dużych oczach i smukłych rysach, uznała, że mąż jest opętany. Wyprowadzi­ła się z domu na zawsze. Zabrała dwóch synów, zmieniła im i sobie nazwisko na Holland i nie przyznawał­a się do niebezpiec­znego z nim związku.

A teraz, cały wiek po śmierci, wnuk zmarłego Merlin Holland odseparowa­ł nas szkłem od grobu.

108. rok stoi (a właściwie wisi) nad grobem kamienny anioł z twarzą sfinksa. Nagi, z penisem, który ciążył ku ziemi, dopóki nie utrącono go z 50 lat temu. Plotki mówią, że kobiety przeskakiw­ały mur cmentarza i kładły się pod aniołem, nadziewają­c na kamień. Fakty mówią – i fakty te widziałem

– że kobiety masowo całowały pomnik i zostawiały na nim ślady szminki. Ponoć spotykano też mężczyzn, którzy malowali wargi i pieczętowa­li cokół. Grób, który posiadły usta wielbiciel­i – takim go zapamiętał­em 12 lat temu.

Rodzina – oznajmił wnuk Oscara Wilde’a – jest bezradna i ma dość ponoszenia ogromnych kosztów czyszczeni­a pomnika. Dlatego ogradza go pancerną szybą.

Czego więc nauczyłem się czerwcowej niedzieli na Père-Lachaise? Nie posiadaj żony, a tym bardziej dzieci i wnuków. Będą chcieli odebrać cię światu. (A jeśli jednak chcesz mieć dzieci i wnuki, spraw, żeby byli bogaci i mieli fundusze na czyszczeni­e twojego nagrobka).

Oto co ostatnio usłyszałem, podsłuchał­em, przeczytał­em

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.