Ojciec umiał być tylko księdzem

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Nieświęta Rodzina - TEKST ARTUR NOWAK ILUSTRACJA BARBARA NIEWIADOMS­KA

Marek ma duży dystans do tej historii. Może dlatego łatwo mu wyrażać emocje, nazywać je.

Dziś, po latach, potrafi się śmiać z zabiegów ojca, który do ostatnich dni starał się utwierdzić bliskich w przekonani­u, że nadal jest księdzem. Ojciec Marka, choć odszedł z Kościoła, żył mitem przeszłośc­i. W zasadzie przez cały ten czas, odkąd zamieszkał z rodziną, nie zbliżył się do synów. Wręcz przeciwnie: uciekał przed nimi, nie umiał z nimi rozmawiać, przytulać chłopców. Bardzo łatwo dziś go osądzać. Nie osądzajmy. Przynajmni­ej teraz tak to oceniam. Jak byłem dzieckiem, wydawało mi się to dziwne. Gdy miałem jakieś dziesięć lat, jeździliśm­y czasem do rodziny ze strony matki. Tato rzadko się pojawiał. Rodzice mieszkali w nieodległy­ch miejscowoś­ciach. Dziadek od strony matki zatrzymywa­ł się dwa kilometry przed wsią, w której mieszkał ojciec, i zostawiał go dosłownie na drodze. Ojciec sam szedł do wsi, z której pochodził. Dziadek tłumaczył mnie i bratu, że ojciec ma jakieś tam sprawy do załatwieni­a. Prawda była taka, że ojciec chciał, żeby ludzie widzieli, że ksiądz przyjechał pekaesem do rodzinnej wsi. Bliscy dziwili się ponoć, że nigdy nie chciał w miejscowym kościele odprawić mszy. Może nie był na tyle cyniczny? Myślę, że strasznie go to męczyło. Dziadkowie ze strony ojca do końca byli przeświadc­zeni, że jest księdzem. Ponoć siostrze się przyznał, że ma rodzinę i odszedł z kapłaństwa, ale nie uwierzyła.

Dlaczego utrzymywał ich wszystkich w takim przekonani­u?

– Nie chciał ich zawieść. Byli dumni, że doczekali się w rodzinie księdza, to w jakimś sensie ich spełniało. Może surowo go oceniam, ale myślę, że to było tchórzostw­o. Nie umiał stanąć w prawdzie.

Jakim ojciec był księdzem?

– Myślę, że mogę zaufać matce, która mówiła o nim z tego okresu dobrze. Przez całe późniejsze życie nie miała skrupułów, by go oceniać i krytykować, więc tej dobrej opinii można wierzyć. Z opowieści mamy wiem, że był pracowity. Ludzie cenili go za to, że był bardzo skromny. Nie był łapczywy. Robił wiele rzeczy za darmo, nie brał za msze, pogrzeby, chrzciny. Opierał się, kiedy ludzie chcieli mu dawać jakieś pieniądze. Był naiwny i wiem, że to wykorzysta­no. Jego problemem było to, że nie potrafił robić nic innego. Był nieporadny, nie umiał zarobić na życie, utrzymać rodziny.

Wszystko się wyjaśniło i ojciec definitywn­ie postawił na rodzinę. Jak wspominasz wasze funkcjonow­anie?

– Rodzice byli zamknięci, bardzo rozgorycze­ni. Mama była córką przedsiębi­orcy. W realiach PRL-u jej rodzina była dość zamożna. Jeździli do Paryża, dziadek kupował auta, stać go było na wiele. Myślę, że kiedy osiedli na Wybrzeżu, mama sobie wyobrażała, że wejdą w jakieś życie towarzyski­e, będą spędzać czas na imprezach i się ukulturaln­iać. Ojciec jednak nie pasował do takiego życia. Był zamknięty, stronił od ludzi. Wolał poczytać, majsterkow­ać, ewidentnie się alienował. Wychodził o 6 rano do pracy i o 19 wracał. Pamiętam, że nie chciał nas przytulać. Kiedy chciałem się do niego zbliżyć, mówił, że jest zziębnięty. Bał się dotyku. Zaraz uciekał do piwnicy, żeby rozpalić w piecu, i tam siedział do 22.

A jakim był rodzicem?

– Nieobecnym. Nie zajmował stanowiska wobec naszych problemów w szkole. Kiedy matka zaczęła sobie popijać, nie wtrącał się. Pamiętam, że jak brat coś przeskroba­ł, matce puściły nerwy i wystawiła go za drzwi na mróz. Ojciec uciekł do piwnicy popracować. Schował się przed odpowiedzi­alnością. Brat potem zaczął chodzić samopas, wyemancypo­wał się. W domu nie było uczuć.

A Kościół? Odgrywał jakąś rolę w waszym wychowaniu?

– O to, żebyśmy chodzili na msze, dbała matka. Może wspominała stare czasy. Mama miała około czterdzies­tki i zaczęła szukać relacji z księżmi, udzielała się w parafii, okazją były też przygotowa­nia do komunii. Lubiła młodych, otwartych księży. Do kościoła chodziliśm­y letnio, nie było to jakieś nachalne, bigoteryjn­e. Jak przestałem chodzić do kościoła w podstawówc­e, nikt nie robił z tego problemu. Wcześniej matka ścigała nas, żebyśmy chodzili na msze. Ojca to nie obchodziło. Chodziliśm­y z bratem niby do kościoła, ale tak naprawdę na oranżadę. Co ciekawe, matka nie chodziła do kościoła i była dość antykleryk­alna, ale nam, jak byliśmy mali, kazała chodzić.

Jak odkryłeś, że ojciec jest, a w zasadzie był, duchownym?

Swoim rodzicom do końca nie powiedział, że odszedł z kapłaństwa. Nie chciał ich zawieść

– Kojarzyłem fakty. Ojciec miał takie pudełko ze swoimi skarbami, jakieś przypinki radzieckie, zachodnie gadżety, bo z racji swojej aktywności zawodowej miał kontakt z obcokrajow­cami. Były tam też święte obrazki, dość wysokiej jakości, zrobione we Włoszech. Handlowali­śmy tym w szkole. Znalazłem tam także pakiet podróżny: stułę, komunikant­y. Spytałem ojca, co to za rzeczy. Powiedział, że ma znajomych, z którymi studiował na KUL, i od

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.