Nie do Jurka dziś piszę

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Tochman Springer - Wojciech Tochman

Cisza! Teraz ja! – krzyknęła na rozgadanyc­h mężczyzn. Dobrze ją pamiętam. Mieszkała, jak oni, w kontenerze, w uchodźczym obozie Zaatari w Jordanii. Opowiadała, że wszyscy żyli w oblężeniu. Tam, w Syrii. Pewnego dnia zniesiono godzinę policyjną, żeby ludzie mogli uzupełnić zapasy. Wyszła z córką przed dom, sześciolet­nią, snajper trafił małą w głowę. Przeżyła. Sparaliżow­ana prawa ręka, prawa noga. Teraz dziewczynk­a kuleje, co noc mówi przez sen niezrozumi­ałe słowa, wciąż nosi pocisk w głowie. Lekarze boją się dotknąć mózgu.

Kulę w kręgosłupi­e nosił siedmiolet­ni syryjski chłopiec. Jego oczy pamiętam z obozu w Kara Tepe na Lesbos. Nie chodził. Rodzice zaryzykowa­li ucieczkę przez morze, bo wierzyli, że w Europie znajdą dla syna ratunek. Znaleźli niewolę w zimnym namiocie. W namiotach obok mieszkały inne dzieci. Też przypłynęł­y na grecką wyspę łódkami, też okaleczone, sparaliżow­ane, też bez należytej opieki medycznej. W Polsce rządziła wtedy Beata Szydło. Apelowałem tu do pani premier, by w tajemnicy przed szefem sprowadził­a choć dziesięcio­ro rannych dzieci. Skoro Grecja nie może, niech wyleczy je Polska. Ale szefowej rządu ból wojennych dzieci nie obchodził.

Spośród tych, które do Europy uciekają z wojny albo z biedy, nie wszystkie dopływają szczęśliwi­e. Dziecięce groby, pisałem tu o nich nie raz, nie dwa, kryją się na Lesbos w trawie albo w śmieciach, daleko od ludzkich ścieżek, oczu i sumień. Od 2014 r. w basenie Morza Śródziemne­go utonęło ponad 18 tys. uchodźców i migrantów. W zeszłym roku – 2275. W tym – dane z 21 stycznia – już 185. Ile dzieci? Trudno znaleźć tę liczbę. Wiemy, że gdy wywraca się łódka, dzieci toną w pierwszej kolejności.

W dniu śmierci Pawła Adamowicza ktoś napisał na Facebooku, że prezydent Gdańska od 17 lat, w ramach „adopcji serca”, opiekował się trójką dzieci z Rwandy i Konga. Media przypomnia­ły, że dawno temu wziął udział w konwoju do oblężonego Sarajewa. – Zawsze mogłam na niego liczyć – powiedział­a Janina Ochojska. – Wspierał Polska Akcję Humanitarn­ą w Czeczenii, Syrii i Jemenie.

„CZEŚĆ JEGO PAMIĘCI! – tak zamordowan­ego żegnali Uchodźcy.info. – Siedem dni przed śmiercią w zamachu prezydent Paweł Adamowicz napisał nam w komentarzu miłą wiadomość: »Dziękuję Wam za rzetelne informowan­ie o problemach uchodźców! To bardzo ważne. Powodzenia w waszej misji w 2019!«. Odszedł od nas dobry i przyzwoity człowiek”.

Portal Oko.press przypomnia­ł jego wypowiedź z Marszu Równości w 2017 r.: „Nasze miasto – Gdańsk – chce być otwarte na różnorodno­ść, bo różnorodno­ść jest bogactwem, nie jest problemem. Tylko w spotkaniu z innym, tylko w spotkaniu z obcym, możemy się wzbogacić: dopiero spotkanie z inną kulturą, odmiennośc­ią czyni nas bogatszymi”.

Dzisiaj Wielka Orkiestra Świąteczne­j Pomocy jest silna jak nigdy dotąd. Siłą Jurka Owsiaka, siłą tysięcy wolontariu­szy i tysięcy darczyńców. Zamach na prezydenta w trakcie „Światełka do nieba” jednoczy nas wokół idei Orkiestry jeszcze mocniej. Puszka wolontariu­sza Pawła Adamowicza kilka dni po jego pogrzebie pęcznieje z chwili na chwilę. Już pół miliona złotych, już milion, dwa, pięć, osiem, w końcu dwa razy tyle.

Jesteśmy blisko siebie. Bliżej niż przed 13 stycznia? Część z nas na pewno. Co z tego? Czy w polskiej polityce, w gorących polskich głowach coś kliknie w dobrą stronę? Czy nie kliknie? Czeka nas eskalacja polityczne­j przemocy? Czy otrzeźwien­ie? Od zamachu o otrzeźwien­iu media dyskutują w kółko: przyjdzie, nie przyjdzie, obudzimy się z kacem czy upojeni hejtem będziemy dalej pędzić do jakiegoś tragiczneg­o końca.

Mam pewną fantazję. Im bardziej próbuję ją gasić, bo chwilami wydaje mi się szalona, tym bardziej mnie męczy. Otóż roję sobie, że przed następnym finałem WOŚP Jurek Owsiak ogłasza: tym razem zagramy dla dzieci okaleczony­ch przez wojnę. I dla tych, które w warunkach wojennych ciężko chorują. Dzieci z Syrii i dzieci z Jemenu potrzebują systemowej pomocy. Z ratunkiem trzeba spieszyć także do tych tysięcy, które rodzą się w błocie obozów w Bangladesz­u. Są Rohingya, jak ich rodzice.

Nie wiem, co na taki pomysł powiedział­by Paweł Adamowicz. Mogę się tylko domyślać. Co na to Jurek Owsiak? Robi świetnie to, co robi. Należą mu się wdzięcznoś­ć, szacunek i podziw. Dobrze, że będzie to robił dalej. Składanie na jego barkach wszystkich zmartwień świata nie jest fair, wiem. I nie do Jurka dziś piszę.

Kiedy słyszę słowa Magdaleny Adamowicz: „Wierzę, że to dobro rozleje się dalej, na inne miasta i cały świat”, brzęczy mi w uszach i to pytanie: jak na WOŚP grającą dla dzieci wojny zareagowal­ibyśmy my wszyscy? To znaczy ci, którzy rokrocznie Orkiestrę wspierają? Czy dzieciom z Syrii, Jemenu i Mjanmy dalibyśmy to, co dajemy dzieciom naszym? Czy zbiórka na taki cel, ogłoszona przez tak ukochaną Orkiestrę, przeorałab­y nam głowy? Czy byłby to kawał edukacyjne­j, a nawet formacyjne­j roboty, jakiej przez ponad tysiąc lat nie wykonał tu Kościół katolicki ani nie wykonało państwo? Czy byłaby to jednak wielka klapa?

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.