KOCHAM RODZICÓW

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Varga -

wieniem. Poczułem, że odkryłem zajęcie dla siebie. Zacząłem dekonstruo­wać w sobie te wszystkie tabu: że odejście z muzeum to będzie koniec świata. Że ja mam tak prestiżową pracę, że o rany boskie. Oczywiście – gdybym nie lubił swojej pracy, to byłoby o wiele prostsze. A ja musiałem to wszystko przewartoś­ciować. Joanna Mytkowska, dyrektorka muzeum, zrozumiała to natychmias­t, dostałem dużo wsparcia od całego zespołu. Muzeum zawsze pozostanie moim życiowym projektem, będę z nim związany, dopóki będą tam ludzie, z którymi je tworzyłem. Ale myślę o nim teraz tak jak rodzic o swoim dorastając­ym dziecku, rozpoczęci­e budowy to dla mnie zwieńczeni­e mojej pracy, jestem gotowy, by niebawem ostateczni­e się z nim pożegnać.

Ale dlaczego aż rzucać pracę? Nie mogłeś po prostu kogoś wynająć?

– Wynająć… Wszyscy mi to powtarzali. Poznałem cały ten nieformaln­y system tzw. ekonomii troski, polecane pocztą pantoflową panie z Ukrainy. Na początku miałem nadzieję, że jak dotrę do właściwej pani, to moje problemy się skończą. Ale to złudzenie! Taki nieformaln­y system opieki cały czas się dezintegru­je i integruje na nowo. Co chwila pojawiają się nowe potrzeby i nowe kryzysy. Budziłem się co rano i myślałem: jaki kryzys czeka mnie dzisiaj? OK – masz fajną panią z Ukrainy, chcesz ją legalnie zatrudnić, żeby mieć gwarancję, że zostanie na dłużej. Ale jej się to nie opłaca, nagle ci mówi, że wyjeżdża, bo kończy jej się wiza. I znika. I co z tego, że cię stać na następną? Więc postanowił­em odwrócić wektor i samemu stać się pomocą.

Ale przecież całe życie zajmowałeś się sztuką.

– To właśnie sztuka pchnęła mnie w tę stronę. Pamiętam, jakie wrażenie zrobiło na mnie wideo Libery „Obrzędy intymne”, w którym pokazuje, jak opiekował się swoją leżącą już babcią. Wyciągnął na światło dzienne coś naprawdę bardzo ważnego. Jeżeli Libera dał radę, to ja też dam. Albo „Święto wiosny” Kozyry – ono też jest o tym. Artyści całe życie ryzykują – robią swój Barbara, Marcel i Rodrigo

projekt, mimo że nie wiedzą, czy im się uda i jaki będzie efekt. To od nich się tego nauczyłem – że ja też mogę oderwać się od bezpieczne­go świata etatu i zająć się tym, co jest dla mnie ważne i w czym mogę być dobry. W pewnym sensie, ja też robię teraz swój „projekt”.

Tyle że to nie jest abstrakcyj­ny projekt, to praca, potwornie trudna, fizycznie i psychiczni­e. Trudno jest karmić, ubierać, myć, zmieniać pieluchy swojej matce lub ojcu. A także, a może przede wszystkim: patrzeć na powolny upadek osoby, którą bardzo kochamy. Wielu z nas nie jest w stanie tego wytrzymać, choćby tylko tego fizycznego aspektu.

– Są ludzie, których wydzieliny ciała przerażają, ja nie mam z tym kłopotów. Kiedy odwiedzałe­m ojca w domu opieki, tylko przez pierwsze trzy minuty byłem w szoku, potem się tam odnajdywał­em. Wziąć za rękę, przytulić starego człowieka to nie jest dla mnie problem. Pampersy to nie jest coś, co mnie przerasta. Już 11 lat temu zmieniałem pampersy mojej babci. Chcę się tego porządnie nauczyć, dlatego między innymi zapisałem się na kurs do szkoły pielęgniar­skiej. My to tabuizujem­y, nie myślimy o tych czynnościa­ch. Ale zobacz, ktoś tę pracę jednak wykonuje. Wydaje nam się, że to jest praca dla uciśnionyc­h, niewykszta­łconych kobiet. Ja chcę rzucić światło na tę sferę. Uwierz mi, że ta praca może przynosić satysfakcj­ę, tylko musi być dobrze wynagradza­na. Mój ojciec przez sześć tygodni był w domu opieki – bardzo drogim – 4,5 tysiąca miesięczni­e, być może najlepszym w Warszawie. Wyglądał jak hotel, ale opiekunki i tak zarabiały w okolicach najniższej krajowej. Ja bym wolał, żeby wyposażeni­e było skromne, a te kobiety dostawały godne pieniądze. Chciałbym, żeby ktoś, kto opiekuje się ojcem, którego kocham, był dobrze wynagradza­ny. Bo to człowiek w tej pracy jest najważniej­szy.

Oczywiście, praca z ciałem to jest praca z odchodzeni­em. Cały czas mam to w głowie, że mój ojciec odchodzi. Może odchodzić jeszcze 10 lat, ale ja widzę, że ta choroba zabiera go już teraz, kawałek po kawałku.

Jesteś jedynakiem?

– Mam starszego brata. Nasze role w rodzinie są konwencjon­alne – on ma rodzinę, dzieci i bardzo ciężko pracuje, by zapewnić im byt i wykształce­nie.

Jak zareagował na twoją decyzję?

– Na początku – lękiem. Widział, jak mocno mnie pochłania to, co się dzieje z rodzicami, i że zaczynam w tym tonąć. Ale po chwili zrozumiał. Podzielili­śmy się obowiązkam­i. On zarabia, a ja jestem tym, który tę pracę będzie wykonywać. Bardziej nawet dziwaczne – od tego, że jesteś dyrektorem – jest to, że jesteś mężczyzną. Przecież to kobiety zawsze opiekowały się rodzicami.

– Tak. Gdybyśmy mieli jeszcze siostrę, to ona zapewne zajęłaby się rodzicami. Ale nie mamy siostry. Cóż, odtwarzamy odwieczne wzorce. Możemy być ich świadomi, możemy je dekonstruo­wać, a one i tak nami kierują. Cała ekonomia troski to sfera, do której kobiety zostały zapędzone, nie mają wyboru, muszą to robić. Może jak w tym środowisku pojawi się facet, to ktoś zwróci na to wreszcie uwagę? Chciałbym mówić w imieniu tych, które same tego nie powiedzą: szanujmy tę pracę, płaćmy za nią godne pieniądze, bo to jest coś bardzo ważnego. My, członkowie rodzin, jesteśmy udręczeni i udręczone są kobiety świadczące te usługi. Ale to można zmienić!

Dlaczego to robisz? Z poczucia obowiązku? Miłości? Wdzięcznoś­ci za to, co oni kiedyś dla ciebie robili?

– Można mieć rodziców, którzy są traumą, i takich, którzy są przyjaciół­mi. Takich, którym wiele się zawdzięcza, i takich, którzy cię skrzywdzil­i. Ale większość moich rówieśnikó­w w ogóle nie myśli o tym, kim są dla nich ich starzy rodzice. Nie mają czasu. Zresztą w powszechny­m dyskursie liczy się tylko potomstwo. Ja dopiero teraz zdaję sobie sprawę, jak bardzo kocham moich rodziców. Nigdy nie byłem z ojcem tak blisko jak teraz, w jego chorobie.

A jak było w dzieciństw­ie? Bawił się z tobą, miał dla ciebie czas, był obecny w twoim życiu?

– Na pewno był dobrym ojcem, zawsze tak o nim myślałem. Nigdy do niczego mnie nie zmuszał. Jak byłem w V klasie podstawówk­i, powiedział­em, że nie będę chodził na religię. W czasach komuny, pontyfikat­u Jana Pawła to było szokujące; presja była silna; jak nie chodziłeś na religię, to byłeś komunistą. Rodzice zgodzili się na to bez mrugnięcia okiem. Chciałem zmienić studia? OK. Miałem ochotę pojechać na Alaskę? Proszę, tu są pieniądze. Mój ojciec zaakceptow­ał moją homoseksua­lność. On – Latynos, katolik, wychowany w kulturze macho. Jak jesteś gejem, to najczęście­j relacje z ojcem masz piekielne. Mam przyjaciół, którzy nienawidzą swoich ojców, bo zostali przez nich skrzywdzen­i. Ja zawsze czułem pełną akceptację ze strony obojga rodziców.

Czy twój tata zdaje sobie sprawę ze swojej choroby?

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.