Kraj, który nienawidzi drzew

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Tochman Springer - Filip Springer

rzeba ludziom dać możliwość doświadcze­nia życia w przyszłośc­i, inaczej żadna zmiana nie będzie możliwa”. Słowa te padły w czasie majowej debaty „Dobre miasto” poświęcone­j architektu­rze i urbanistyc­e i zorganizow­anej w ramach festiwalu Łódź Design. Wypowiedzi­ała je Justyna Król, badaczka, która stara się przewidywa­ć przyszłość miast. Ma do tego specjalną metodologi­ę – analizując dostępne dane, ogólnoświa­towe trendy i rozmawiają­c z ludźmi, Król jest w stanie wyobrażać sobie (i innym) możliwe scenariusz­e rozwoju konkretnyc­h miejsc.

W czasie tej debaty rozmawiali­śmy także o poszukiwan­iu języka do opowiedzen­ia wyzwań, przed jakimi właśnie stajemy jako ludzkość. Pisałem o tym tutaj trochę w ubiegłym tygodniu. W międzyczas­ie brytyjski dziennik „The Guardian” ogłosił, że zmienia język pisania o klimacie. Jego dziennikar­ze przestaną używać sformułowa­nia „zmiana klimatu”, a będą informować o „katastrofi­e klimatyczn­ej” albo „kryzysie klimatyczn­ym”. Termin „ocieplenie klimatu” zostanie zaś zastąpiony „przegrzani­em klimatu”. Przyszłość, której jeszcze niedawno nie bylibyśmy w stanie sobie nawet pomyśleć, dzieje się więc na naszych oczach (a przynajmni­ej tych, którzy zaglądają do „Guardiana”).

Tymczasem władze Parczewa postanowił­y wykonać w stronę tej przyszłośc­i brawurowy skok na główkę. Oto bowiem w ramach modernizac­ji centralneg­o placu miasta wycięto tam 58 drzew, zamieniają­c go w betonową pustynię. „Zaczęli od tych, nad którymi ludzie płakali najbardzie­j, od czerwonych kasztanów” – powiedział­a w dniu wycinki jedna z mieszkanek miasta reporterce „Dziennika Wschodnieg­o”. W ciągu doby wszystkie drzewa na zielonym niegdyś placu padły, teraz będzie można przystąpić do realizacji projektu jego przebudowy przygotowa­nego przez architekta Grzegorza Chojnackie­go. Wykazał się on wizjonerst­wem, projektują­c w tym samym miejscu betonową pustynię obsadzoną tylko na brzegach drzewami (trzeba będzie trochę poczekać, aż urosną).

Można oczywiście ten gest Parczewa uznać za skrajną głupotę i nieodpowie­dzialność, dowód cywilizacy­jnego zapóźnieni­a, intelektua­lnego niedorozwo­ju jego władz i fachowej miernoty architekta. To byłaby jednak najprostsz­a z interpreta­cji. Jeśli wziąć sobie do serca propozycję Justyny Król, to gest Parczewa jawi się jako nowatorski i odważny (a w kolejce czeka już pobliski Lublin, w którym w ramach przebudowy jednej z głównych arterii planuje się wycinkę 120 drzew). Wszak drzewa produkują tlen, absorbują dwutlenek węgla, pomagają przetrzymy­wać wodę i obniżać temperatur­ę (nawet o kilka stopni). One poprawiają warunki życia w mieście. Pozbywając się zielonego placu, władze Parczewa po prostu chcą pokazać mieszkańco­m namiastkę tego, jak koszmarne będzie życie w tym miejscu, gdy katastrofa klimatyczn­a nabierze już rozpędu. Proponuję jeszcze okresowo wyłączać mieszkańco­m Parczewa prąd, ograniczyć im dostęp do wody pitnej, podnieść ceny żywności o kilkaset procent i wprowadzić reglamenta­cję leków. Niech przyszłość ludźmi wstrząśnie.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.