Mrugnięcia

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Mariusz Szczygieł

Mój apetyt na ludzi jest coraz bardziej nieposkromiony. W słoneczną niedzielę długiego weekendu stoję na balkonie. Patrzę: idzie atrakcyjna pani w srebrnej peruce przewiązanej szafirową opaską. Kobiety, które świat traktują jak scenę, zawsze mnie interesowały. Chciałem ją zagadnąć. Jednak co ma krzyknąć mężczyzna z drugiego piętra do nieznanej kobiety na chodniku? Nic. Takie rzeczy wśród ludzi dobrze wychowanych nie mają miejsca. Damie towarzyszył piesek, w typie niescenicznym. Żaden pudel z kokardką. Zwyczajny kundelek z małą mordką i tułowiem rozszerzającym się ku ogonowi. Miał czarną, wpadającą w granat sierść i podpalane łapki. Pani wyszła z musicalu, a piesek z dokumentu o schronisku dla zwierząt.

Silna potrzeba poznania tej pary zaowocowała okrzykiem: – Dzień dobryyyy! A jak ma na imię pieseeeek?!

– Figaaa! – odkrzyknęła. – A właściwie Figa Bohaterkaaaa!

Taki był początek znajomości z panią Mariolą i jej suczką. Już w poniedziałek dowiedziałem się, że przede wszystkim to nie jest peruka, tylko włosy własne – takie rzeczy trzeba wyjaśniać od razu – a potem przy serniku czekaliśmy na pana Jacka (aktora), żeby opowieść o Fidze nabrała pełni.

Pani Mariola: – Jaka to jest opiekuńcza psina, zaczyna padać deszcz, ona od razu pod drzewo mnie ciągnie.

Pan Jacek: – Mieszkam 300 metrów stąd, w wieżowcu. Moją sąsiadką była pani Genia, wszędzie chodziła z Figą. Filigranowa staruszka o szafirowych oczach, walczyła w powstaniu. Wyjechałem gdzieś, wracam i słyszę, że Figa uratowała Genię, która leżała dziewięć godzin na podłodze nieprzytomna. Sąsiadka, która miała klucze… P.M.: – …ta od Pisi…

P.J. – …otworzyła drzwi. Lekarz po udzieleniu pomocy stwierdził, że pies lizał swoją panią i ta ślina pomogła jej przeżyć. Figa ponoć biegała co chwilę do drzwi i drapała, ale wszyscy myśleli, że po prostu jest sama w domu. Uratowano Genię i żyła jeszcze kilka lat. Po jej śmierci wnuk oddał Figę komuś w Aninie. I ona stamtąd uciekła! Przeszła Wisłę którymś z mostów, a przecież nie znała Warszawy, bo Genia nie chodziła z nią tak daleko, i trafiła pod nasz wieżowiec na Powiślu. Figa miała czip, więc straż miejska wezwała wnuka, który odziedziczył mieszkanie babci. A on, że nie chce Figi. No to odwieźli ją do schroniska Na Paluchu. Tam przez trzy miesiące nie wydawała głosu, po prostu stała się niemową. Nie reagowała na nic, raz tylko na słowa „babcia Genia”. Moja przyjaciółka, Wierzba, odwiedzała ją, a mnie zabraniała tam chodzić, że nie przetrzymam emocji.

P.M.: – Jacek nie mógł, bo był po udarze.

P.J.: – Paliłem trzy paczki dziennie przez 30 lat, nie potrafiłem opanować nałogu. I nagle mówię: Odbierz mi, Boże, ten nałóg za wszelką cenę. Następnego dnia – udar. Dzięki niemu nie palę. Pytają mnie: wierzysz w Boga? Nie, to za mało powiedziane, ja istnieję dzięki Bogu! Wracając do Figi, napisałem post na Facebooku, że za uratowanie człowieka psu należy się miłość. Czekam, długo nic, ani jednego lajka. Pomodliłem się, żeby dusza Geni się wstawiła, i zasnąłem. Wstaję – milion lajków! Wzięła ją Mariolka, której właśnie umarł pies. Jaka ta Genia sprytna! Umieściła Figę trzysta metrów od własnego domu…

P.M.: – Miałam w życiu trzy psy po sobie, ale ona kocha mnie jak trzy psy w jednym… Nie odstępuje mnie na krok, a w nocy, jak śpimy, obejmuje moją nogę.

Dzięki Fidze pan Jacek, gdy wraca z pracy, nie idzie od razu do siebie, tylko puka do pani Marioli. Wyciąga z torby frankfurterki, ona wkłada je do garnka i żartuje, że jest traktowana jak podkuchenna. Poda mu swojego chrzaniku, posprzeczają się o pieczywo: ona lubi ze śliwką, a on przyniósł z ziarnami (lub odwrotnie, pogubiłem się w tej grze) i od razu widać, że to przyjaźń na całe życie. – Bóg ma różne interesy do nas. Puszcza oko i trzeba reagować na jego mrugnięcia – mówi pan Jacek, smarując chleb masłem.

Oto co ostatnio usłyszałem, podsłuchałem, przeczytałem

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.