Nie muszę się golić

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Wojciech Pijanowski Małgorzata I. Niemczyńska

Bawię się w biurokrację – mówi Wojciech Pijanowski, prezenter i producent (znany m.in. z teleturnieju „Koło Fortuny”). – Zbieram papiery do emerytury. To swoisty labirynt, ale powoli przez niego przechodzę. Poza tym z moim przyjacielem Krzysiem Szewczykiem prowadzę audycję „Pogodni Panowie” w Radiu Pogoda. Jest sympatycznie.

– I jak się pan odnajduje w tym medium? – pytam. – Pana żywiołem przez dziesięciolecia była telewizja.

– Wolę radio. Tam się człowiek czuje swobodniej. Kiedy jeszcze prowadziłem poranki Radia Pogoda, nie musiałem się golić o świcie. A poza tym radio bardziej działa na wyobraźnię. Telewizja po prostu wszystko pokazuje.

– O czym jest audycja?

– To trudne pytanie. Nigdy nie wiemy, o czym będziemy mówili. Zwykle wspominamy różne historie z naszego życia – na ogół śmieszne, unikamy dramatycznych. Co nam się zdarzyło, kogo spotkaliśmy, co usłyszeliśmy np. w autobusie. Nie przygotowujemy konspektów ani nie rozmawiamy nawet, o czym będziemy rozmawiać.

– A w tych autobusach wciąż pana rozpoznają?

– Kilka razy byłem zaskoczony, bo ludzie podchodzili i mówili o tym programie radiowym: „Krzysiek to panu powiedział ostatnio!”. Kojarzą mnie nie tylko z „Koła Fortuny”. – Ogląda je pan teraz?

– Na ten temat wolałbym się nie wypowiadać. Nie oceniam pracy kolegów.

– To była nie tylko pana praca, ale też pasja. Jest pan szaradzistą.

– Lubię łamigłówki. Teleturniejów zrealizowanych wg własnych pomysłów od 1977 r. mam 38. I już wymyśliłem trzy nowe, może wejdą na antenę. Najfajniejsza była „Magia liter”, bez pytań. Trzeba było się wykazać znajomością języka polskiego poprzez układanie rzeczowników na tablicy. I ogólnym zorientowaniem w kulturze. Litery odsłaniały części obrazu, który trzeba odgadnąć. Kiedyś był to gryf ze skrzypiec w powiększeniu. Zawodnik rozpoznał ring bokserski. Bywały zaskoczenia. – Podobnie w „Kole Fortuny”.

– Ale tego teleturnieju nie wymyśliłem. Razem z kolegą pokazaliśmy innym w Polsce, że można sprowadzić format z zagranicy i go u nas realizować. To był pierwszy taki program licencyjny. Potem pojawiła się „Familiada”.

– I dlatego „Koło Fortuny” stało się symbolem początku lat 90.

– Rynek się otworzył i nagle pojawiły się piękne towary. Mój najbardziej kultowy program to jednak „Jarmark”, jeszcze z lat 80. Miał 89 proc. oglądalności. Ulice były puste. To nie był teleturniej, tylko program rozrywkowy. Jakiś chyba trafiony w czas. Były wtedy dwa kanały. Żadnej konkurencji. Moja bezczelna duma z „Jarmarku” nie wynika jednak z tego, że miał tak wielu widzów, ale że do dziś go pamiętają.

– A to przepraszam, ja byłam za mała.

– Ubolewam, że teraz telewizje już tylko kupują programy, a nie realizują polskich pomysłów. Może wtedy moglibyśmy je sprzedać Amerykanom? Coś wyeksportować, a nie tylko importować. Telewizje poszły na łatwiznę, ale muszą żyć z reklam. Dlatego nie ryzykują. Mam nadzieję, że moje pomysły zostaną zrealizowane, chociaż nadzieja jest matką...

– Wiemy kogo.

– No tak.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.