Fiński baby box

Najlepiej gada się w saunie. Bo jak ci brak tchu, nie będziesz gadał bez potrzeby

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Fotoreportaż - WOJCIECH ORLIŃSKI

Allas to luksusowy kompleks basenów

Robiłem wywiady w różnych warunkach, ale po raz pierwszy nago, z nagim rozmówcą, w tłumie innych nagich mężczyzn. Rozmówca to Arto, Fin mniej więcej w moim wieku. Plan był taki, że spotykamy się u niego w mieszkaniu, bo skoro mam pisać o fińskim dizajnie, chciałem odwiedzić kilka osób z fińskiej klasy średniej, tamtejsze odpowiedniki naszych „lemingów”. By zobaczyć, jak im się żyje, co mają w kuchni, w sypialni itd. Jakoś nikt mnie nie chciał wpuścić, w końcu Arto się zgodził, ale ledwie weszliśmy do jego mieszkania, oznajmił: – To moja sypialnia, to moja kuchnia, to moja łazienka; a może teraz pójdziemy do sauny?

Kwadrans później siedzieliśmy na golasa na drewnianych ławkach w tłumie innych nagich, obcych ludzi. Cóż, zawód dziennikarza wymaga poświęceń.

– To teraz pytaj, o co chcesz – powiedział wyraźnie odprężony.

Próbuję, ale brak mi tchu. Wiem jednak, że nie wolno mi się do tego przyznać. Finowie najbardziej cenią sobie w ludziach cnotę, którą nazywają „sisu”. Czasem to się tłumaczy jako „odwagę” lub „wytrwałość”, ale nie należy tego mylić z naszą słowiańską brawurą z serii „Ja nie dam rady? Potrzymaj mi piwo i patrz”.

Sisu to dokładne przeciwieństwo. Jeśli chwalisz się swoim sisu, to znaczy, że go z definicji nie masz. Sisu polega na tym, że dobiegniesz do mety mimo kontuzji, jak legendarny fiński maratończyk Paavo Nurmi. Pytania dziennikarzy, jak się biega z urazem stawu, zbywać będziesz machnięciem ręki, że takie tam, drobne niedogodności, nie ma o czym gadać.

Na nic więc nie narzekam, tylko z trudem usiłuję zadawać pytania. Naturalnym tematem rozmowy jest zresztą sama sauna, w której siedzimy.

Buduj, co chcesz

Kompleks saunowo-basenowo-gastronomiczny Allas Helsinki wziął się z problemu, który ma obecnie wiele miast naszego regionu geograficznego, w tym Polska. W samym centrum często jest nabrzeże morskie czy rzeczne, które mogłoby być wielką atrakcją turystyczną, ale na razie jest zaniedbaną pamiątką po przeszłości miasta (jak choćby do niedawna warszawski brzeg Wisły).

Ten problem można rozwiązać na dwa sposoby. W tym zaniedbanym rejonie jakiś wspaniały budynek może postawić państwo albo miasto.

Oslo dla przykładu miało w centrum terminal kontenerowy Bjørvika, miejsce szpetne i kryminogenne (we wczesnych powieściach o fikcyjnym detektywie Harrym Hole zazwyczaj tutaj właśnie odnajdują się zwłoki). Za grube miliardy państwo wybudowało operę, budynek niedopasowany do otoczenia, z białego marmuru sprowadzanego z Włoch, którego głównym przesłaniem jest okrzyk: „Patrzcie, cieniasy, ile mamy kasy”.

U nas kasy trochę mniej, ale często nasze nabrzeżne inwestycje wyglądają podobnie. Stawiają je nam jacyś „oni” (z rządu albo z ratusza), a my potem narzekamy, że dlaczego akurat to, dlaczego tak drogo, dlaczego nie inaczej.

Helsinki to przeciwny koniec spektrum. Po pierwsze, tutaj rygorystycznie dbają o harmonię przestrzeni publicznej. Wszystkie budynki muszą wizualnie pasować do innych budyn-

z wodą morską i saun w Helsinkach

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.