Sukces wielosmakowy

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Mariusz Szczygieł

Zdjęcie jest zabawne. Trzy pojemniki z lodami w lodziarni: po lewej – waniliowe, po prawej – chyba śmietankowe z maliną. Standard. Jednak nad środkową kuwetą widnieje napis: „NOWOŚĆ! Lody bez cukru, laktozy, jajek, kalorii, wegańskie”, a w pojemniku… zwykłe kostki lodu zrobionego z wody. Dostałem to zdjęcie od kilkorga znajomych Messengerem. W ostatni poniedziałek ktoś mi przysłał je po raz enty, dodając emotikonowy uśmieszek. Przy kawie, kiedy przeglądam wiadomości, wpadłem na nową prawdę. Napisałem więc na Facebooku i Instagramie pół żartem, pół serio:

„Dziś zdradzę wszystkim swój sekret. Jak to się dzieje, że mam powodzenie towarzyskie, nie mogę się wręcz opędzić od sympatycznych ludzi, dostaję przeróżne prezenty – słowem mam życzliwość ludzką, a co za tym idzie propozycje pracy i dobrego zarobku. Właściwie jest to sekret wszelkiego bogactwa i sukcesu. Szerzcie – sorry, szerujcie – tę wiadomość dalej.

Ad rem!

Jeśli dostaję po raz 33. w ciągu tygodnia ten sam śmieszny obrazek (tym razem wegańskie lody bez lodów), NIGDY, NIGDY, NIGDY nie piszę: »Już to znam«, »Widziałem«, »Wczoraj mi Aśka przysłała«, bo to zbrodnia wobec nadawcy. To jakbyście go kastrowali psychicznie! Chciał WAM zrobić przyjemność, którą już zrobił ktoś inny. Podświadomie zapamiętuje, że nie jest w stanie Was zadowolić. W dłuższej perspektywie czasowej może Was nawet unikać. Dlatego ZAWSZE, nawet po raz 33., odpisuję: »Świetne«, »Super!«, »Ale jaja, dzięki!«. »Fajne rzeczy mi przysyłasz«. I to moja główna recepta na sukces w życiu.

Niech każdy ma poczucie, że jak z nim obcuję, to jakbym z Bogiem obcował. A ponieważ Boga nie ma, to taki Bóg w zastępstwie mi nie zaszkodzi”.

Tyle. Moja sieć społecznościowa się rozszalała.

Ponieważ Ona (mówię teraz o pewnej kobiecie, którą znam od dawna) nie ma ani Facebooka, ani Instagrama, wysyłam jej czasem niektóre posty SMS-em. Żeby choć trochę uczestniczyła w moim życiu, zwłaszcza że mieszka na Wybrzeżu. Zresztą wciąż zachęca, abym donosił, co u mnie.

Od 20 lat jest recepcjonistką, ma 17-letnią córkę i męża biznesmena, który jest alkoholikiem, co wyszło na jaw w drugim roku małżeństwa. „Pije, ale od lat mnie nie uderzył” – usłyszałem rok temu. Innym razem napisała: „Nie byłam nigdy za granicą, bo mnie tam nie ciągnie, poza tym Bogdan ciągle gdzieś jeździ. Jak mi jest źle, to się modlę”. Sugerowałem psychoterapię. „To nic nie da”. Sugerowałem, żeby wpisała do Google’a: „Współuzależniona żona”, bo „To nic nie da” jest klasycznym stwierdzeniem, które kwalifikuje ją do psychoterapii. „Byłam dziesięć lat temu – odparła. – Znam te wszystkie wykresy naukowe, poszczególne etapy; wzrostu, łaknienia, spadku, elipsa. Przeszłam to prawie do końca. Wszystko wiem”. Przekonywałem ją, że jednak przeszła bez efektu, a więc wie nie do końca. Uzależnionego trzeba zostawić samego na dnie, zupełnie! Naszego życia szkoda na ofiarę.

Przeczytała moją wiadomość o lodach i memach.

„A wiesz, że jestem taka sama? Każdego traktuję tak, żeby go nie urazić. Żeby miał poczucie, że jest kimś wyjątkowym. Kiedy ktoś zwraca się do mnie z jakąś sprawą, staram się być ciepłą osobą. Ludzie lubią ze mną rozmawiać i się radzić. Ale nie pomyślałam, że to może być mój sukces”.

„Nasze zachowanie – odpowiedziałem – wraca w postaci dobra. Więc to, jak cię traktują ludzie, to sukces!”.

„A już myślałam, że w życiu nic nie osiągnęłam… Dziękuję!!!”. „Sukces, Beatko, ma różny smak, jak lody”.

„A może jest mi w życiu już tak ciężko i tak źle, że nawet nie przyszło mi do głowy, że nie jestem taka beznadziejna, jak o sobie myślę? I że mogę coś osiągnąć?”.

Po minucie: „Naprawdę uważasz, że skoro ludzie mnie lubią, to jest mój sukces? Mam sukces? !!!! Aż nie przechodzi mi to słowo przez palce”.

Oto co ostatnio usłyszałem, podsłuchałem, przeczytałem

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.