Hiszpańs nieznajom

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Po Prostu Policja Ochroniła Gwałciciela - ILUSTRACJA PIOTR CHATKOWSKI

Katarzyna: – To, co przydarzyło mi się w Hiszpanii, może się zdarzyć każdej kobiecie na wakacjach. Szczególnie takiej jak ja: ufnej, nieznającej języków. Możemy zostać skrzywdzone, a winą obarczy się nas, by ukryć prawdziwego przestępcę.

Mam 61 lat, 148 centymetrów wzrostu i orzeczenie o niepełnosprawności. Oskarżam nieznanego mi mężczyznę o gwałt, hiszpańską policję – o pobicie, poniżenie i przetrzymywanie w celi oraz bezpodstawne oskarżenie o napaść.

Jedyne, co mi pozostało, to krzyk.

Nieznajomy

Do Hiszpanii przylecieliśmy 16 września 2017 r.

Z mężem i dwiema przyjaciółkami zamieszkaliśmy w wynajętym apartamencie w Sanlúcar de Barrameda, niedaleko Kadyksu. Pod koniec wakacji, 26 września, około godziny 23 wybraliśmy się do Café Memphis. Kawiarnia znajdowała się zaledwie 200 metrów od naszego apartamentu. Nie wzięłam ze sobą dokumentów ani telefonu.

Poznaliśmy mężczyznę. Wysoki, szczupły, ok. 60 lat. Hiszpan. Twarz pociągła, włosy szpakowate. Przystojny jak z obrazka. Ubrany w białą koszulę, czarną kamizelkę. Sprawiał wrażenie, że zna się z barmanami. Spędziliśmy razem godzinę, wypiliśmy dwa małe piwa. Mój mąż i przyjaciółki poczuli zmęczenie. Ja postanowiłam jeszcze chwilę zostać.

Ufam ludziom, fascynują mnie, lubię ich poznawać. Choć na co dzień jestem samotnicą.

Mąż nie miał nic przeciwko: wiedział, że jestem tuż za rogiem. Ucieszyłam się, że poznałam kogoś kto tak jak ja interesuje się sztuką. Mężczyzna opowiadał o antykach, które kolekcjonuje. Jestem konserwatorką dzieł, maluję. Nie mówię dobrze po angielsku, ale używałam słownika, gestów. Jakoś się dogadywaliśmy.

– Zapraszam do siebie, mieszkam blisko – zaproponował. – Chcę pokazać ci obrazy, które mogą cię zainteresować.

Pomyślałam: „Wreszcie ktoś z mojego świata, i to na prowincji Hiszpanii, gdzie mieszkają raczej prości ludzie. To nasze ostatnie dni, poznam kogoś interesującego, a może to będzie znajomość na lata? Każdy kontakt jest cenny”.

Nie, nie zapaliła mi się czerwona lampka. Myślałam, że umiem wyczuć ludzi, poznać po oczach, z kim mam do czynienia. Skorzystałam z zaproszenia. I to była jedyna nierozsądna rzecz, jaką zrobiłam. Ale nie najgorsza. Do tej pory nigdy nie trafiałam źle.

Wśród moich przyjaciół malarzy, konserwatorów, artystów poznawanie ludzi jest rzeczą bardzo oczywistą. Nie mamy klasycznych hamulców. Zdarzało mi się zagadywać nieznajomych. Ale przecież najpierw człowiek jest nieznajomy, a po chwili – już znajomy.

Przyznaję jednak, że było to nierozsądne.

Wtedy wydawało mi się, że wiem, co robię. Zaufałam. Przez 60 lat uważałam, że dam sobie radę, że nie może mi się przydarzyć nic złego. Spotykałam na swojej drodze tylko dobrych ludzi. Ale też bez przesady: nigdy nie robiłam w życiu zbyt ryzykownych rzeczy.

Jego apartament miał się znajdować naprzeciwko kawiarni. Okazało się, że był niedaleko, ale nie tak blisko, jak myślałam. Krążyliśmy po okolicznych osiedlach. Myślę, że dziś bym tam nie trafiła.

W domu poczęstował mnie małym piwem. Przez pół godziny gestykulowałam, opowiadałam: o fascynacji flamenco, o moich pantofelkach do tańczenia, o skrajnych emocjach, jakie od czasów młodości wzbudza we mnie dźwięk hiszpańskiej gitary.

Nagle poczułam, że muszę się położyć. Coś ścięło mnie z nóg. Było mi całkowicie obojętne gdzie, ale chciałam tylko zasnąć. Zaczęłam tracić poczucie czasu. Pamiętam włączoną muzykę. Coś po cichutku przez cały ten czas nuciło.

Kątem oka dostrzegłam, że mój nowy znajomy w pokoju obok rozściela łóżko.

„Jak dobrze – pomyślałam. – Położę się i zasnę”.

Obudził mnie jego krzyk, wrzask, szarpanie, popychanie. Nigdy w życiu nie miałam do czynienia z narkotykami. Trudno się o tym mówi, ale to było jak sen. Człowiek odpycha od siebie najgorsze. Wszystko działo się jak za mgłą. Nie, nie doznałam żadnych urazów. Dżentelmen był przygotowany: po tym, co dosypał mi do napoju, byłam rozluźniona. Nie mogłam ruszyć ręką. Pamiętam jego twarz nad sobą, jego ciężar. I że leżę w jego łóżku. Potem była już tylko ciemność.

Może dlatego, przez tę mgłę, nie mam takich traumatycznych wspomnień, gdy o tym myślę? A może dlatego, że to, co wydarzyło się później, uczyniło ten gwałt mniej ważnym?

Senior bandit!

– Wynoś się z mojego domu! – krzyczał po hiszpańsku. Popychał. Ze strachu położyłam się na podłodze, twarzą i brzuchem przywarłam do ziemi. Robiłam wszystko, by się ochronić. Zaczęłam płakać, a on dalej: krzyczał, groził, że wezwie policję. Szepnęłam do siebie: – To dobrze, pomogą mi, zawiozą do domu.

Sama nie byłam w stanie się ruszyć. Byłam świadoma, ale wciąż sparaliżowana.

Przyjechało ich czworo. Zanim do mnie przyszli, dość długo rozmawiali w pokoju obok. Nie rozumiałam, co mówili. Kiedy wreszcie odnaleźli mnie zapłakaną, powiedziałam: – Senior bandit!

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.