Szczur

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - 818 Dni Protestu Pod Kancelarią Premiera -

biznes koledze, który miał więcej cierpliwości. Teraz jest na emeryturze i zajmuje się chartami. Ten, który właśnie próbuje wejść do mojego łóżka, to młodzieżowy champion Polski, międzynarodowy champion piękności, mistrz Polski w terenowych wyścigach chartów. Nazywa się Archibald Bernard Malone Synergy. W skrócie Bernaś.

– A reszta w domu? – pytam.

– Bernaś jest najbardziej niesforny, dlatego go zabieram na dyżury i nocne spacery. Dwa starsze śpią w domu.

– Myślałem, że zabiera pani psa z powodu bezpieczeństwa.

– Radzę sobie i bez psa. Miałam dyżury 11 listopada. Dwa lata temu przyszli młodzi i wywiązała się dyskusja, ale dość kulturalna. W zeszłym roku przyszły karczycha i mnie zwymyślały. Tyle kurew, co ja tu usłyszałam, to chyba przez całe życie się nie nazbierało. Ale równie dużo usłyszałam serdecznych słów. Ludzie nas odwiedzali, przynosili a to kawę, a to czekoladę. Przychodził codziennie projektant mody męskiej i kostiumów teatralnych Bernard Hanaoka. Przeuroczy człowiek. Dowcipny. Pochodził ze Wschodu. Opowiadaliśmy sobie kawały po rosyjsku. Przeżyliśmy jego odejście jak śmierć kogoś bliskiego; poszliśmy na pogrzeb. Przychodzili tu również policjanci i sprawdzali nasze dokumenty. Niektórzy zimą dali się poczęstować kawą. Pili w ukryciu w namiocie, żeby ktoś vis-à-vis ich nie zobaczył, że wzięli coś od nas.

Małgorzata dyżurowała kilka razy w miesiącu. Boleje, że na jej dyżurze ktoś ukradł jedną z trzech cyferek z licznika hańby; wystarczyły trzy minuty nieuwagi. Żałuje, że w protest nie zaangażowało się więcej młodych. Jak mówi, w działaniu przeszkadza im stosunek konsumpcyjno-roszczeniowy. już kolejny miesiąc jest pikieta i brakuje ludzi do dyżurów. Wrócili do Szczecina, ale wiedzieli, że za kilka tygodni znowu pojadą do Warszawy. Ewa i Piotr Pietrusińscy w sierpniu zgłosili się na 24-godzinny dyżur w Puczepie. Od tego czasu przyjeżdżali co miesiąc. 540 kilometrów samochodem.

– Jesteśmy z tego pokolenia, które pamięta komunę. Kończyliśmy szkołę średnią, a zaczynaliśmy studia, przez co za komuny nie mieliśmy okazji działać w opozycji. Ale słuchałam tego, co mówią dorośli. Tata strajkował w Stoczni Szczecińskiej. Złe czasy wróciły. Tak mi się to wszystko kojarzy.

Dyżurowali zawsze do godziny 13. Bo o tej godzinie zapadły wyroki Trybunału. Po dyżurze jechali do znajomych wziąć prysznic. Obcy z przyczepy zaczęli się poznawać w realu i przestali być obcy – gotowali sobie obiady, udostępniali łazienki.

– Jest to siła, której nie da się zadusić. Mimo że KOD się rozproszył. Nie mogę zasnąć, wciąż słyszę szmery. Nasłuchuję, czy to rzeczywiście szczury i myszy, czy tylko gałęzie muskają przyczepę. Pikietujący opowiadali mi o szczurze. Mieszkał w namiocie, w głośniku. Zrobił gniazdo z suchej trawy i liści, które przytaszczył z Łazienek. Pewnie gnieździłby się tam do dzisiaj, gdyby nie pojawienie się Puczepy. Więc szczur się wyniósł. Zostały sikorki i gołębie. Przy drzwiach stoi pojemnik ze słonecznikiem. Dyżurujący ma obowiązek nakarmić ptactwo. Tylko szczura nie wolno karmić, gdyby przypadkiem wrócił, bo mógłby przegryźć elektrykę Puczepy. w 2015 roku, kiedy związek poparł w wyborach PiS. Nie miał konta na Facebooku i nie planował mieć. Założył, żeby odszukać ludzi z KOD. Dyżurował już wtedy, kiedy stał tu pomarańczowy namiot.

– W nocy byliśmy strażnikami licznika, za dnia rozmawialiśmy z ludźmi. Na przykład były u mnie dwie niezorientowane politycznie Polki z Australii, które chciały się dowiedzieć, co się dzieje w kraju. Ale był też facet, który zapytał mnie, czy może mi „naszczać do przyczepy”. Wszystkich trzeba było dobrze potraktować.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.