Mapa niemocy

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Tochman Springer - Filip Springer

OKaliszmarze usłyszałem w czasie pracy nad książką „Miasto Archipelag” o Polsce mniejszych miast. Kaliszmar to, pożyczę tu sobie frazę od Katarzyny Nosowskiej, nie miejsce, lecz stan – ogólnomiejskie poczucie niemocy, niedasizmu, skrzywdzenia (zawsze) przez siły z zewnątrz. Stan trwania w tym, co jest, choć jest to tylko takie sobie. Opowiedziałem o nim pewnego razu na spotkaniu autorskim, a prowadząca dziennikarka Aleksandra Kołodziejek powiedziała:

– Ja to wszystko rozumiem, ja jestem z Kutna. My na ten Kaliszmar u siebie mówimy Kutnoza.

Zrobiłem się łakomy.

Zapytałem na Facebooku: czy istnieją jeszcze takie słowa w innych miastach?

Odpowiedzi dostałem kilkadziesiąt. Większość ma charakter okołofizjologiczny, więc nie będę ich cytować. Niektóre jednak ujmują literackim polotem. Jak moja ulubiona, niepozostawiająca złudzeń pUstka. Podoba mi się też radośnie przewrotna Szklarska Przerębla. Ale nie sposób nie zachwycić się też takimi wariacjami jak: Elbłąd, Zduńska nieWola i Ciechamów. Mnogo na tej alternatywnej mapie Polski od Dziur (Kamienna, Jelenia, Zielona), jest tu nawet trójmiasteczko PierDzielawa (Pieszyce z Dzierżoniowem i Bielawą). Są też Nędznica (czyli Nidzica), Bełkotów, Wałbrzuch i Bólomierz (zamiast Lubomierza).

Czytałem te słowne kalambury z rosnącym zachwytem. Wszystkie są negatywne, a jednak ludzie, pisząc mi o nich, często tłumaczyli: w moim ukochanym… nieodżałowanym… tam, skąd pochodzę… Byli trochę rozbawieni i trochę dumni. Sporo w tym wszystkim czuło się życzliwości. Niewiele hejtu. Pisali o sobie. O swoim świecie.

„Gdziekolwiek jesteś w kraju, jesteś w Kaliszmarze! Gdziekolwiek w świecie jesteś, jesteś w Kaliszmarze!” – recytowali aktorzy z desek kaliskiego teatru w hitowym spektaklu „Klęski w dziejach miasta” w reżyserii Weroniki Szczawińskiej. Publika ze zrozumieniem kiwała głowami.

Dobrze się to wszystko rymowało z przypowieścią o innym mieście, które odwiedziłem w czasie tamtej podróży.

„Ci, którzy Chełm opuszczają/ Jakoś do Chełma trafiają./ Ci, którzy w Chełmie zostają/ Na pewno w Chełmie mieszkają./ Dokąd nie pójdziesz, trafisz na Chełm” – pisał Isaac Bashevis Singer w przypowieści o Szlemielu, który wyruszył w świat, ale na skutek zabawnego zbiegu okoliczności po wielu godzinach wędrówki i tak trafił do Chełma. A w czasach Singera było to miasto odpowiednikiem naszego Wąchocka z lat 90. – miastem głupców. „Może świat cały to wielki Chełm?” – zastanawiał się Szlemiel.

Albo pUstka, albo Elbłąd, albo Ciechamów.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.