Po raz pierwszy gram księdza

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Mirosław Baka Małgorzata I. Niemczyńska

Mówiąc ściśle, odpoczywam – mówi aktor Mirosław Baka. – Jestem w trakcie zdjęć do filmu „Klecha” w reżyserii Jacka Gwizdały. Ta produkcja zajmuje mi czas od miesięcy mroźnych i będzie jeszcze zajmować pewnie do jesieni, bo spektrum czasowe jest w scenariuszu szerokie. Gram główną rolę. Po raz pierwszy dostałem propozycję zagrania księdza.

– Ale czytałam, że był pan ministrantem, więc jakieś przygotowanie jest?

– Widzowie jednak kojarzą mnie bardziej z ról gangsterów albo policjantów. Scenariusz stwarza wiele możliwości, ale jest też wyzwaniem, bo nie gram żadnego wymysłu literackiego, tylko postać autentyczną: księdza Romana Kotlarza. To opowieść o jego trudnych przejściach ze Służbą Bezpieczeństwa, które doprowadziły go prawdopodobnie do przedwczesnej śmierci – w tajemniczych, niewyjaśnionych okolicznościach. Akcja rozgrywa się w połowie lat 70., moment kulminacyjny to zamieszki w Radomiu, a więc rok 1976. Kotlarz razem ze strajkującymi robotnikami był na ulicach.

– Granie postaci autentycznej to ryzyko. Przekonał się o tym np. Dawid Ogrodnik. Film „Ostatnia rodzina” odniósł sukces, ale jego Tomasz Beksiński nie wszystkim się spodobał.

– Ogrodnik czy inni aktorzy zawsze tworzą pewną kreację, nawet gdy grają postacie, które istniały naprawdę, i to nie głęboko w historii, ale te wciąż żywe w pamięci bliskich. Nie będę odtwarzał bohatera jeden do jednego. Jestem Mirkiem Baką, który gra księdza Romana Kotlarza. Na podstawie zdjęć, przekazów pisemnych czy ustnych staram się – korzystając ze środków aktorskiego wyrazu – stworzyć swój obraz tego człowieka. Zawsze będzie niedosyt. Zawsze ktoś powie: „On taki nie był”. Z twórcami filmu umówiliśmy się jednak, że naszym nadrzędnym celem nie jest pokazać dokładnie, jaki był, tylko przypomnieć ludziom, że przed księdzem Popiełuszką był ksiądz Kotlarz. Nie jest zatem najważniejsze, jaką miał grzywkę i w jaki sposób chodził (choć oczywiście to też staram się powtórzyć), ale w jaki sposób sprzeciwiał się zakłamaniu komunistycznemu i ile go to kosztowało. Był jednym z wielu duchownych mocno prześladowanych przez Służbę Bezpieczeństwa.

– Tytułowy „Klecha” to kryptonim akt operacji przeciwko księżom.

– Zajmował się tym cały departament, miał specjalne przywileje. Opowiadamy o tym na przykładzie jednego człowieka. Bo przede wszystkim chciałbym pokazać nie duchownego, tylko po prostu człowieka.

– A w tym tkwi kolejna pułapka, bo podjęto już starania o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego Kotlarza.

– Zagrać świętość to banalne. W naszym zawodzie wszyscy wiemy, że zło jest czymś bardziej fascynującym dla widza. Na szczęście scenariusz „Klechy” to nie opowieść o posągu męczennika. Kotlarz miał swoje słabości. To był człowiek, który był bity, który się bał, którego bolało. Jeśli oglądamy filmy o Janie Pawle II, to najbardziej ludzi rajcuje, kiedy on pływa kajakiem lub kiedy chodzi w spodniach, a nie kiedy unosi dłonie do błogosławieństwa. To też najciekawsze do grania: facet, którego boli ręka, swędzi noga, jest głodny, zmęczony, chce mu się spać albo ma ochotę zagrać na klawesynie.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.