Anna bez flagi

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Mariusz Szczygieł

Radość Polaka! Polka nominowana do Nobla za zainicjowanie i zorganizowanie głośnego Civil March for Aleppo. Łącznie 3,5 tysiąca osób szło z Berlina do granic Syrii w 232 dni… I inni nominowani razem z nią: ci, którzy walczyli o pozwolenia w ambasadach; ci, którzy rysowali mapy; ci, którzy ponad osiem miesięcy dawali uczestnikom darmowe spanie; ci, co wrzucali wpisy na Fejsa, co robili zdjęcia, co wysłali kasę, co prowadzili samochód. Wreszcie ci, co szli.

Radość reportera! Okazało się, że znam kandydatkę do Pokojowej Nagrody Nobla i mam jej adres mailowy…

Radość nauczyciela! Z kandydatką jeszcze tydzień temu omawialiśmy przy lemoniadzie, który z jej tematów byłby najlepszy na zaliczenie szkoły reportażu…

Od razu wysłałem jej maila: „Nie przeżyję w tym tygodniu bez Twojej prawdy”. Anna Alboth odpisała: „Nie miałam pojęcia, że tyle w nas siły, która może urosnąć w ciągu kilku dni z kilku zdań na Fejsie. Że ludzie, których poznałam w różnych momentach życia, w różnych częściach świata, mogą rzucić wszystko, przylecieć i pójść. Ale nie wiedziałam też, że tak łatwo o konflikt. Że ludzie, którzy chcą dobrze i myślą podobnie, wierzą w drugiego człowieka – potrafią się tak szybko i o takie bzdury kłócić. Spędzaliśmy w grupie obcych sobie ludzi 24 godziny na dobę, szliśmy w upale i mrozie, mało spaliśmy, nikt nie wiedział, co będzie jutro. Szybko powychodziły z nas potworki, ze mnie też. Na pokojowym marszu najwięcej dowiedziałam się o konflikcie”.

Rozmawiamy dzień później. Kandydatka właśnie skończyła spotkanie na Skypie ze swoimi dziećmi (akurat wyjechały na wakacje do babci w Niemczech), a ona od miesiąca pracuje w Budapeszcie. Mąż jeszcze w Berlinie, gdzie dotąd razem mieszkali, ale przeorganizowuje swoją pracę, żeby mieszkać z żoną i dziećmi. Ona z dziećmi rozmawia po polsku, on po niemiecku, a oni ze sobą po angielsku. Ten Budapeszt to praca jej marzeń – właśnie tam mieści się europejskie biuro Minority Rights Group, organizacji, która w przyszłym roku skończy 50 lat, a zajmuje się mniejszościami etnicznymi na całym świecie. Anna prowadzi tam program dla dziennikarzy z Polski, Węgier, Słowacji i Bułgarii. (To odpowiedź dla mojej sąsiadki pani Blanki, czy Anna jest matką i gdzie pracuje).

Wreszcie – dzięki tej pracy – ma kogoś za plecami. Marsz był dla niej trudny, bo każda krytyka wędrowała do niej, a za sobą nie czuła nikogo. Syryjscy rewolucjoniści mieli pretensję, że marsz nie niesie ich flagi. Asadziści, że marsz trzyma z rewolucjonistami. Zjawiali się Syryjczycy, żeby sprawdzić, kto za maszerującymi stoi. Nie mogli uwierzyć, że nie mają z tym związku jakieś służby specjalne, że ludzie zorganizowali się sami z siebie, bez budżetu i zaplecza. W internecie pojawiły się zdjęcia, na których Anna trzyma flagi, których nigdy w życiu nie trzymała. Ktoś się upierał, że jej mąż nie mógł zrobić strony internetowej marszu za darmo, i tak dalej… Nie chodzi o jeden głupi komentarz, chodzi o natłok komentarzy. Z tym wszystkim musiała sobie poradzić, a teraz, dzięki pracy w MRG, nie czuje się sama. (To odpowiedź dla redaktorki „DF”, z czym Annie było najtrudniej).

Mama Anny Alboth z Warszawy zajmuje się jej niepełnosprawnym bratem Kubą. Była drugą osobą, która usłyszała o marszu (pierwszy był mąż, powiedział: „Ale ty, sweetest, przecież nie lubisz chodzić”). Mama oznajmiła: „No to pakuję Kubę i idziemy”. Mama szła w marszu dziesięć dni, a potem doleciała jeszcze na część grecką. (Odpowiedź dla mojej mamy, co mama Anny powiedziała na marsz).

Na całej trasie przemarszu najbardziej chłodni wydali się Czesi. Czechy były jedynym krajem, gdzie ludzie prawie w ogóle nie brali ulotek. (Odpowiedź na pytanie czechofila Szczygła, jak marsz przyjęto w Czechach).

Telefon Anny jest dostępny w internecie, dzwonili do niej mieszkańcy Aleppo, czy marsz aby odbywa się naprawdę. Informacji o nim po arabsku było więcej niż po angielsku. Na Lesbos spotkała mężczyznę, który powiedział, że wychodził z piwnicy w Aleppo, żeby złapać zasięg i powiedzieć o marszu innym, ukrywającym się mieszkańcom. Zresztą ciągle dzwonią i pytają, co dalej. (Odpowiedź na moje pytanie, co na to Aleppo).

Oto co ostatnio usłyszałem, podsłuchałem, przeczytałem

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.