Z Mathieu Asselinem, fotografem, autorem projektu „Monsanto – dochodzenie”, rozmawia Aleksandra Szyłło

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Fotoreportaż -

zacunki mówią o 150 tysiącach wietnamskich dzieci, które urodziły się z wadami genetycznymi w wyniku użycia podczas wojny w Wietnamie na przełomie lat 60. i 70. ekstremalnie toksycznego herbicydu Agent Orange. Za ludzkie cierpienia winisz firmę Monsanto czy raczej rząd i armię Stanów Zjednoczonych?

– Monsanto wyprodukowało, armia rozpyliła substancję nad dżunglą. Obie strony są odpowiedzialne. Najistotniejsze, że zarówno w Monsanto, jak i w armii doskonale wiedzieli, że konsekwencje dla człowieka, który zetknie się z Agent Orange, mogą być znacznie poważniejsze, niż się oficjalnie podaje. Agent Orange został rozpylony, by doprowadzić do mutacji genetycznych w roślinach i w konsekwencji do ich obumarcia. Po to by wietnamskie wojsko nie mogło już przemieszczać się pod osłoną dżungli, by na wymarłych terenach zlokalizować wojskowe bazy. Czy ktokolwiek może wierzyć, że taka substancja pozostanie bez wpływu na człowieka?

W Wietnamie do dziś rodzą się dzieci z bardzo poważnymi wadami genetycznymi. To dzieci i wnuki zarówno weteranów wojennych, jak i cywilów, którzy tam mieszkali lub przypadkowo się znaleźli. Dostają dziś odszkodowania od rządu USA albo Monsanto?

– Ze względu na skalę mutacji genetycznych na tym obszarze i w tych rodzinach nie ma wątpliwości, że większość z nich jest konsekwencją rozpylenia Agent Orange. Ale lekarze nie umieją udowodnić, że u danego dziecka zawinił na sto procent ten czynnik. Amerykanie prowadzą różne programy oczyszczania środowiska w Wietnamie, sponsorują kliniki. Ale masowych odszkodowań nie ma. Zmiany genetyczne przechodzą na kolejne pokolenia. Tragedia nie ominęła też Amerykanów walczących w Wietnamie. Dzieci tych, którzy zetknęli się z toksyną, również przychodziły na świat z wadami.

– Te dzieci muszą walczyć, by rząd USA uznał, że ich liczne, nieuleczalne choroby są powiązane z tym, że ich ojcowie zostali zatruci. Żadne pieniądze nie wrócą zdrowia. Ale fakt, że tak wiele ofiar Agent Orange nie ma pieniędzy na leczenie albo musi walczyć o nie, to kolejna tragedia.

Agent Orange to tylko jeden z produktów Monsanto. Chemiczny koncern gigant na światową skalę wytwarzał m.in. PCB (związki wykorzystywane w przemyśle elektrotechnicznym i w środkach owadobójczych, o udokumentowanym wysokim działaniu rakotwórczym). Fotografujesz miejscowości w USA trwale skażone przez Monsanto.

– Ci ludzie nie wiedzieli, że za płotem nielegalnie składowane są rakotwórcze odpady; że są wpuszczane do rzek; że w wodzie, glebie, uprawach czy rybach normy toksyn przekroczone są wiele tysięcy razy. W Stanach Zjednoczonych jest około 50 takich miejscowości. Najstraszniejsze, jakie widziałem, to Anniston w Alabamie. W dużej mierze miasto widmo, wielu ludzi wyprowadziło się, gdy prawda o skażeniu wyszła na jaw. Firma Monsanto oficjalnie przyznała się do winy w 2003 roku i w efekcie ugody wypłaciła 700 milionów dolarów odszkodowań 20 tysiącom mieszkańców. Z dokumentów jednak wiadomo, że już w latach 70. szefowie Monsanto zdawali sobie sprawę z zagrożenia i postanowili je utajnić. Tymczasem całe rodziny umierały na raka.

Tam, gdzie nie było wyjścia, prawnicy Monsanto doprowadzali do ugody i odszkodowania są wypłacane. Ale koncern nigdy nie odpowiedział przed sądem za całość szkód, chociażby tylko na terenie USA.

Od ponad roku Monsanto już nie istnieje.

– Zostało kupione przez koncern Bayer.

Nazwa Monsanto była już tak skompromitowana, że ze względów wizerunkowych należało się jej pozbyć.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.