Piszę innym miejscem siebie

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Szczygieł Poluje Na Prawdę - Martyna Bunda Małgorzata I. Niemczyńska

Kiedy pani wczoraj dzwoniła, akurat szorowałam podłogi – mówi Martyna Bunda, a w jej głosie słychać uśmiech. Jest szefową działu krajowego w „Polityce”, od 18. roku życia pisała reportaże. Niedawno debiutowała powieścią. Za „Nieczułość” dostała już nagrodę Gryfia, ma też nominacje do Nike i Gdyni. – A szorowałam je w ośrodku buddyjskim w Falenicy. Wahałam się, czy to nie będzie jakieś epatowanie sobą, jak o tym powiem. Ale ten ośrodek nie jest bez związku z tematem.

– Słucham zatem – zachęcam.

– Szukam ciszy. Mam taki zawód, że głęboko siedzę w polityce, więc ciszy czasem potrzebuję. Ale drugi powód wydaje mi się ważniejszy: pracuję nad kolejną książką. Historia zatoczyła śmieszne koło, bo ośrodek, w którym myłam podłogi, jest w tym samym lesie co pewien klasztor. Jako nastolatka miałam taki epizod, że spędziłam w nim miesiąc. To było jedno z najciekawszych doświadczeń mojego życia – choć dawno temu i bez konsekwencji. Z katolicyzmem jestem luźno związana – przy całym szacunku dla chrześcijaństwa. Nowa powieść będzie o gubieniu i znajdowaniu w sensie duchowym, a także o cienkiej granicy między dobrem a złem. Zaczyna się w 1380 roku w zakonie kartuzów. Nie odbiegłam więc daleko od miejsca akcji poprzedniej książki [działa się na Kaszubach], jednak tym razem mam większy rozstrzał czasowy: od głębokiego średniowiecza w zasadzie aż do współczesności.

– Ale sobie pani dowaliła roboty dokumentacyjnej. – Naczytałam się. Nie jestem historyczką i też nie mam tego typu pamięci, ale nawykłam do mrówczej pracy, bo jako dziennikarka przez lata zaczynałam każdy temat od czytania ustaw. Muszę przyznać, że czytanie księdza Pawła Czaplewskiego, który pisze o tym zakonie, jakby pisał kryminał, jest milion razy ciekawsze! Chce pani o nim anegdotę?

– No pewnie.

– To wielki badacz dziejów Pomorza i świetny, niedoceniony pisarz. Poznał w Wiedniu pewnego malarza, dobrze im się rozmawiało, spędzili razem wieczór. Utrzymywali potem korespondencję. Kiedy ten malarz o nazwisku Hitler został kanclerzem Rzeszy, ksiądz wysłał mu list gratulacyjny. A gdy już się zaczęło i ksiądz był w obozie koncentracyjnym Stutthof, jego gospodyni wysłała do kanclerza list z pretensjami, jak on może tak traktować swojego znajomego. Kanclerz natychmiast rozkazał go wypuścić – przy czym ksiądz wziął za rękę jeszcze jedną osobę. Nigdy nie był z tego zadowolony, choć uratował przecież nie tylko siebie.

– Życie pisze takie świetne historie, a pani poszła w fikcję?

– Trochę znalazłam w niej siebie. Robiłam reportaż na tyle dobrze, że był drukowany, ale nie ma sensu uważać mnie za reporterkę. Mam w redakcji znacznie lepszych kolegów. Frustrowało mnie, że rzeczywistość nie dawała się nagiąć, zawsze jakiś detal psuł metaforę. To nie tak, że nie lubię swojej pracy, ale ten rodzaj działalności uprawiam za pomocą mózgu. Literaturę pisze się już innym miejscem siebie. To ogromnie ciekawe doświadczenie. Takie karmiące. Trzecia powieść też pewnie powstanie, choć w tej chwili nie wiem, o czym miałaby być. Muszę jeszcze trochę pomyć podłogi. Bez sprzątania nie ma pracy twórczej.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.