Arystokraci traumy, czyli Cumberbatch pije i ćpa

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Varga - Krzysztof Varga

Zauważyłem z przerażeniem, że ostatnio piszę głównie o polityce, a piszę o polityce, nawet jak piszę o czymś zupełnie innym niż polityka, o czymkolwiek bym pisał, to mi wychodzi pisanie o polskiej polityce. Podjąłem zatem decyzję, że muszę dać odetchnąć czytelnikom i wreszcie zaproponować felieton o czymś przyjemniejszym, zdrowszym i normalniejszym niż polska polityka – dziś zatem napiszę o alkoholizmie i narkomanii.

W powodzi obejrzanych w ostatnich miesiącach seriali ten ledwo pięcioodcinkowy pod tytułem „Patrick Melrose” zrobił na mnie wrażenie szczególne, po raz pierwszy od dawna poczułem po ostatnim odcinku nie ulgę, że już się rzecz zakończyła, ale tantalowy iście głód ciągu dalszego, tantalowy albowiem nie do zaspokojenia. Nie będzie ciągu dalszego serialu „Patrick Melrose” ani tym bardziej kreacji Benedicta Cumberbatcha, z tej przyczyny, że rzecz oparto na powieści pod tym samym tytułem angielskiego pisarza Edwarda St Aubyna: pięcioksiąg „Patrick Melrose” zekranizowano w pięciu odcinkach serialu, nie ma szans na kontynuację.

Tytułowy Patrick pochodzi z dysfunkcyjnej rodziny o korzeniach arystokratycznych, jego ojciec był angielskim snobistycznym próżniakiem, matka amerykańską dziedziczką fortuny zapijającą się samobójczo, w chwilach gdy matka znajdowała się w stanie otępienia alkoholowego, ojciec raczył swojego kilkuletniego syna gwałcić. Jego nakierowana na własne dziecko pedofilia miała mieć wymiar w dużej mierze wychowawczy, jak się zdaje. Trudno się dziwić, że dorosły Patrick jest alkoholikiem i narkomanem, choć naturalnie nie trzeba być gwałconym w dzieciństwie przez sadystycznego ojca i zaniedbywanym przez wiecznie pijaną matkę, aby wpaść w te malownicze nałogi. Odgrywa w serialu Cumberbatch sceny deliryczne mistrzowsko i myślę, że w każdej szkole aktorskiej winien być przeprowadzany egzamin z odgrywania delirium, tak najlepiej poznać, czy adept sztuki aktorskiej rokuje odpowiednio – kto deliryka ani ćpuna na głodzie zagrać nie umie, z tego wielkiego aktora nie będzie. Mógłby śmiało Cumberbatch dołączyć do obsady „Pod Mocnym Aniołem” Smarzowskiego. W ogóle to powitałbym z największym entuzjazmem anglosaski sequel filmu Smarzowskiego, gdzie najwybitniejsi współcześni aktorzy: Cumberbatch, Tom Hardy, Cillian Murphy, z ma się rozumieć Johnnym Deppem na dokładkę, graliby trzęsących się w delirium Polaków na oddziale odwykowym – pozostaje ustalić, który z nich powinien zagrać księdza.

Nie ujmując niczego masywnej powieści, tak jestem przygnieciony doskonałością serialu, że jej lektura stanowiła wyjątkowe wyzwanie: każda ze scen książkowych wizualizowała mi się jak aktorski popis z serialu, gdyby kolejność poznawania losów Patricka była odwrotna, mógłbym mówić o prawdziwym czytelniczo-filmowym spełnieniu, tutaj jednak widzę prymat serialu nad powieścią; po roli Cumberbatcha, a właściwie po wszystkich zabójczo doskonałych kreacjach aktorskich, nie sposób czytać powieści.

Mamy Patricka jako pięciolatka gwałconego przez ojca w pięknej prowansalskiej posiadłości, odwiedzanej przez zblazowanych i nieświadomych swej bezbrzeżnej głupoty angielskich przyjaciół, mamy matkę Patricka schowaną za kieliszkiem i udającą, że nie ma pojęcia, co się w jej domu, z jej dzieckiem dzieje, mamy dorosłego Patricka w szponach heroiny i koksu, mamy Patricka próbującego stworzyć własną rodzinę i zostać dobrym ojcem, mamy Patricka odbierającego zwłoki swego znienawidzonego ojca z nowojorskiego domu pogrzebowego (i ćpającego straceńczo), mamy Patricka trzeźwiejącego i próbującego ze zniedołężniałą matką nawiązać ludzką relację, i mamy hochsztaplerów z jakiejś sekty omotujących panią Melrose, że ta wydziedziczy syna i zapisze im piękny prowansalski dom – przy tej historii doprawdy żadna powieść i żaden serial o polskich problemach narodowych nie wydaje mi się przejmujący i doniosły.

Arystokrata jest znudzony, arystokrata walczy z pospolitością, większość jego czasu zajmuje pogarda dla świata. Ale w końcu umiera – jeśli nie skretyniały zupełnie, to przepełniony rozpaczą, mając świadomość, że niczego nie stworzył, tak jak ojciec Patricka i jego fenomenalnie odstręczający przyjaciele.

My nie mamy oczywiście prawdziwej arystokracji, jakieś ogryzki, jakieś niedobitki, jacyś Czartoryscy, którzy nawet po polsku nie mówią, jacyś Radziwiłłowie najmujący się do pracy w rządzie, takiej powieści i takiego serialu o polskiej arystokracji raczej zrobić się nie da, ale w końcu mamy pewne formy zastępcze – czyż episkopat, czyż wyższe warstwy kleru to nie jest coś jak prawdziwa katolicko-narodowa arystokracja, serial o arystokratycznym życiu w pałacu biskupim widziałbym wielkim.

Ojciec Patricka w swym zblazowaniu, w swej wyniosłości, znudzeniu i pogardzie dla współczesności powiada, że lepiej było w wieku XVIII. W istocie wówczas arystokracja, zanim nie zaczęto jej ścinać na gilotynach (choć nie w Anglii), miała się nieco lepiej, zdaje mi się, że współczesna polska arystokracja kościelna też tęskni za wiekiem XVIII, kiedy sarmacki katolicyzm, zabobon, zapaść umysłowa pogrążały ojczyznę, ale przez jakiś czas udawało się pławić w bezrozumnym sybarytyzmie i hedonizmie. Owszem, wyraźnie oddalam się od tematu angielskiej arystokracji, ale postulowałbym przy okazji kolejnej reformy edukacji wprowadzić osobny przedmiot w szkołach „Historia Polski XVIII wieku”, ze szczególnym, ma się rozumieć, uwzględnieniem działalności sarmackich patriotów i Kościoła. Nawet samą historię Kościoła w XVIII-wiecznej Polsce bym przeczytał, a wręcz powiem więcej: obejrzałbym wielki serial o agonalnym stuleciu Polski.

Wyższość Anglików na tym chyba głównie polega, że oni nie muszą zajmować się twórczo swoimi traumami narodowymi, bo przeszli na poziom wyższy – zajmują się traumami toksycznych relacji rodzinnych, a wszak udręczanie się ojczyzną jest nade wszystko maskowaniem swoich prawdziwych udręk, wynikających z wychowania w domu rodzinnym. Łatwiej jest zajmować się dziejami swego narodu niż historią swej rodziny, prościej oskarżać o zdradę narodową niż grzebnąć w cuchnącej mazi własnej rodziny, dlatego tak się wciąż zajmujemy sobą jako narodem, byleby nie zajmować się sobą jako społeczeństwem, a jeśli już heroicznie dobierzemy się do siebie jako społeczeństwa, to tylko po to, by nie zajmować się sobą jako częścią rodziny.

Nie wynika koniecznie z serialu i powieści, że pedofilia to jest nagminna działalność wśród angielskich arystokratów, tak jak przecież nie ma pewności, że każdy ksiądz katolicki jest pedofilem. Zmierzam do tego, że jeśli angielskiemu pisarzowi tak fenomenalnie udało się wypromować rodzimą arystokrację, być siłą sprawczą powstania jednego z najwybitniejszych seriali roku z może najwybitniejszą kreacją aktorską roku, dążyć powinniśmy do tego, żeby wyspecjalizować się w promowaniu naszej lokalnej arystokracji. Jeszcze kilka miesięcy do premiery nowego filmu Smarzowskiego „Kler”, ale już teraz prowadziłbym poważny lobbing, by jakaś potęga telewizyjna w rodzaju HBO czy Netflixa, wzięła się do produkcji serialu o polskim klerze – z Cumberbatchem, Hardym, Murphym w rolach głównych, ma się rozumieć.

„Patrick Melrose” to jeden z najwybitniejszych seriali roku z może najwybitniejszą kreacją aktorską roku

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.