Jutro narysujecie śmierć

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Tochman Springer - Wojciech Tochman

Wyobrażam sobie nasze miasta, domy, ulice, place, parki, cmentarze zasypane piachem. „Klimatyczne ludobójstwo nadchodzi” – alarmują w specjalnym raporcie eksperci ONZ. Blisko setka naukowców z 40 krajów ogłasza, że na powstrzymanie planetarnej katastrofy ludzkość ma 12 lat. Jeśli w tym czasie nie ograniczymy emisji CO2, musimy się spodziewać powolnego końca. Susze, huragany, pożary, wymierająca przyroda, pszczoły, ryby… W ciągu kolejnych dziesięcioleci ludzie coraz bardziej masowo będą umierać z pragnienia i głodu albo po prostu spłoną w pożarze lasu, zginą w powodzi. Koniec końców pół globu spłonie, a pół utonie. Polska? I my będziemy tu mieli pustynię – mówi o tym inny raport przygotowany dla naszego rządu. Wyobrażam sobie, jak wszystko, o co dziś tak się żremy, pokrywa piach. Nie ma wody, nie ma cienia.

Jak się ratować? Polska, wiadomo, powinna skończyć z węglem i przejść na odnawialne źródła energii. Skończyć z jedzeniem mięsa, bo jego produkcja wiąże się z wycinką lasów. Z plastikowymi torebkami (zrobiła to wiele lat temu np. Rwanda). I plastikowymi słomkami. Powinniśmy…

Zabrać pracę górnikom? Będą strajkować, obalą rząd.

Segregować śmieci? Ile z tym kłopotu! A czy na wysypisku nie mieszają ich znowu?

Nie jeść burgerów? Pić mojito bez słomki? No, jak?

Sprawę może załatwimy prościej. I to nie za 12 lat, ale szybciej. Nas będzie mniej, to i mniej dzieci, wnuków. Mniej grzania węglem, mniej smogu.

Przed szybkim rozwiązaniem ostrzega nas pan Adama Dieng, specjalny doradca sekretarza generalnego ONZ ds. zapobiegania ludobójstwu. Ten prawnik z Senegalu, rocznik 1950, pełnił w międzynarodowym wymiarze sprawiedliwości rozmaite funkcje, był m.in. sekretarzem Międzynarodowego Trybunału Karnego dla Rwandy. Sporo musiał widzieć, sporo od ocalałych i od katów słyszeć. I teraz pisze list do Europejczyków, rozesłany ostatnio przez warszawskie biuro ONZ także do naszych dziennikarzy.

Tytuł listu: „Ulica po ulicy: systematyczna dehumanizacja w Europie”.

Wygląda na to, że słowa Adamy Dienga media w Polsce zignorowały. Szkoda. Wydałem dwie reporterskie książki o masowym zabijaniu ludzi przez ludzi. W pierwszej opowiadałem o Bośni („Jakbyś kamień jadła”), w drugiej o Rwandzie („Dzisiaj narysujemy śmierć”). I wiem, jak słowa Senegalczyka są fundamentalnie ważne:

„Od ulic Palermo po Budapeszt płyną doniesienia o fizycznych i słownych atakach na migrantów i uchodźców świadczące o tym, że nie są to odosobnione przypadki. Ludzie ci cierpią z powodu upokorzenia i dehumanizacji.

Demonizacja imigrantów przez polityków i niektóre sektory publiczne nie wywołała ani powszechnego oburzenia, ani potępienia.

Przeciwnie. Politycy przez swoje świętoszkowate zachowania i nienawistną retorykę przyczyniają się do coraz większej liczby takich ataków. Odrodzenie ultranacjonalizmu w całej Europie legitymizuje nienawiść, rasizm i przemoc.

Wzrasta liczba przypadków zbrodni nienawiści i mowy nienawiści.

Zbrodnie nienawiści stanowią jedno z najbardziej wyraźnych ostrzeżeń przed potwornymi zbrodniami. Nie mogą pozostać bez odpowiedzi”.

Może warszawskie biuro ONZ zasugeruje panu specjalnemu doradcy drobną korektę pierwszego zdania jego listu? Zamiast Budapesztu powinien był wymienić Wrocław, Lublin albo Białystok. Ten list jest przecież również o Polsce, o Polakach i do Polaków.

Jeśli na to, co się dzieje, nie będzie waszej odpowiedzi – tak odczytuję niesłyszany krzyk Adamy Dienga – jeśli nie zatrzymacie nacjonalistycznych rządów, to i zmartwienia z klimatycznym ludobójstwem nie będziecie mieli żadnego. Bo wcześniej zrobicie sobie ludobójstwo konwencjonalne. Pytanie, kogo będziecie zabijać, kto będzie zabijany, skoro prawie nie macie uchodźców. I Żydów już u was nie ma. Gdzie znajdziecie wroga? Może Ukraińcy? Może LGBT? To będzie ktoś, kogo macie pod ręką. W końcu, przeżarci nienawiścią i strachem, pozabijacie siebie wzajemnie. Tak czy inaczej: będziecie albo ofiarami, albo mordercami. Niektórzy – uchodźcami. Tylko kto was przyjmie?

I będzie po klimatycznym kłopocie. Odór naszych trupów planecie nie zaszkodzi. Nawóz z naszych kości przyrodę użyźni. Ktoś na polskiej ziemi zostanie i skorzysta z tego, co na nas urośnie. Może nawet upomni się o sprawiedliwość. Ruszą masowe ekshumacje, identyfikacje, pogrzeby. Będą mauzolea i trybunały. Gospodarka się dźwignie, pewnie nowocześniejsza, już bez węgla. Wróci demokracja liberalna albo coś lepszego. Może ktoś pojmie wreszcie, jaką rolę w tym, co się stało, odegrał Kościół katolicki, nazwie rzecz po imieniu. Powstaną filmy dokumentalne i fabularne, wojenne wiersze, powieści, reportaże. Jakiś nowy Wajda przyjdzie, nowy Różewicz, Miłosz, Borowski, nowa Krall. I kultura zyska. I ocieplenie klimatu zwolni.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.