Raport z zoo

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Orliński Szczygieł Poluje Na Prawdę - Mariusz Szczygieł

Niektóre pytania od czytelników na Instagramie są bardzo inspirujące. Na przykład: „Czy z ostatnich Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie przywiózł Pan jakąś prawdę?”. Chętnie przerobiłbym to na: „Jak przetrwał Panu koszmar targów w Krakowie?”, ale będę trzymał się oryginału. Jako wydawca przywiozłem prawdę, żeby już nigdy na te targi nie jechać. Jako autor, żeby MIMO WSZYSTKO zawsze na nich być.

Jako wydawca przywiozłem prawdę: internet mieć w telefonie, bo w przeciwieństwie do innych targów tutaj trzeba płacić za dostęp do wi-fi dodatkowo 110 złotych netto!

Jako autor przywiozłem prawdę: nigdy nie wpisywać takiej samej dedykacji czterem osobom z rzędu. Bo jest im przykro. Każdy chce być potraktowany indywidualnie, a przecież w kolejce może zobaczyć, co wpisuję poprzednikom. A ponieważ liczba oryginalnych pomysłów jest ograniczona, zapas czterech typów dedykacji jest w porządku. Przepraszam panią, która powiedziała zawiedziona do koleżanki: „Wpisał nam dwa razy to samo…”.

Jako wydawca przywiozłem prawdę: mieszkać w hotelu jak najbliżej krakowskiego Expo, ponieważ dojazd tam z centrum może zabrać dwie godziny. Bezpośrednio do hal centrum wystawienniczego przy Galicyjskiej 9 w dzielnicy Czyżyny prowadzi ślepa jednopasmówka podporządkowana… Są dwa hotele w okolicy, z których w ostateczności można po błocie i poboczach przejść sobie na targi tylko trzy kilometry.

Jako autor przywiozłem prawdę: zawsze wysłuchać choć przez chwilę tych, którzy nachylają się nad stolikiem i chcą coś powiedzieć w zaufaniu. Nawet kosztem psioczenia kolejki. Bo można pozyskać nowego bohatera lub bohaterkę do tej rubryki (i pozyskało się; na przykład panią, która prowadzi rodzinny sklep z drzwiami, ale na małej ścianie urządziła księgarnię i dodatkowo sprzedaje między drzwiami książki!) lub można usłyszeć recenzję z lektury („Pan to zawsze tak głupio pisze, że aż mi się to podoba” lub „Kupiłam książkę wczoraj i płaczę od trzydziestej strony cały czas”).

Jako wydawca przywiozłem prawdę: zabrać z Warszawy do Krakowa składany stolik do podpisywania przez autorów książek, bo targi krakowskie za chwiejący się kawałek blatu żądają 80 złotych netto dodatkowej opłaty, co nie zdarzyło się nam dotąd na żadnych targach.

Jako autor przywiozłem prawdę: mieć zawsze przy sobie mocne perfumy. Nie wodę toaletową, ale perfumy, bo ciepło z lamp nad stoiskiem i liczba nachylających się czytelników i obejmujących autora czytelniczek sprawia, że można poczuć się niepewnie pod względem zapachowym własnym.

Jako wydawca przywiozłem prawdę: kurierzy nie mają prawa przyjechać przed 20.00, bo jeśli dostarczą książki przed wejście o 19.55, to ochrona nie pozwoli ich już wnieść na stoisko, ponieważ wszyscy są dosłownie WYRZUCANI o 20.00.

Jako autor przywiozłem prawdę: nie dać się zepchnąć do roli zwierzaka w zoo. Mam na myśli uprzedmiotowienie przez fotografów. A fotografem jest teraz każdy. Chodzą sobie tacy po targach i nawet jak autor siedzi przy pustym stoliku i akurat drapie się po nosie, nie spytają, czy mogą zrobić zdjęcie, tylko je robią i odchodzą. Bez słowa. Wołam wtedy: „Zaraz, zaraz, proszę wrócić, nie z tego profilu byłem wzięty…”. Liczba takich chamskich zdjęć na tych targach przeszła moje najśmielsze przypuszczenia.

Jako wydawca przywiozłem więc prawdę, że firma Targi w Krakowie Sp. z o.o. zachowuje się jak tani przewoźnik lotniczy: dolicza dopłaty za najmniejszą rzecz. Na całe stoisko są tylko dwa identyfikatory, każdy następny płatny… Pozostawienie palety z książkami do odbioru przez kuriera na poniedziałek (kurierzy nie pracują w niedzielę) to kolejne 100 złotych… Dobrze, nie będę mnożył tych prawd. Ta główna jest jedna: Krakowskie Targi Książki – zupełnie nie wiadomo, dlaczego nazywane międzynarodowymi – to po prostu kiermasz książek.

No dobrze, krakowskim targiem, to wielki kiermasz książek.

Oto co ostatnio usłyszałem, podsłuchałem, przeczytałem

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.