STRZAŁU

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Sabela -

ustawieni są myśliwi, około 20, z bronią gotową do strzału. Podchodzę do pierwszego z nich, pytam, jak idzie polowanie i dlaczego teren nie został oznaczony.

– Bo nie ma takiego obowiązku ustawowego, nawet jeśli to jest odstrzał sanitarny. Jeśli chodzi panu o nowe rozporządzenie ministerstwa, to wchodzi ono w życie od jutra, 14 października. – A jeśliby tu szła przypadkowa rodzina? – Z pewnością byśmy ją widzieli.

Rozmowę przerywa strzał. Potem drugi i trzeci.

– Kupuje pan mięso w sklepie? – pyta mnie myśliwy. – Ten syf ze sklepów... Dlatego ja wszystko, co ustrzelę, to zjadam, czy to sarna, czy jeleń, czy dzik. Tatar z jelenia to mistrzostwo świata.

– Ale to jest odstrzał sanitarny. Będziecie jedli te dziki z ASF-em?

– Oczywiście! Dlaczego z ASF-em? – Przecież to odstrzał sanitarny.

– No tak. Ale to nie jest odstrzał tylko chorej zwierzyny.

– A jak widzicie, która jest zdrowa, a która chora?

– Badamy.

– Ale to już po ustrzeleniu.

– W laboratorium w Puławach. Jeśli dzik jest chory, to idzie na utylizację, jeśli zdrowy, to na konsumpcję. Myśliwy nie zmarnuje kilograma zwierzyny. Za dobre to mięso, żeby je marnować.

– A co z tym ASF-em? Przecież to ludzie chodzący po lesie roznoszą ASF.

– Najwięcej ASF-u roznoszą sami rolnicy. Mój rozmówca trąbi w róg, ogłaszając koniec polowania w tym sektorze. Schodzą się pozostali myśliwi oraz ludzie z nagonki, w większości rolnicy z okolicznych wsi. – Ustrzeliliście coś?

– Chyba nic. Lisa jakiegoś – mówi inny myśliwy.

– Możecie strzelać do lisów? Przecież to odstrzał dzików? – dopytuję.

– Możemy. Dziki i drapieżniki. Możemy polować na wszystko zgodnie z kalendarzem polowań.

Wielu z nas nie strzela

Jadę kilkanaście kilometrów dalej, do wsi Jartypory, potem Miedzna i Stawy. Tylko w jednym miejscu polowanie jest jakkolwiek oznaczone. Aktywiści obserwują, czy myśliwi dopełniają wszystkich obowiązków i przestrzegają prawa. Część trzyma się na dystans od myśliwych, inni podchodzą blisko. W każdej grupie jest ktoś odpowiedzialny za rejestrację wideo i kontakt z policją. Niektórzy jednak nie wytrzymują i wychodzą na linię strzału. Na tym polega blokada polowania. Myśliwy, widząc postronną osobę, nie może strzelać.

– Zobaczyliśmy, jak jeden z myśliwych pił piwo – mówi Małgorzata z Warszawy. Dla niej to pierwsza akcja na polowaniu. – Zadzwoniliśmy na policję, przyjechali, zbadali alkomatem, wyszło, że nietrzeźwy. Spisali go. Ale wsiadł na wóz i pojechał z resztą dalej na polowanie. Był jeszcze jeden z butelką piwa, ale uciekł w las. Nie dogoniliśmy go. Wracamy do auta, a tu inny myśliwy spuszcza nam powietrze z opon. Podbiegam do niego, łapię za ręce, a ten przewraca się teatralnie, z fikołkiem i zaczyna wołać: „Pomocy!”. Potem twierdził, że został pobity i że popsułam mu broń.

– Jechałem rowerem wzdłuż linii myśliwych – mówi Piotr z Warszawy. – Zatrzymałem się i wtedy tak ze 40 metrów za mną padł strzał, celowo, żeby mnie nastraszyć. To, co robiłem, nie było legalne oczywiście, bo jeździłem po linii strzału. Choć z drugiej strony nigdzie nie było oznaczeń o polowaniu.

– Stałem i filmowałem. Jeden z myśliwych ruszył terenówką i próbował na mnie najechać, dostałem drzwiami – pokazuje mi nagranie inny obrońca zwierząt. Hubertus węgrowski w Łochowie z udzialem byłego mnistra środowiska Jana Szyszki i biskupa Dydycza. W polowaniu zbiorowym z nagonką wzięło udział ok. 400 myśliwych. Obrońcy zwierząt przeprowadzają kontrole spoleczne: pytają, jak idzie polowanie i dlaczego teren nie został oznaczony. 13 października 2018 r.

– Usłyszeliśmy strzały, więc pobiegliśmy w tamtym kierunku – wskazuje linię lasu Marcin. – Jak nas zobaczyli, to się bardzo speszyli, szybko załadowali zwłoki na samochód i odjechali. Nie wiem, co to było. Na miejscu zostało sporo krwi, trochę wnętrzności i łuska pocisku. Uciekli, nie zabezpieczając niczego, a przecież to odstrzał sanitarny. Zawiadomiliśmy policję. Jak wróciliśmy, okazało się, że wszystkie nasze auta mają spuszczone powietrze z opon.

Policję wzywają zarówno aktywiści, jak i myśliwi.

W kilku obwodach przepychanki, groźby: „Zabieraj ten rower, znajdę cię i tak, kurwa”, „Jakbym im przypierdolił...”.

– Zakłócają polowanie prowadzone zgodnie z prawem – narzeka jeden z myśliwych. – Wszystkie przepisy są spełnione, są tablice, myśliwi są odpowiednio ubrani. Mnie dziwi postawa aspołeczna tych ludzi. Ja nie ładuję w ogóle broni, bo ciągle mi chodzą przed linią. Wielu z nas nie strzela. Dwa razy wzywaliśmy policję i nic. Będę namawiał zarząd, żeby przedsięwziąć wszystkie możliwe kroki prawne przeciw tym osobom. Wynajmiemy prawnika.

– A myśliwi lubią takie polowania sanitarne?

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.