Słodycz polska w Raju

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Orliński Szczygieł Poluje Na Prawdę - Mariusz Szczygieł

Czy pan by się wypowiedział, panie Mariuszu, na temat tego sernika? Bo upiekłam go dla najprzystojniejszego faceta na świecie i jednego z najlepszych szefów kuchni. – A to nie on powinien upiec dla pani? Skoro szef kuchni. – On nie mógł tego zrobić. Zanim wyjaśnię, zacznijmy od tego…

– Może zacznę ja, ja jako kierowca – wtrąca się mąż. – Odbyliśmy z naszymi małymi dziećmi, Helenką i Czesławem, podróż po obu Amerykach. 340 dni samochodem. Zupełnie bez planu, z południa Południowej na północ Północnej. Motel w USA, namiot na dachu auta czy speluna z ogromnymi karaluchami w Salwadorze – codziennie w nieznane. Tym samym samochodem dojechaliśmy do Hondurasu, gdzie jest naprawdę ciężko i biednie, a kilka tygodni później do Las Vegas. W tych samych podartych spodniach. Zryło nam to czachę, bo świat jest i bardzo kolorowy, i trochę do dupy. A już Las Vegas to takie wcielenie piekła…

Na bazarach, na ulicach i w najlepszych restauracjach – dodaje żona – szukaliśmy inspiracji do dań i nieznanych u nas smaków. Gdziekolwiek jestem na świecie, wchodzę do różnych kuchni, pytam, czy mogę podpatrzyć albo pogotować. Staramy się potem tymi potrawami w naszej knajpie opowiadać świat.

– Tu w Poznaniu, w Raju, albo obok, w La Ruinie – uściśla mąż. – I pierwsza nasza myśl, już po powrocie, że przez te 340 dni to ani jednej niefajnej osoby nie spotkaliśmy! Poza jednym wariatem w Panamie i jedną babką na tej samej ulicy, która ukradła mi telefon. A poza tym wszyscy tak bardzo ciekawi świata i Polski. Ludzie lubią ludzi!

– A ci ludzie na ścianach Raju? Sfotografowaliście tych, co wam dają te przepisy? I ja teraz mogę zamówić danie, które dała wam ta starsza pani, co się tam uśmiecha nad stołem?

– Irene z Copacabany od sześciu lat tu wisi. Zjedliśmy u niej rybę w comedorze, czyli jadłodajni. A poznaliśmy ją podczas pierwszej podróży do Ameryki w 2009 i proszę sobie wyobrazić, że po dziewięciu latach odszukaliśmy ją cudem jakimś i powtórzyliśmy portret. Poryczeliśmy się ze wzruszenia. Za to, Jachu, weź pokaż zdjęcie Trishy!

– A proszę bardzo, oto piękna właścicielka zajazdu w miejscowości na Alasce! – pokazuje Jachu, czyli Jan Pawlak.

– Ona nam dała zakwas, który ma 116 lat. Je pan właśnie naleśnika z amerykańską borówką, kwaśną śmietaną i syropem klonowym z roadhouse’u w Talkeetna – precyzuje Monika Mądra-Pawlak. – Ten zakwas to samochodem, a potem samolotem wiozłam do Poznania jak skarb największy. Trzeba go dokarmiać regularnie, żeby przeżył. Daje się mu dwie, trzy łyżeczki mąki i dwie łyżki letniej wody. I można z nim tak do śmierci, a i w testamencie przekazać. – I ja jem tę starożytność z Alaski właśnie?

– Tak! Ale chcemy, żeby pan sernik wypróbował. Otóż w São Paulo obiecałem Monice, że zabiorę ją do restauracji D.O.M., którą prowadzi najsłynniejszy kucharz Brazylii Alex Atala. I tak jej się tam spodobało, a zwłaszcza Alex, że postanowiła upiec mu w prezencie sernik. Z czarną fasolą, z limonką, z kakao, z chilli i z brazylijskim alkoholem cachaça z soku trzcinowego. U nich nie ma serników, bo nie ma dobrego twarogu. Ameryka Łacińska jest dla sernikoholików trudnym terenem. No i jak?

– A jaka jest proporcja twarogu do czarnej fasoli? – Wystarczająca. Detale będą w naszej książce.

– Mieliśmy w São Paulo dostęp do piekarnika u jednej znajomej. Powiedziałam menedżerce restauracji D.O.M., że jesteśmy rodziną z Polski i chcemy panu Atali w prezencie przynieść polską słodycz. Czy będzie w czwartek wieczorem? To taka patriotyczna akcja: najlepszym polskim słodyczem zapraszamy do Polski. No i w czwartek Alex był! Ściągnął swój zespół, żeby wszyscy spróbowali. A teraz pan sernik je, bo on pojawi się w książce „!Ameryka!”. Chciałam go upiec w naszych warunkach, z naszym twarogiem. Dajemy go właśnie gościom do spróbowania. I jak pan znajduje?

– Orgazm w gardle!

– Atali też bardzo smakował!

Oto co ostatnio usłyszałem, podsłuchałem, przeczytałem

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.