Tworzywa sztuczne, czyli wtryskarka Mroza

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Varga - Krzysztof Varga

Od pewnego czasu tkwię w stuporze spowodowanym świadomością swej klęski pisarskiej. Moja kariera literacka, że użyję bezczelnie tego nieadekwatnego dla obecnej sytuacji określenia, nie tylko nie rozwija się, ale w zasadzie leży w gruzach. Poszukując sposobu na wydostanie się z frustrującej niszy, zrobiłem to, co zrobić powinien każdy pisarz – sięgnąłem po poradnik, jak pisać książki i osiągnąć sukces. Tym poradnikiem jest dzieło Remigiusza Mroza „O pisaniu. Na chłodno”. Od kogóż uczyć się warsztatu jak nie od tych, którym udało się sprzedać kilka milionów książek? Sprzedać w Polsce kilka milionów książek, to jak sprzedać pingwinom na Antarktydzie kilka milionów lodówek. Mrozowi się udało.

Sięgnąłem po książkę Mroza, żeby dowiedzieć się nie tylko, jak należy pisać, ale jak zarobić duże pieniądze. Wszystkie poradniki świata są o tym, jak zarobić duże pieniądze, nawet te o tym, jak być szczęśliwym bez pieniędzy. Już otwierająca książkę myśl jest kopernikańska i brzmi: „Nikogo nie można nauczyć pisania – ale można, a nawet trzeba, nauczyć samego siebie”. Podążyłem za tą myślą.

A teraz wstrząsająca wiadomość: „O pisaniu. Na chłodno” to jest w zasadzie autobiografia Mroza. Jest to opowieść o tym, co Mróz przeczytał, czego wysłuchał i jakie z tego wyciągnął wnioski. Co stało u podstaw pisarstwa Mroza? Pasja. Mróz dał się ponieść czemuś, co nazywa „Euforią kreatywności” i ta „euforia kreatywności” nadal towarzyszy Mrozowi. Z wiadomym skutkiem. Co prawda Mróz się czasami stara powstrzymywać, bo dręczy go wizja zbytniego ekshibicjonizmu, jak w przypadku książki „O pisaniu. Na chłodno”. Ekshibicjonizm? Bez przesady. Może striptiz, w końcu za striptiz płacą, a prawdziwy ekshibicjonista rozbiera się pokątnie i za darmo. Nie sugeruję, że Mróz jest grafomanem – grafomanowi, gdy pisze w amoku, o coś chodzi, grafoman niekoniecznie chce wyprodukować świetnie sprzedający się towar bez właściwości. W pierwszej klasie gimnazjum Mróz zaczął pisać wiersze i ma ich setkę, był wtedy jeszcze uczciwym, autentycznym grafomanem, potem zaś stał się zawodowcem – zawodowiec to grafoman, który się sprofesjonalizował i zaczął zarabiać fortunę. Prawdziwy grafoman nie zarabia, taka jest różnica.

Pisanie wierszy było „dość emocjonalnym, intensywnym przeżyciem”. Nie wątpię. I wierzę, że niektóre napisał po ciemku – tak było, gdy wena dopadła Mroza w czasie snu, budził się i nie zapalając światła, zapisywał wzniosłe strofy. A zarazem był normalnym chłopakiem, choć zbuntowanym: palił papierosy, grał w piłkę, a nawet chodził na wagary. Historia zna kilka przypadków tak zbuntowanych, niepokornych pisarzy, nie było ich wielu (Hłasko, Hemingway), ale Mroza z pewnością można do nich zaliczyć, wszak wykradł kiedyś nauczycielce i skserował tematy na klasówkę z biologii. Słowem prowadził życie awanturnicze. Uchyla rąbka tajemnicy, ale niechętnie: „Uciekając jednak od niewygodnych i niespecjalnie chwalebnych kwestii, wrócę do poezji”. Trochę szkoda, ale co zrobić.

Nie jest wykluczone, że kiedyś poezje Mroza się ukażą w osobnym tomie, i jestem pewien, że sprzedadzą się fantastycznie. Na razie daje nam jeden wiersz na zachętę i zarazem dodaje, że miejsce tego wiersza jest w koszu. Być może wielkość Mroza na tym polega, że ma świadomość, że to, co pisze, nadaje się do kosza, a zarazem nie może powstrzymać się przed publikowaniem. Trudno powstrzymać się przed publikowaniem, kiedy wiesz, że wszystko, co opublikujesz, znajdzie niezmierzone stada nabywców.

Przed wydaniem debiutanckiej powieści miał już wszak napisanych siedem książek. Pierwszą zaś powieść, którą wydał, napisał, pijąc piwo. Jest to mocna przesłanka ku temu, by wprowadzić w Polsce prohibicję. „Przetestowałem połączenie alkoholu z pisaniem i sprawdzian wypadł na korzyść procesu twórczego. Nie jest wielką tajemnicą, że gros pisarzy jest uzależnionych od wszelkiej maści używek – a ja tamtej nocy zrozumiałem, dlaczego tak jest”.

No dlaczego, żabusiu?

„Na trzeźwo nigdy nie pisze się tak dobrze, jak przy wspomaganiu. I dlatego to drugie jest tak niebezpieczne”.

Teraz wiem, skąd miliony alkoholików w Polsce. To pisarze, którym za łatwo poszło pisanie. Tak dobrze im się pisało, że nie zauważyli, iż są już po pół litra, a nawet po litrze. Mróz zatem zarzucił picie alkoholu w trakcie procesu twórczego na rzecz trudniejszego, acz trzeźwiejszego pisania. Strach pomyśleć, ile powieści by wydał, gdyby nadal pił to piwo. Mielibyśmy dziś tylko 100 powieści Mroza na rynku zamiast 30 czy też 150? Kiedy już wytrzeźwiał i zorientował się, że między pierwszym a drugim piwem napisał pół książki, pojął, że nie będzie robił w życiu nic innego: „Pokochałem pisanie”. Obudził się w nim „kreatywny imperatyw działania”. Jest też dobra wiadomość dla Wiesława Myśliwskiego: Mróz bardzo inspirował się przy tworzeniu swego warsztatu pisarskiego „Traktatem o łuskaniu fasoli”.

Część czysto poradnikowa książki to opowieść o tym, że każda powieść powinna mieć narratora, a także opisy i dialogi. Opisy powinny być krótkie, żeby czytelnik się nie znudził, natomiast dialogi są ważniejsze od opisów. Forma ma być jak najbardziej przystępna. Ludzie nie są jednowymiarowi, ale bohaterowie powieści powinni tacy być. Jest tu wręcz zatrzęsienie precyzyjnych porad technicznych, łącznie z długością myślnika, bo myślnik nie może być za długi, aby nie znużyć czytelnika, czytelnik może się zniechęcić do lektury zbyt długimi myślnikami. Nie ma natomiast słowa o tym, do czego, prócz czystej, nieskażonej samodzielną myślą rozrywki, może się zdać literatura. Do tej pory nie wiedziałem, dlaczego Mróz tak obłędny odniósł sukces, teraz wiem doskonale. Kluczową radą Mroza dla piszących powieści jest: pisać tak, żeby czytelnik ani na chwilę nie poczuł się zmęczony, znudzony czy też nie odniósł wrażenia, że pisarz czegoś od niego wymaga. Jest to podręcznik, jak założyć manufakturę i produkować towar z formy. Na przykład metodą wtrysku, względnie żywicy poliestrowej. Podaję za Wikipedią: „Żywice poliestrowe są stosowane jako składniki kitów, szpachli, klejów, mieszanek do formowania wytłoczek”.

Spośród wielu zbrodni komunizmu na szczególne potępienie zasługuje zlikwidowanie analfabetyzmu. Gdyby nie komunizm, byłaby szansa, że mały Remigiusz nie nauczyłby się nigdy czytać. A ponieważ nauczył się czytać, to zapragnął zostać pisarzem. Oczywiście tak zaczyna się w przypadku wszystkich piszących – najpierw przeczytali jakieś książki, a potem zaczęli pisać. Przerażająca liczba producentów wytłoczek, jacy zalali polskie księgarnie, jest wynikiem zlikwidowania przez komunistów analfabetyzmu. Warto o tym pamiętać. Dopóki Polska była uczciwym i bogobojnym krajem, procent czytających i piszących oscylował w granicach 10, polska kultura rozwijała się bujnie i dostarczała światu wspaniałych dzieł. Komuniści zniszczyli to wszystko, ucząc czytać i pisać każdego Polaka. Cenę za to płacimy dzisiaj wszyscy.

Każdy grafoman, który ma w swoim komputerze siedem niewydanych powieści, będzie poradnikiem Mroza zachwycony, bo pojmie, że nawet jemu może się udać. Ja właśnie zabieram się do pisania książki, która w najmniejszym stopniu nie będzie wymagać od czytelnika jakiegokolwiek wysiłku intelektualnego, przy której nie będzie zmuszony do najmniejszej refleksji. Późno, bo późno, ale sukces będzie spektakularny.

Remigiusz Mróz: Na trzeźwo nigdy nie pisze się tak dobrze, jak przy wspomaganiu

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.