Zabójstwa

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Po Co Wsi Internet? -

Piątek wieczorem, 28 lutego 1986. Premier Olof Palme wychodzi z żoną do kina Grand na szwedzką komedię „Bracia Mozart”. Jadą metrem, ochrona dostała wolne. Co się może złego wydarzyć w centrum Sztokholmu, najbezpieczniejszego miasta Europy?

Około 23.15 małżonkowie wychodzą z kina. Najpierw idą w stronę metra, postanawiają jednak wrócić do domu pieszo, bo noc jest wyjątkowo pogodna. O 23.21 od tyłu zachodzi ich niezidentyfikowany mężczyzna, oddaje śmiertelny strzał do premiera, a potem niegroźnie rani jego małżonkę. Ucieka ulicą Tunnelgatan, która kończy się stromymi schodami. Wbiega po nich, skręca w przecznicę – i znika. W piątek wieczór pół miasta jest pijane. Operator telefonu alarmowego ignoruje pierwsze zgłoszenie, traktując je jak głupi żart. Tak zaczyna się najbardziej nieudolne śledztwo w dziejach Szwecji.

Szef szwedzkiej policji Hans Holmér początkowo uznaje, że zamachu dokonali tureccy Kurdowie. Angażuje wielkie środki w udowodnienie teorii, która okazuje się ślepą uliczką. Odchodzi w niesławie.

Jego następca przekonuje z kolei, że zabójcą był Christer Pettersson, niestabilny psychicznie narkoman, już wcześniej karany. Jednak sąd w 1989 r. uniewinnia Peterssona. Od tego czasu nie ma już żadnej nowej oficjalnej teorii. Każdy Szwed ma teraz własną, jak mówią szwedzcy autorzy kryminałów, z którymi czasem robię wywiady. Swoją teorię miał też mistrz gatunku Stieg Larsson, którego opublikowana pośmiertnie trylogia „Millennium” stała się międzynarodowym bestsellerem. Tropem notatek Larssona ruszył po latach jego dawny przyjaciel

Jan Stocklassa. W odróżnieniu od Larssona, który całe życie klepał biedę, Stocklassa dysponuje środkami pozwalającymi na przeprowadzenie międzynarodowego śledztwa. Odwiedza RPA, Cypr, Czechy i Wielką Brytanię... i okazuje się, że Stieg Larsson mógł mieć rację!

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.