Szalony Staś, czyli Polacy z Wyspy Wielkanocnej

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Varga - Krzysztof Varga

Nasycony atmosferą zadumy świątecznej, a zarazem nadrobiwszy kilka zaniechań filmowych, czas bożonarodzeniowy zakończyłem pokazywanym przez Netflix filmem „Walka: Życie i zaginiona twórczość Stanisława Szukalskiego”. Dokument ten, wyprodukowany przez Leonardo DiCaprio, traktujący o zapomnianym artyście, to jest opowieść o polskim szaleństwie i kto wie, czy nie historia zyskująca aktualność z każdym dniem, albowiem wszystko, co się działo z Szukalskim, stać się może niebawem naszym udziałem. „Walka” to filmowe wydarzenie minionych świąt i nieprzypadkowo sławny aktor ten film w reżyserii Ireneusza Dobrowolskiego produkował. Wszak ojciec Leonarda – George DiCaprio – należał swego czasu do wyznawców Szukalskiego, a dziś ze smutkiem mówi, że dał się oszukać jak dziecko.

Szukalskiego odkryli w latach 80. artyści komiksowi z Los Angeles. Jeden z nich w księgarni znalazł stary album z reprodukcjami jego odjechanych rzeźb, pokazał innym maniakom i nagle odkryli, że wizjoner o słowiańskim nazwisku mieszka w biednym domku na przedmieściach, kilka kilometrów od nich. Musieli go zacząć wielbić, bo na tym polega maniackość: trzeba mieć własnego, zapoznanego przez świat geniusza, którego epokowość tylko ty i kilku wtajemniczonych pojmujecie. Zachwycili się rozkosznym staruszkiem, a on trafił na ludzi, którzy w jego geniusz uwierzyli, uznając go za Michała Anioła XX wieku. Ów Michał Anioł kazał nazywać się „Stasiem”.

Był Staś, którego nawiedzali w domku i nagrywali jego obłąkańcze tyrady, nadzwyczaj ciekawą postacią, choćby uważał, iż Picasso i Matisse to przy nim gówniarze. To fascynująca historia człowieka, który przegrał z własnym ego: jak ci się wydaje, że jesteś największym geniuszem, jakiego świat nosi, to możesz mieć pewne problemy, by znaleźć w tym świecie zrozumienie. A Szukalski nie tylko uważał, że jest jedynym posiadaczem prawdy, on stał na stanowisku, że prawda i on to jedna, nierozerwalna całość, zaś każdy inny artysta w dziejach ludzkości był idiotą. Mniemanie miał o sobie Szukalski więcej niż wysokie, nawet pisanie, że ego Stasia było monstrualne, nie oddaje istoty rzeczy. Bóg przy Stasiu to ledwo mało uzdolniony adept sztuki i filozofii.

Staś jako dziecko wyemigrował do Ameryki, a jako nastolatek wrócił do właśnie zmartwychwstałej Polski, by studiować, znów potem do Ameryki się udał, i znów do Polski powrócił, gdy sanacja uznała, że trzeba jej kogoś, kto monumentalną sztukę narodową będzie tworzył. A miał Szukalski do monumentalnych i patetycznych rzeźb wielką predylekcję. Tym ciekawsze to było, że słowiańskie mity łączył z kulturą prekolumbijską, dzięki czemu polscy królowie, wodzowie i poeci wyglądali z grubsza jak azteccy bogowie i kapłani.

Przed samą wojną zyskał całkiem sporą sławę, popadł w nacjonalistyczne obłąkanie, choć słowianofilstwo jego było pogańskie; jakby się zbratał z Kościołem, zamiast nurzać się w rojeniach antyklerykalnych, to by dziś mieli go za większego od Matejki.

To historia, w którą nie sposób uwierzyć, ale co dziwaczniejsze – ona jest prawdziwa. W filmie tym wypowiadają się nie tylko maniakalni twórcy komiksów, ale i ludzie, którzy na sztuce się znają, jak Piotr Rypson, właśnie wyrzucony wicedyrektor Muzeum Narodowego (wyrzucenie Rypsona wyłącznie potwierdza jego kompetencje), czy Timothy Snyder, który z kolei wybitnie zna się na historii, wiarygodności „Walki” zatem nijak nie da się podważyć.

Być może Szukalski w istocie był geniuszem, co nie zmienia faktu, że był ciężkim świrem – w Polsce akurat proporcje między świrami a geniuszami są zachwiane na rzecz tych pierwszych. Świrów mamy pod dostatkiem, geniuszy zaś deficyt, stąd większość dziedzin życia stoi w miejscu. Powiem tyle: cokolwiek by mówić o aktualnej polskiej władzy, to wbrew powszechnemu mniemaniu rozmachu ona nie ma żadnego. Wszystkie te pomniki, tablice pamiątkowe, muzea, upamiętnienia, „ławki niepodległości” są karłowate, nieudaczne, prowizoryczne i asekuranckie. Och, gdybyż Szukalski dzisiaj żył i został do Polski, jak przed wojną, sprowadzony, by tworzyć wielką sztukę narodową, monumentalne, obłąkańcze pomniki i gigantyczne „ławki niepodległości”! Szukalskich nam trzeba w nawałnicy zbyt mało świrniętych, za to nazbyt nieutalentowanych rzeźbiarzy.

Plany władzy bowiem widzę ogromne, realizujące się jednak w rozczarowująco niedużych i spętanych zgubnym realizmem pomnikach Lecha Kaczyńskiego, Jana Pawła II czy „żołnierzy wyklętych”. Trzeba nam takich projektów jak te przedwojenne Szukalskiego, gdy rzeźbił Bolesława Chrobrego czy Śmiałego, czy Kopernika, Mickiewicza czy nawet Mussoliniego – jeśli nawet komuś się te dzieła nie spodobają, rozmachu im odmówić nie może, a nawet jeśli rzeźby rozmiarami nie były wielkie, to duchem gigantyczne.

Jest chwila w tym filmie, gdy Szukalski przyznaje się, że dostał z Kancelarii III Rzeszy propozycję wyrzeźbienia pomników Hitlera i Göringa. Propozycję, ma się rozumieć (wraz z czekiem), przyjął, projekt przyrządził, do Berlina wysłał, ale naziści grzecznie odpowiedzieli, że nie skorzystają. Zapewne z tej przyczyny – jeśli wierzyć Szukalskiemu, a trudno wierzyć w jedno jego słowo – że Führer miał być przedstawiony na tym monumencie jako baletnica w spódniczce.

Intrygująca jest droga, jaką myśli Szukalskiego szły, od słowianofilstwa, pogaństwa, nacjonalizmu, poprzez rozczarowanie Polską i rozczarowanie Ameryką, które obie do geniuszu Stasia nie dorosły, po obłęd turbosłowiański. Staś ręcznie skleił kilkadziesiąt tomów swych rozmyślań i rysunków, które udowodnić miały, że cała ludzkość wywodzi się z Wyspy Wielkanocnej, a jej prajęzykiem była „macimowa”. Dobrze się domyślacie – mieszkańcami Wyspy Wielkanocnej byli Polacy. Sama teoria Wyspy Wielkanocnej jako kolebki polskości nie jest w filmie mocno akcentowana, jednak spodziewałbym się, że ktoś temat pociągnie – można byłoby oficjalnie uznać wielkie kamienne głowy na rzeczonej wyspie za przedstawienia wielkich Polaków, sprowadzić do Warszawy i ustawić na placu Piłsudskiego.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.