Postać

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Orliński Szczygieł Poluje Na Prawdę - Mariusz Szczygieł

Ajak będę leżała w sypialni, to przed nosem tylko wielka brzoza i gwiazdy, bo dach spadzisty, a na dole z okna też brzoza – stwierdziła Kudłata – i ma być kominek. W ich, Kudłatej i Rekina, nowym domu: – Tylko antyki przemieszane z kanapami ratanowymi albo jakimiś lepszymi.

– Wanna, leżysz, a tu bąbelkowy masaż, stoisz, a tu bicze w kręgosłup.

– Deski to nie takie zwykłe sobie, specjalnie są takie przydymione, tak zwany zmatowiały dąb, sorry, pomyliłam z drewnem akacjowym.

– Zmywarka, przecież muszę dbać o ręce.

– Łazienka w klimacie greckim, a właściwie Krety, kocham Kretę.

Wchodzimy po betonowych schodach na półpiętro.

– A tu będzie taras, a właściwie ogród zimowy

– tłumaczy Kudłata.

– A tu mój pokój do pracy, a tu Rekina, też do pracy, bo nie wiem, czy wiecie, że on postanowił wziąć jednak jakiś etat, no bo przecież mamy spłacać kredyt.

Na razie w tym jego pokoju śpimy.

Przeszliśmy cicho, wstrzymując oddechy, żeby nie budzić wciąż zmęczonego Rekina.

– Aha, planujemy jeszcze przebić się z tą ścianą i zrobić drugi taras. Jak ja kocham ogród.

– A sauna – spytała rzeczowym tonem Lafii.

– O, cholera – powiedziała Kudłata, jakby zeszła znów na ziemię. – Wypadło nam z głowy. Rekin!

Ta scena z książki Małgorzaty Holender „Przyloty odloty” coś mi przypominała. I kogoś. Małgorzata pracowała wiele lat w „Gazecie”, a Kudłata? To musi być nasza wspólna koleżanka, też dziennikarka „Gazety”.

– No tak – mówi Holender. – To może być ona.

(Wiele lat temu moja projektantka wnętrz zapytała znienacka: – Panie Mariuszu, czy gdyby pan zaczął chorować na złośliwy nowotwór, toby pan urządzał nowe mieszkanie, czy to porzucił?

– Urządzał! – odpowiedziałem. Ale może była to odpowiedź osoby zdrowej i lekkomyślnej).

W książce Kudłata jest postacią i z prozy, i z poezji. Kudłata śpi (w wierszu i w realu).

Zostaje wplątana w rurki, wenflony, piszczące ekrany, ma rurę w gardle. Patrzy czujnie, coś szepcze, ale nie wiadomo, co. Że czemu tu? Że to nie ma sensu? Lekarka obiecała, że powie pielęgniarce, żeby przyniosła rysik i że niech napisze. Ale Kudłata nie chce pisać.

Za jakiś czas dzwoni Rekin. Mówi, że wreszcie są w domu. Mówi głosem miękkim. Jak nie on.

Przyjechał do domu, taksówką aż po same drzwi.

Wyjął z plastikowej torby skrzyneczkę i postawił na biurku.

Brzozowym drewnem rozpalił w kominku (bo ona lubiła). Mówi, że można wpaść ich odwiedzić.

I to prawie koniec historii.

Pytam więc Małgorzatę Holender o prawdę z jej książki. – Opowieść – mówi – obejmuje całość ludzkiego życia: od urodzin, przez cierpienie, szczęście, choć mało!, odchodzenie, aż do śmierci. W tym kontekście prawdą jest każde ludzkie życie, ponieważ wraz z jego końcem wszystko, co było jego treścią, nabiera wymiaru uniwersalnego…

– A konkretniej? – dopytuję.

– Może Kudłata to także ty?

Oto co ostatnio usłyszałem, podsłuchałem, przeczytałem

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.