Elżbieta Strzałkowska

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Brakuje Rodzin Zastępczych -

Po trzech latach badań razem z Rafałem Pląskiem i Adamem Kęską wydaje pani książkę. Naukowcy rzadko badają system pieczy zastępczej, czyli opieki nad dziećmi przez rodziny zastępcze i domy dziecka.

– Nasz zespół, do którego należy też Joanna Mirosław, zajmuje się społecznym wykluczeniem. Badamy przyczyny i konsekwencje dziedziczenia dysfunkcji i niskiego statusu. Chcieliśmy zobaczyć, czy rodzinna piecza zastępcza daje szansę na ograniczanie tego zjawiska.

Daje?

– Kierunek, który wyznacza prawo, jest generalnie dobry. Ustawa z 2011 roku stawia na rodziny, nie instytucje. Zabrania umieszczania małych dzieci w placówkach. A Unia Europejska wymaga, by do roku 2021 duże domy dziecka przestały istnieć. Powinno być dobrze.

Ile dzieci wraca do domu rodzinnego?

– Trudno określić. Często dzieci wracają po wiele razy. Co trzecie dziecko, które trafiło do pieczy zastępczej, kończy w niej 18 lat. Potem niektóre wrócą do swego środowiska, bo nie mają co ze sobą zrobić. Część powieli te same dysfunkcje.

Co jest więc nie tak?

– Rodziną biologiczną, której odebrano dziecko, zajmuje się ośrodek pomocy społecznej w gminie. Rodzina zastępcza, do której to dziecko trafia, jest pod opieką instytucji powiatowej. Często brakuje przepływu informacji na temat dziecka i koordynacji działań. To fundamentalny błąd. Badania robiliście w ośrodkach, które pracują i z rodziną biologiczną, i z zastępczą. – Jest ich niewiele, kilka procent z blisko 400. Przebadaliśmy cztery z nich. Rozmawialiśmy ze wszystkimi stronami: od dyrektora, przez rodziny zastępcze, koordynatora rodzin zastępczych, asystenta rodzin biologicznych, psychologa, po kuratora czy sędziego rodzinnego.

Najważniejszy wniosek?

– Zmiany założone w ustawie idą wolno. A po drodze system gubi głównego aktora. Dziecko. Przecież dziecko jest najważniejsze.

– Tak się tylko mówi. W praktyce często prawa dziecka utożsamia się z prawami rodziny biologicznej. Dobro dziecka z jej dobrem. Brakuje refleksji na temat jego indywidualnych praw. Za to jest duże społeczne przyzwolenie na przemoc. 42 procent Polaków popiera kary cielesne!

Jak jest w innych krajach?

– Różnie. W Anglii dziecko ma przydzielonego pracownika socjalnego, który dba o jego interes, niezależnie od tego, kto je wychowuje. System norweski opiera się na filozofii, że instytucje, zawodowcy wiedzą lepiej. Dziecko, któremu dzieje się krzywda, jest natychmiast zabierane z domu. A rodzice muszą się mocno starać, żeby wróciło. Model polski jest na przeciwnym biegunie. System ma wspierać rodzinę zagrożoną odebraniem dziecka, a jeśli już Z drugiej strony przyczyną odebrania dziecka bywają bieda, przejściowy kryzys czy nawet fałszywy donos.

– To sporadyczne przypadki. Raport NIK nie zostawia złudzeń. W ośmiu przypadkach na dziesięć głównym powodem odebrania dziecka jest uzależnienie rodziców i bezradność opiekuńczo-wychowawcza. Bieda jest zjawiskiem współwystępującym w rodzinach wieloproblemowych.

W roku 2017 odebrano 1123 dzieci. Średnio troje dziennie. Dlaczego tak mało z nich wraca do domu?

– Po odebraniu dziecka rodzicom odpadają problemy materialne i trudy codziennej opieki. Za to zazwyczaj zostają prawa rodzicielskie. Mogą decydować o zdrowiu czy edukacji dziecka. Mogą się z nim widywać, zabierać na święta czy weekendy. A wymagania wobec nich są minimalne. Część rodziców nie stara się o powrót dziecka, bo po prostu nie musi. To prawda, niektórzy idą na odwyk, na terapię, znajdują pracę. Ale zazwyczaj współpraca jest bardzo trudna. Bywa, że dziecko wraca do domu, a po dwóch dniach znowu musi być zabrane.

System zakłada dobrą wolę rodziny?

– Tak się wydaje. Ale rozumowanie, że każdy „przecież chce odzyskać swoje dziecko”, jest fałszywe. Często armia obcych ludzi pracuje nad utrzymaniem, zbudowaniem czy odbudowaniem więzi w rodzinie, a najmniej zainteresowani są sami rodzice.

Jaka jest pozycja rodzin zastępczych w przepisach?

– Słaba. To kolejna rzecz, która nas zaskoczyła. Rodziny zastępcze wykonują kawał bardzo potrzebnej społecznie pracy. Na ogół dostają dzieci problemowe, z ukrytymi zaburzeniami. Często bez diagnozy. Mają te dzieci wyprowadzić na prostą. Zajmują się bieżącą opieką i codzienną troską o ich psychikę, zdrowie, naukę. Tymczasem opiekunem prawnym jest często nadal rodzic biologiczny. Ten podział obciążeń i uprawnień jest niesprawiedliwy, tworzy chaos. I rodzi spór o definicję dobra dziecka. Czy jest ono prawem do bycia w rodzinie biologicznej, czy prawem do stabilnego rozwoju psychospołecznego? Bo często tego nie da się pogodzić. Rodzina zastępcza musi umożliwiać dziecku kontakt z rodziną biologiczną. Tyle że ten kontakt bardzo często utrudnia jej pracę.

Dziecko wpada w konflikt lojalności?

– Dostaje sprzeczne komunikaty i wzory zachowania. Jest między młotem a kowadłem. Nie wie, kto ma rację. Mama czy ciocia? Idealizuje rodzinę biologiczną, bo jest z nią emocjonalnie związane. Usprawiedliwia. Traumy spycha w podświadomość. Bywa, że rodzice biologiczni nastawiają je przeciwko rodzinie zastępczej. Podkopują autorytet. Wielokrotnie słyszeliśmy, że łatwiej, gdy po prostu znikają z horyzontu. Ustawa daje półtora roku na decyzję w sprawie dziecka.

– To mnóstwo czasu. Kilka miesięcy wystarczy, by się zorientować, co dla dziecka najkorzystniejsze. W dodatku sądy rodzinne bazują na prawie rodzinnym, gdzie w ogóle tej granicy nie ma. Dlatego sprawy dzieci ciągną się latami. Taki stan zawieszenia to wielki koszt emocjonalny i dla dziecka, i dla opiekunów. Rodzice zastępczy nie są pewni, jaką postawę przyjąć: zachować dystans czy budować mocną więź. Dziecko uczy się funkcjonowania w takiej niepewności.

Służby pomocy społecznej wiedzą, czy rodzina naturalna rokuje. Powinny naciskać na przyspieszenie decyzji.

– To temat na osobną rozmowę o roli i sile sektora pomocy społecznej w Polsce. On jest, bo być musi. Ale nie jest uznawany za ważny. Gminy regularnie szukają pracowników socjalnych. Wszyscy się zgadzają, że rodziny zastępcze są lepszym rozwiązaniem niż ośrodki opiekuńczo-wychowawcze.

– Jednak tych rodzin dramatycznie brakuje, a państwo niewiele robi, by je przygotować. Mnóstwo dzieci czeka na nowe domy. Ale media o tym nie mówią. Nie ma szerszych kampanii społecznych. A trudno zachęcić ludzi do zawodu, w którym pracuje się 24 godziny na dobę za 2000 złotych. System stoi w rozkroku między tym, co chciałby osiągnąć – profesjonalną opiekę zastępczą – a tym, co i w jaki sposób oferuje.

Jak to zmienić?

– Dziecko nie może być postrzegane jako własność rodziny biologicznej. Reintegracja z rodziną biologiczną musi w pierwszej kolejności zakładać obowiązki rodziców, a nie prawa. Nic się nie zmieni bez docenienia rodzin zastępczych. I szerokiej koordynacji służb.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.