Kalesony Rudolfa Hessa

Gazeta Wyborcza - Duzy Format - - Kalicki - Włodzimierz Kalicki

Zapomniane cywilizacje poznajemy nie po tekstach, lecz po plonach prac archeologów. Podejście to świetny brytyjski historyk Roger Moorhouse zastosował w swej książce „III Rzesza w 100 przedmiotach”. Niby o ojczyźnie nazizmu napisano już wszystko, ale jednak o osobistej szczoteczce do wąsów Hitlera, o kalesonach, w których Rudolf Hess poleciał do Wielkiej Brytanii, czy o masowym, urzędowym szprycowaniu niemieckich żołnierzy na froncie dobrze dziś znanym speedem, czyli chlorowodorkiem metamfetaminy (w formie pigułek Pervitin) czyta się z szeroko otwartymi oczami. III Rzesza wedle Moorhouse’a to archipelag 100 przedmiotów, których historie składają się na osobliwe dzieje państwa Hitlera.

Żaden bodaj element wyposażenia sił zbrojnych hitlerowskich Niemiec nie zrósł się tak bardzo ze złowrogim wizerunkiem niemieckich żołnierzy jako agresorów i morderców jak hełm piechoty, z wydatnym daszkiem i solidnym nakarczkiem. Stahlhelm, stalowy hełm, dla którego inspiracją był XV-wieczny hełm salada (wzorowali się na nim także filmowi kostiumolodzy „Gwiezdnych wojen” George’a Lucasa, wymyślając białe hełmy szturmowców kosmicznego Cesarstwa), skonstruowano podczas I wojny światowej i w armii wilhelmińskiej z wolna zastępował on skórzane pikelhauby. Stahlhelmów było wtedy mało, więc w 1918 roku wyposażano w nie głównie elitarne oddziały szturmowe. Nowe hełmy były skuteczne zarówno na polu bitwy, jak i na polu propagandy: sylwetkom żołnierzy przydawały aurę twardości i niezwyciężoności. Już od schyłku I wojny zagościły zatem na niemieckich plakatach, ale też w propagandzie alianckiej, w której symbolizowały teutońską brutalność i bezwzględność. Stahlhelm przeżył I wojnę światową. W czasach międzywojennych dał nazwę i logo prawicowej, paramilitarnej organizacji kombatanckiej. Podczas II wojny Stahlhelmy stały się zwiastunem wszystkiego najgorszego, co niosła III Rzesza narodom połowy świata.

Przy okazji opisywania Stahlhelmu Moorhouse dał się wywieść w pole opowieściom tyleż efektownym, co wyssanym z palca. Stahlhelm był ochroną głowy solidną, ale trudną w produkcji i drogą. Niemcy podczas II wojny ciągle prowadzili badania nad lepszymi modelami. W roku 1942 powstał nowy hełm, tańszy w produkcji, równie skuteczny na polu walki, choć wizualnie właściwie już niekojarzący się ze Stahlhelmem. Moorhouse twierdzi, że wprowadzenia nowego hełmu zakazał Hitler, bo obawiał się strat wizerunkowych, przede wszystkim w III Rzeszy, ale i u jej wrogów – tak wielką moc perswazyjną miał kształt Stahlhelmu. Tymczasem wersji tej nie potwierdza żaden przekaz źródłowy. Wprowadzenia podczas wojny nowego hełmu obawiali się za to niemieccy oficerowie – sylwetka Stahlhelmu była tak mocno wdrukowana w głowy ich podwładnych, że w wielomilionowej armii niemieckiej mogłoby dochodzić do przypadków ostrzelania własnych żołnierzy w innych nakryciach głowy.

Nowy model hitlerowskiego hełmu został za to skwapliwie wprowadzony po wojnie w Narodowej Armii Ludowej NRD. Stahlhelm przeżył III Rzeszę – po jej upadku używała go armia Chile, elitarne formacje armii boliwijskiej oraz... zachodnioniemiecka straż graniczna i straż pożarna. A przed II wojną światową był na świecie wręcz popularny. W Stahlhelmach biła się z Japończykami chińska armia Kuomintangu; ba, we wrześniu 1939 roku niektóre formacje polskiego wojska walczyły w Stahlhelmach na głowach z niemieckim Wehrmachtem... też w Stahlhelmach.

Moorhouse przywołuje i inne, emblematyczne dla III Rzeszy typy uzbrojenia: czołg Tygrys, granatnik przeciwpancerny Panzerfaust, minę samobieżną Goliath, myśliwiec Messerschmitt Bf 109, samolot transportowy Ju 52, bombowiec nurkujący Junkers Ju 87 Stuka, pistolet maszynowy MP 40, ręczny granat trzonkowy czy postrach aliantów – działo kalibru 88 mm.

Już jednak przypomnienie przez brytyjskiego historyka niemieckiego ciężkiego krążownika „Prinz Eugen” jest nieporozumieniem. Zdecydowanie trafniejszym symbolem talentów niemieckich konstruktorów, a zarazem bezsiły Kriegsmarine wobec floty brytyjskiej (także i lotnictwa), były oba największe nazistowskie okręty liniowe: „Bismarck” i „Tirpitz”. Oba potężniejsze, ciekawsze konstrukcyjnie i o dużo barwniejszych losach niż „Prinz Eugen”, który bodaj najbardziej błyskotliwie wystąpił po wojnie na atolu Bikini jako okręt cel podczas amerykańskich prób broni jądrowej (przy okazji: Moorhouse błędnie podaje kaliber głównej artylerii krążownika; myli się o milimetry, ale poważnemu historykowi to nie uchodzi).

Lata III Rzeszy to niestety czas rozkwitu geniuszu niemieckich konstruktorów, inżynierów i techników. Roger Moorhouse przytacza parę ich dzieł, które zrewolucjonizowały armię i po prawdzie także współczesną cywilizację. Najbardziej spektakularnym przypadkiem był myśliwiec Me 262 Schwalbe (Jaskółka), pierwszy masowo produkowany i użyty w działaniach bojowych myśliwski samolot z napędem odrzutowym (szacuje się, że pod koniec wojny Me 262 zestrzeliły ok. 900 samolotów alianckich przy stratach własnych ok. 100 maszyn). Na szczęście wprowadzono go w Luftwaffe z dużym opóźnieniem, wynikłym m.in. z osobistych obsesji Hitlera. O Me 262 wie niemal każdy interesujący się II wojną (choć już niewielu wie, a i Moorhouse o tym nie wspomina, że hitlerowskie Me 262, produkowane w Czechosłowacji jako Avia, w barwach lotnictwa wojskowego CSRS latały do późnych lat 50.). Ale kto mógł podejrzewać, że podstawa powojennej motoryzacji całego świata, 20-litrowy blaszany kanister, to dość wyrafinowany konstrukcyjnie – choć na taki wcale nie wygląda – wynalazek z czasów III Rzeszy? I to, w armiach Hitlera, wynalazek utajniony tak bardzo, jak prekursor rakiet manewrujących Tomahawk – niemiecka V-1, czy rakieta V-2 (o obu Moorhouse pisze).

Powszechne dziś mundury we wzory kamuflażowe to także wynalazek oficerów Hitlera. W przypomnieniu przełomowych wynalazków i konstrukcji z czasów III Rzeszy zabrakło mi karabinu maszynowego MG 42, z powodu nadzwyczajnej szybkostrzelności zwanego przez żołnierzy „piłą Hitlera” – pierwowzoru nowoczesnego uniwersalnego karabinu maszynowego. MG 42 kopiowano i używano jeszcze w 40 lat po II wojnie. Także brak mi w książce karabinka szturmowego na nabój pośredni StG 44, bodaj pierwszego na świecie powszechnie bojowo używanego.

III Rzesza to także życie codzienne Niemców, zgrabnie opisane przez Moorhouse’a za pomocą drobiazgów: figurek Hitlera dla dzieci (z elastoliny, z ruchomą prawą ręką, mogącą wykonać nazistowskie pozdrowienie) i oczywiście żołnierzyków Wehrmachtu (ale nie z ołowiu, bo ten zasysały do cna fabryki amunicji), kartek żywnościowych, masowych wydań „Mein Kampf”, słynnych wojennych materiałów zastępczych – „ersatzów” (np. kawy z prażonych mielonych żołędzi) oraz oznak NSDAP i Gestapo. Brytyjski historyk przypomniał gehennę ofiar nazizmu: żółtą gwiazdę, którą Żydzi musieli naszywać na odzież, słynny napis nad bramami kacetów: „Arbeit macht frei” (praca czyni wolnym) czy złowrogi Zyklon B, którym w komorach gazowych wymordowano miliony (paradoksalnie wynalazca tej formy używania trującego cyjanowodoru Walter Heerdt był przeciwnikiem nazizmu i w 1942 roku wylano go ze wszystkich stanowisk w niemieckim przemyśle).

Roger Moorhouse przypomniał także piękną twarz Niemiec czasów nazizmu – Sophie Scholl z opozycyjnej Białej Róży oraz małżeństwo Elise i Otto Hamplów, którzy przez dwa wojenne lata podrzucali kartki pocztowe z antynazistowskimi tekstami swego autorstwa. Scholl i Hamplów hitlerowcy zgilotynowali.

Książka Moorhouse’a jest wyjątkowym przewodnikiem po III Rzeszy dla nieco w historię nazizmu już wtajemniczonych: zdumiewa wręcz ogromem nieznanych anegdot i szczegółów, daje przy tym obraz państwa Hitlera z nieoczekiwanej, odkrywczej wręcz perspektywy.

Figurki Hitlera dla dzieci miały ruchomą prawą rękę, by ćwiczyć partyjne pozdrowienie

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.