MARIUSZ JAKUS – SPEC OD BRUDNEJ AKTORSKIEJ ROBOTY

Gazeta Wyborcza - Gazeta Telewizyjna - - PIERWSZA STRONA - PIOTR GUSZKOWSKI

serial kryminalny, Polska 2018, reż. Okil Khamidov, wyk. Anita Jancia, Mariusz Jakus, Aleksandra Hamkało, odc. 1.-2./48

Oprawca w powiatowym UB, gangster, bandyta… – to zaledwie część długiej listy pozycji w filmografii Mariusza Jakusa. W zawodzie od ćwierć wieku. W pamięci widzów zapisał się już na starcie dzięki „Samowolce” Feliksa Falka. W 1993 roku przyniosła 26-letniemu wówczas absolwentowi wrocławskiej filii PWST w Krakowie nagrodę za drugoplanową rolę na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Jakus wcielił się w sadystycznego „Tygrysa” – ekskryminalistę trzęsącego koszarami, rozmiłowanego w „docieraniu kotów” przybyłych do jednostki. Wraz z podległymi mu rezerwistami stosują brutalne metody. Złamią każdego, o czym dotkliwie przekonuje się Robert Gonera.

Jakus musiał wypaść na tyle wiarygodnie, że nie tylko śnił się kolejnym rocznikom przerażonych poborowych, ale też niektórzy najwyraźniej zdawali się zapominać, że z graną postacią nie ma nic wspólnego. – Kilka miesięcy po premierze „Samowolki” siedziałem z kolegą w pubie w Poznaniu. Dwóch gości rozpoznało we mnie „Tygrysa”. Chcieli sprawdzić, czy jestem tak twardy jak w filmie. Efekt widoczny jest na moim nosie do dzisiaj – Jakus wspominał w łódzkim wydaniu „Gazety Wyborczej”.

Dziesięć lat później dzięki tej roli zaufali mu byli więźniowie. To wśród nich przez kilkanaście dni w areszcie śledczym na warszawskiej Białołęce kręcił nie mniej głośną „Symetrię”. Konrad Niewolski po współpracy przy offowym debiucie „D.I.L” powierzył mu rolę niejakiego „Kosiora” – najstarszego stażem pod celą. Trafia do niej współczesny Józef K., którego „Kosior” wprowadzi w świat grypsujących.

Do szkoły aktorskiej dostał się dopiero za czwartym razem. Po drodze nie marnował czasu, występując w teatrach amatorskich. Jeszcze jako uczeń technikum kolejowego, statystował w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie, podpatrując z bliska przyszłe koleżanki i kolegów.

Po „Samowolce” trafił do szuflady, w której starał się szukać różnych zakamarków, odnajdywać kolejne odcienie mroku. A z czasem sam zaczął wsadzać do więzienia przestępców jako gliniarz z polsatowskiej „Fali zbrodni”. Zresztą w oryginalnej wersji (serial powstał na szwedzkim formacie) tej postaci nie było, podobno została napisana właśnie z myślą o Jakusie. Nie żeby z policyjną odznaką stał się od razu przyjemniaczkiem. Jego Rafalski to oficer śledczy, który długo nie może się z nikim w zespole dogadać. Słynie z używania metod na granicy prawa, przez co żaden podejrzany nie chce się z nim znaleźć w pokoju przesłuchań sam na sam.

Do roli policjanta (złego? dobrego?) wraca właśnie w nowym serialu „Ślad” opowiadającym o pracy grupy techników kryminalistycznych.

Inne oblicze Jakus pokazał w podwójnej roli w przypominającej sen „Królowej aniołów” Mariusza Grzegorzka. Pojawiał się również w filmach Smarzowskiego, Bajona, Zanussiego, Kutza czy Machulskiego. Występował w serialach (gestapowiec z „Czasu honoru”, handlujący narkotykami „Łańcuch” w„ Paradoksie” z Bogusławem Lindą), a ostatnio w dobrze przyjętym „Kruku. Szepty słychać po zmroku” jako policjant uwikłany w szemrane sprawy, tym razem w Białymstoku. Nie ukrywał, że przez kilka-kilkanaście dni zdjęciowych na planie może zarobić więcej niż w pół roku w teatrze. Dlatego, choć role tych „złych” zdążyły mu się już znudzić, trudno odrzucić telewizyjne propozycje, nawet jeśli znów chodzi o zagranie jakiegoś podłego człowieka (jak volksdeutsch Domaraszek z „Wojennych dziewczyn”) pogłębiającego dotychczasowy wizerunek, tę dorobioną przez ekran „gębę”.

Wydaje się jednak, że właśnie scena, na której przyjęta konwencja nie wymaga tyle realizmu, ile potrzebuje kamera, oferowała Jakusowi większą różnorodność. Profesjonalny debiut zaliczył w krakowskim Teatrze 38 u Piotra Szczerskiego („ Tutam” oparte na tekstach Bogusława Schaeffera). Zwrócił na siebie uwagę już rolą Leontesa w dyplomie z „Zimowej opowieści”, za którą zdobył nagrodę na Ogólnopolskim Przeglądzie Spektakli Dyplomowych Szkół Teatralnych w Łodzi.

Zaraz po studiach, m.in. razem z kolegą z roku Robertem Więckiewiczem (który zagrał jednego z siepaczy „Tygrysa” we wspomnianej „Samowolce”), dostał angaż w Teatrze Polskim w Poznaniu. Zabawił tam krótko. Na dłużej, bo ponad dwadzieścia sezonów, związał się z Teatrem Jaracza w Łodzi. To tu współpracował z Barbarą Sass przy „Trzech siostrach” czy „Merylin Mongoł”, wcielał się m.in. w tytułowego Woyzecka, Horodniczego w uwspółcześnionym „Rewizorze” Gogola oraz Spodka z Szekspirowskiego „Snu nocy letniej”. Niedawno przeniósł się do Warszawy: od września ubiegłego roku jest aktorem Teatru Współczesnego, gdzie po raz pierwszy zaprezentował się publiczności w „Psim sercu”.

Poza tym przygotowuje do zawodu kolejne pokolenie studentów Wydziału Aktorskiego w łódzkiej Filmówce, angażuje się w akcje charytatywne. Żartuje, że nie jest taki zły, na jakiego wygląda.

Nazwisko wydaje się nic nie mówić, ale wystarczy wymienić kilka tytułów na czele z „Samowolką”, „Symetrią” oraz „Falą zbrodni”, żeby od razu połączyć je z odpowiednią twarzą. Trzeba też przyznać, że przez charakterystyczną aparycję aktor jest skazany głównie na czarne charaktery

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.