DO REMONTU!

Gazeta Wyborcza - Gazeta Telewizyjna - - PIERWSZA STRONA -

dali, bo nie było pieniędzy. Albo inna sytuacja. Cudowna rodzina, pięć osób, dwa pokoje, 40 metrów kwadratowych. Kobiecie, która prowadzi ten dom, należałoby postawić pomnik. Ma trójkę dzieci, najmłodsze kilkumiesięczne, i wszystko zawsze posprzątane. Ale nie miała miejsca na nic. Wygospodarowaliśmy przestrzeń i to pozwoliło jej zyskać czas. Chociaż te pół godziny dziennie i już się inaczej żyje. Albo dziewczyna, która w trakcie programu dowiedziała się, że jest wciąży. No i dzięki „Domowym rewolucjom” miała poukładany dom, mogła się zająć ważniejszymi rzeczami.

Czyli wybieracie uczestników według potrzeb?

Nie jestem psychologiem, ale staramy się wybierać ludzi, którzy potrzebują tych zmian. Nie chodzi o to, że są bardzo biedni, ale o to, że remont realnie wpłynie na ich życie. To jest coś niesamowitego, jak wchodzą do odnowionych mieszkań i reagują, są tacy szczęśliwi!

I nie było nigdy żadnych skarg? W Polsce? Nie wierzę.

Dwa razy podczas 160 programów, które już zrobiłam, reakcja nie była entuzjastyczna. Cała ekipa chodziła do tyłu przez dwa tygodnie. Nie mieliśmy sobie nic do zarzucenia, ale trudno się było z tym pogodzić.

Smutek? Załamanie?

Tak, bo my z tej radości ludzi czerpiemy energię. Poświęcamy tyle czasu i wysiłku, że ich się nie da przeliczyć na pieniądze. Wynagrodzeniem są radość i poczucie, że się zrobiło coś dobrego.

Znam kilku projektantów wnętrz. Mówią, że współpraca z klientem bywa trudna.

Też to znam, bo prowadzę biuro projektowe. Przy programach jestem w lepszej sytuacji, bo klient nie zna projektu. Słucham tego, co mówią bohaterowie, czego chcą. Ale przychodzą na gotowe. A w pracy projektanta najtrudniej jest przekonać klienta do pomysłu. Ludzie często nie mają wyobraźni przestrzennej. W „Domowych rewolucjach” realizuję swoje rozwiązania i zwykle udaje mi się spełnić oczekiwania.

Potem dostaję od ludzi SMS-y. Ania z odcinka czwartego napisała, że od kiedy zrobiliśmy jej kuchnię, gotuje non stop. Więc ciągle ktoś jest w domu i nas też zaprasza na obiadek, jak będziemy w okolicy. A inni piszą, że nasza rewolucja to najlepsze, co im się przydarzyło w życiu. To mnie naprawdę napędza do tego szalonego tempa, o którym rozmawiałyśmy.

Fani twojego programu pewnie sami zaczynają myśleć o remoncie?

Na pewno. Pokazujemy ludziom, że nie trzeba mieć wielkich środków, żeby coś zmienić. Przedstawiamy patenty, które można wykorzystać, kosztujące 15 zł. I widzowie wysyłają mi potem zdjęcia, jak to zrobili.

Przez ostatnie lata nasza rzeczywistość się zmieniła. Kiedy myślę, że miałam w tym jakiś udział, to czuję się bardzo dumna. W moim kochanym Biskupcu na Warmii, małym miasteczku, jest chyba najlepsza kwiaciarnia w Polsce. A przecież na to musi być klient. Mnóstwo mebli kupuję w Sezamie w Biskupcu. Jego cudowni właściciele zwożą rzeczy z całej Europy. I tam,

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.