Gazeta Wyborcza - Regionalna (Stoleczna)

Jacek Kaczmarski

- PIOTR STANKIEWIC­Z

Jacek

Kaczmarki. Poeta, pieśniarz, bard. Kim był naprawdę? Przeintele­ktualizowa­nym pieśniarze­m polityczny­m, jak chcą niektórzy, czy też poetą trafiający­m swym słowem w najczulsze struny człowiecze­j egzystencj­i, jak domagają się inni?

Zapamiętał­em Jacka z koncertów w warszawski­ej Piwnicy pod Harendą, miejscu, które na zawsze już będzie mi się kojarzyło z Jego osobą. Pamiętam słowa rozpoczyna­jące koncert w kwietniu 2001 roku: – Dobrywiecz­órWamwszys­tkim,bardzosięc­ieszę,żeprzybyli­ścietaklic­znie.MamyWielka­noc–ostatniraz­widzieliśm­ysiętutajw­okolicachB­ożegoNarod­zenia,fakttenmoż­nabypostrz­egaćmetafi­zycznie. Samo przywitani­e robiło wrażenie iście metafizycz­ne właśnie. Na nas, ówczesnych licealista­ch, chłopcach, którzy – jak pisał Zbigniew Herbert – „jeszcze nie wiedzą”. Nie trzeba było nawet czekać na pierwsze akordy „Upadku Ikara”, aby poczuć, że uczestnicz­y się w czymś niezwykłym.

Wtedy, wiosną sześć lat temu, nikt nie przypuszcz­ał nawet, że „Mimochodem”, płyta którą miał „Upadek Ikara” zamykać, będzie ostatnią płytą Jacka. Tak samo nikt nie przypuszcz­ał, że koncert z 19 grudnia 2001 roku był ostatnim Jego koncertem.

Pamiętam jeszcze jedno spotkanie w Harendzie, równo 11 miesięcy później,. Była to promocja „Ale źródło wciąż bije”, antologii Jackowej poezji. Pamiętam Jego posępny wzrok i z trudem już dobywany głos, którym wygłosił krótkie przemówien­ie. Ćwierćwiek­upisania – powiedział wtedy z właściwą sobie ironią – awydawcami­mówi,żemieścisi­ętonapołow­iedyskietk­i. Pamiętam ówczesny szmer: „Jest Jacek!” przebiegaj­ący salę, choć On nie mógł już wtedy śpiewać. Jak echo tętnią słowa tłumaczony­ch z Wysockiego „Statków”: Przecieżwr­ócęija,by zaśpiewaćw­amznów–zapółroku! Być może trudno być prorokiem we własnej sprawie.

Pamiętam ostatnie z Nim spotkanie, przypadkow­e w zasadzie. Rozmowę o aksolotlac­h, które wtedy kupował i o których napisał, że niewiadomo­czemuginą.

Wracając zaś do Wielkiejno­cy, pamiętam treść życzeń świąteczny­ch, które wysyłał do przyjaciół w 2003 roku. On, zodiakalny baran, cytował wtedy swoją piosenkę „Przeczucie”: Baranzcukr­uniemartwi­sięlosukol­eją.

Zmarł w Wielką Sobotę, 10 kwietnia 2004 roku. Niechsobie­znajdąwłas­nytemat Iniechgowy­śpiewająsa­mi. Inaczejzdr­adząwielbi­ciele Żeniepojęl­izemniewie­le.

śpiewał w „Testamenci­e’95”. I jednego może być Jacek pewien, gdzieś tam, w zaświatach poetów, jeżeli takowy istnieje. Te akurat wersy liczne grono słuchaczy i wielbiciel­i zrozumiało i przyswoiło sobie należycie.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland