Stanisław Werner

Stanisław

Gazeta Wyborcza - Regionalna (Stoleczna) - - Pożegnania - DZIECI

Werner urodził się 79 lat temu w Zawierciu. Tam skończył szkołę średnią. Tam też poznał swoją żonę Jolę. Studiował polonistykę i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. W Warszawie spędził całe swoje dorosłe życie. Tu doczekał się dzieci, wnuków i prawnuków.

Jego drugim domem był Szumin, urokliwa wieś nad Bugiem w okolicach Wyszkowa. Tu na działce razem z żona i rodziną spędzał prawie cały swój wolny czas. Okoliczne lasy i łąki nie miały przed nim tajemnic. Spacerując albo szukając grzybów godzinami przemierzał okolice. Znali Go wszyscy sąsiedzi i mieszkańcy Szumina, dla których zawsze miał czas, uśmiech i dobre słowo. Wymyślił przepiękne nazwy dla wszystkich szumińskich ”uliczek”. Bez Niego to miejsce już nie jest takie samo.

Był poetą, autorem piosenek i tłumaczem. Miał w swoim dorobku wiele popularnych piosenek, napisanych wspólnie z serdecznym kolegą, Mirosławem Łebkowskim, choćby słynną „Dla ciebie mamo” w wykonaniu Violetty Villas. Był również współautorem widowisk estradowych, sztuk dla dzieci oraz przekładów i adaptacji librett operowych i operetkowych. Pisał piękne wiersze. Część z nich wydał jedenaście lat temu w zbiorku zatytułowanym „Domysły”. Przez wiele lat związany był z estradą wojskową. Był aktywnym członkiem Stowarzyszenia Autorów ZAiKS oraz Związku Polskich Autorów i Kompozytorów ZAKR. W ZaiKS-ie piastował m.in. funkcję członka Rady Stowarzyszenia. Będąc na emeryturze pracował niemal do ostatnich swoich dni w kolegium redakcyjnym ekskluzywnego kwartalnika „Polish Culture” promującego polską kulturę za granicą. Był także wiceprezesem Fundacji ArtGard, której celem jest ochrona polskiej kultury.

Kochał życie. Był zawsze zainteresowany światem, kulturą, polityką, umiał interpretować wydarzenia w szerszej perspektywie i ze znajomością historii. Wiele swoich przemyśleń zawarł w listach do rodziny i znajomych. Kiedy dowiedział się, że jest chory, a było to osiem lat przed śmiercią, zaczął pisać wspomnienia, swój „Niecodziennik”, który jest nie tylko kronikarskim zapisem uroków i smutków codzienności, ale również, a może przede wszystkim wnikliwą ref leksją o życiu i przemijaniu. „Trzebadopierowstrząsu,żebysobieuświadomićnędzęnie-i dookreślonośćwłasnejegzystencji,zdnianadzień,odłapudo capu,bezszerszegoplanużycia” – napisał pod datą 11 listopada 1998 r.

Przede wszystkim Stanisław Werner był jednak wspaniałym człowiekiem, promieniującym miłością i życzliwością dla ludzi. Nigdy o nikim nie powiedział złego słowa, nigdy się na nikogo nie gniewał. Przez długie lata towarzyszył bliskim i przyjaciołom w najtrudniejszych chwilach, swoją niewyczerpaną dobrocią i mądrością pomagając im żyć. Swojej rodzinie zawsze chciał przychylić nieba. Wszystkich rozpieszczał jak tylko potrafił, zwłaszcza kulinarnie, bo znał się na gotowaniu. Był na każde zawołanie swoich dzieci, wnuków i prawnuków, które Go uwielbiały i nazywały Bajem. Nie można sobie wyobrazić lepszego dziadka. Ale kiedy umarł – jego pięcioletni prawnuczek Tomek powiedział, że nie jest mu smutno, bo przecież Baja jest w niebie. „Żegnamwas.Ztrudem zmierzamdoPanaBoga.Odchodzę.Kochamwas.Proszęopamięć” – napisał w swoim pożegnalnym liście.

Powiadają, że wszyscy będziemy sądzeni z miłości. Nasz ukochany mąż, tata, dziadek, pradziadek, nasz ukochany Baj – nie musi się tego sądu obawiać. Jakaś jego cząstka pozostanie w każdym z nas, bo miłość nigdy nie umiera. A kiedy przyjdzie nasz czas, będziemy wiedzieli, że na nas czeka i to nas uspokoi. Do zobaczenia.....

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.