Stanisław Kozierkiewicz

Gazeta Wyborcza - Regionalna (Stoleczna) - - Pożegnania - ROMAN KOZIERKIEWICZ, SYN

20 lipca minie 30 lat, jak odszedł i nie ma Go wśród nas. Urodził się 4 stycznia 1896 r. w Bułgarii, gdzie Jego ojciec, dr Jan Kozierkiewicz, wykładał weterynarię. Gdy miał 6 lat, wrócili do Warszawy.

Po ukończeniu studiów wWyższej Szkole im. H. Wawelberga i S. Rotwanda z kolegą szkolnym, inż. Aleksandrem Gabrysiakiem, założyli Zakłady Radiotechniczne „Polton”, z początku na ul. Ludnej, a następnie na ul. Żelaznej. Firma zajmowała się produkcją słuchawek radiowych, potem transformatorów i głośników. Pierwsze rozwiązania techniczne powstawały w służbówce w mieszkaniu przy ul. Mokotowskiej 8. Dzięki wytrwałości i talentom wspólników firma rozrosła się do pokaźnych rozmiarów, zatrudniała ponad 100 osób i eksportowała wyroby do Niemiec i Anglii. Punktem przełomowym był udział wwystawie przemysłowej wWarszawie, gdzie pokazano dwa egzemplarze transformatora. Po tej wystawie sprzedaż transformatorów ruszyła na dużą skalę.

Osukcesie firmy zadecydowali współpracownicy mojego Ojca, że wymienię: inż. Roman Kitzner, inż. Kazimierz Knappe i inż. Tadeusz Bzowski. Tak firmę i mojego Ojca wspominał inż. Roman Kitzner: „Firma inż. Kozierkiewicza znana była ze swej działalności społecznej i konspiracyjnej w czasie okupacji niemieckiej – wyrabiali i dostarczali potrzebny sprzęt do nadajników krótkofalowych. Udzielali pomocy byłym pracownikom znajdującym się w ciężkich warunkach materialnych. Uchronili wielu z nich od wysyłki do Niemiec, wyrabiając im karty zatrudnienia. Mając fabrykę na terenie tzw. małego getta, inż. Kozierkiewicz jak mógł pomagał mieszkającym tam Żydom, zarówno materialnie, jak i moralnie, udzielając schronienia najbardziej potrzebującym. Często uciekinierzy z getta przychodzili do Jego prywatnego mieszkania po zasiłek pieniężny lub ubranie. Znany mi jest fakt ukrywania w mieszkaniu pp. Kozierkiewiczów żydowskiego dziecka, którego rodzice, niepewni życia, pragnęli je uchronić przed śmiercią. Dziecko to przebywało przez okres paru miesięcy, mimo że pp. Kozierkiewiczowie mieli sami małego synka urodzonego w 1940 r., a podobny czyn groził karą śmierci”.

Wczasie Powstania Ojciec jako komendant Obrony Cywilnej Rejonu AK kierował akcją przeciwpożarową w budynku przy ul. Mokotowskiej 8, otaczał opieką mieszkańców. Po wojnie z atencją zwracano się do Niego „panie inżynierze”, a ci pracownicy firmy, którzy przeżyli wojnę, ze łzami w oczach przychodzili i pytali, czy będą mogli u Niego pracować. Niestety, budynek przy ul. Żelaznej legł w gruzach, anowy ustrój nie sprzyjał ludziom określanym jako „kapitaliści”. Ojciec próbował kontynuować działalność w jednym pokoju przy ul. Mokotowskiej, zatrudniając jedną ze swoich przedwojennych pracownic (p. Halinę Gąsiorowską), ale gnębiony przez urzędy skarbowe musiał ją zakończyć.

Za swoją działalność w branży radiotechnicznej i za pomoc wokresie wojny iPowstania Warszawskiego, zwłaszcza osobom pochodzenia żydowskiego, nie otrzymał żadnego wyróżnienia. I jeszcze raz zacytuję wspomnienia inż. Romana Kitznera: „Zawsze skromny, nielubiący mówić o sobie, i nie będzie przesady wstwierdzeniu, że Jego czyny nie były mniejsze od tych, co walczyli z bronią w ręku”.

Niestety, nie dane mi było pójść w ślady Ojca. Widziałem, jak ustrój niszczył tak wspaniałych ludzi – szanse na kontynuację Jego dorobku były żadne.

Wjakimś sensie Jego kierunek zawodowy kontynuuje mój syn, który ukończył Politechnikę Warszawską (Wydział Elektryczny). Dla mnie i dla niego mój Ojciec był i jest wzorem do naśladowania. Pamięć o nim tkwi w moim sercu, a 30. rocznica Jego odejścia – to uczucie jeszcze bardziej potęguje.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.