Ameryka nie dla Korwina

Gazeta Wyborcza - Regionalna (Stoleczna) - - PIERWSZA STRONA - ALEKSANDER GURGUL

Wamerykańskich miastach nadal rządzą samochody, ale ich władze zaczęły stawiać na transport publiczny: budują linie tramwajowe i organizują darmowe przejazdy. Nie wie tego, albo nie chce wiedzieć, Janusz Korwin-Mikke, który jesienią będzie kandydował na prezydenta Warszawy. Na swoim facebookowym profilu napisał na początku tygodnia (pisownia oryginalna): „Warszawa musi być miastem nowoczesnym! 50 lat temu, w 1968, zlikwidowano ostatnie tramwaje wKorei Płd. Wzacofanych krajach socjalistycznych, jak Korea Płn. czy Unia Europejska, tramwaje nadal kursują. WAmeryce Środkowej zlikwidowano wszystkie, wKanadzie jeżdżą wToronto, wUSA większość zlikwidowano 100 lat temu, potem w latach 30.tych, resztę w latach 60.tych”.

Wnajlepszym wypadku Korwin-Mikke popisał się ignorancją. Zwiedzając amerykańskie miasta, nie można bowiem nie odnieść wrażenia, że co prawda samochody nadal w nich królują, ale sporo się zmienia. Oklahoma City, stolica stanu o tej samej nazwie, właśnie wybudowała dwie nowe linie tramwajowe o łącznej długości 6,8 mili, czyli prawie 11 kilometrów, i kupiła nowoczesny tabor. Projekt wart jest 131 milionów dolarów. I tu rzecz najważniejsza, której Korwin-Mikke może nie rozumieć – pieniądze na to pochodzą ze specjalnie uchwalonego podatku, na którego nałożenie mieszkańcy Oklahomy zgodzili się wreferendum.

Oklahoma, podobnie jak Teksas, to stany, których mieszkańcy zagłosowali na Trumpa. Mimo to władze miast wtych stanach sięgają po europejskie rozwiązania. WDallas jeżdżą tramwaje, wakademickim Austin autobusy wcentrum są darmowe dla studentów i pracowników stanowej uczelni, a jedną z głównych ulic, przecinającą kampus, zamieniono ostatnio wdeptak.

Najlepiej rozwinięty transport publiczny mają jednak miasta na zachodnim wybrzeżu. Tramwaje (nazywane tam „streetcars”) jeżdżą wSacramento (stolica Kalifornii), a także wSan Francisco. Wtym ostatnim zabytkowy tabor wozi turystów po stromych ulicach, a także łączy port z dzielnicą Castro. WSeattle (stan Waszyngton) obecna pani burmistrz nosi się z zamiarem wprowadzenia opłaty za wjazd do centrum miasta. Sukces lokalnych firm (wśród nich są Boeing, Starbucks czy Microsoft) spowodował, że autostrady przestały wystarczyć, by pracownicy mogli dojechać do biur. Dzielnicę finansowo-usługową Seattle zaczęto nawet nazywać „Amazonią” – od nazwy giganta sprzedaży internetowej amazon.com. Biura tej firmy mieszczą się w ponad 30 budynkach w Seattle i pracuje w nich ponad 40 tysięcy osób. Po ulicach oprócz tramwajów jeżdżą jeszcze trolejbusy, a niektóre ulice zamyka się dla ruchu aut, otwierając na nich ogródki kawiarniane albo wyznaczając ścieżki rowerowe.

Ale miastem, które chyba najbardziej dumne jest ze swoich tramwajów (a także ścieżek rowerowych i sieci wypożyczalni rowerów miejskich), jest Portland wstanie Oregon, które uchodzi za stolicę amerykańskich hipsterów. Zmiany zaczęły się w2001 roku. WPortland są trzy linie tramwajowe, a łączna długość torów wynosi ponad 16 mil – około 26 kilometrów. Wagony odjeżdżają co 15-20 lub 7-10 minut, w zależności od linii i dnia tygodnia. Obsługują 5 milionów kursów rocznie. Władze Portland już planują przedłużenie torów i budowę kolejnych.

Widać więc, że amerykańskie miasta (pewnie nie wszystkie) zostawiają powoli etap samochodowy za sobą razem z poglądami, na których Janusz Korwin-Mikke zatrzymał się wiele lat temu.

* Autor odwiedził wyżej wymienione miasta dzięki stypendium organizacji Transatlantic Media Network.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.