SZÓSTE URODZINY PRZYCHODNI

Gazeta Wyborcza - Regionalna (Stoleczna) - - Z DRUGIEJ STRONY - ARKADIUSZ GRUSZCZYŃSKI

Środowisko anarchistyczne jako pierwsze mówiło o krzywdzie, jaką wyrządziła Warszawie reprywatyzacja. A ich codzienna praca pokazuje, że można działać poza logiką hierarchicznej władzy i neoliberalnej gospodarki.

Szóste urodziny obchodzi właśnie skłot Przychodnia działający wopuszczonym budynku przy ul. Skorupki. Na tym samym podwórku od wielu lat mieszkają też anarchiści w Syrenie, najsłynniejszym obecnie pustostanie Warszawy odzyskanym przez mieszkańców. Walka o Przychodnię była trudna, interweniowała tam nawet policja, która próbowała usunąć anarchistów. Władze dzielnicy w końcu jednak dogadały się z nowymi lokatorami byłej przychodni i od tamtej pory są oni niepokojeni wyłącznie przez neofaszystowskie bojówki podczas Marszów Niepodległości.

Co można robić w skłocie? Przede wszystkim mieszkać. Można też wpaść na zajęcia jogi, złożyć sobie rower, nauczyć się alternatywnego oprogramowania komputerowego, posłuchać debaty o niekapitalistycznych ekonomiach, zaliczyć koncert, uszyć sobie torbę albo wziąć udział wwarsztatach zwegańskiej kuchni. W skłotach odbywają się premiery spektakli teatralnych wystawiane bez reżysera, warsztaty złotej rączki, pokazy filmów, dyskusje o książkach.

Anarchiści są potrzebni Warszawie jak mało kto. Pamiętam, że jako pierwsi wokolicy 2010 r. zaczęli mówić o krzywdzie wyrządzonej przez reprywatyzację. Do dzisiaj uczestniczą w blokadach eksmisji, wspierają wyrzucanych na bruk mieszkańców, organizują im pomoc prawną. Biorą udział w protestach antyrządowych, zwracając przy tym uwagę na sprawy, których nie widzi ani liberalna, ani lewicowa, ani prawicowa część polityków, publicystów czy opinii publicznej. Może nie tyle nie zauważa, co nie stawia wpierwszym szeregu spraw do załatwienia. Skłotersi mówią owyzysku energetycznym, solidaryzują się z prześladowanymi w Rosji, wskazują na rosnącą siłę środowisk neofaszystowskich.

Skłotersi pełnią też ważną rolę miastotwórczą, szczególnie w zdominowanym przez komercję Śródmieściu. W dzielnicy drogich restauracji, klubokawiarni z kawą po 12 zł i piwem za dyszkę czy miejsc, wktórych nie można przebywać za darmo, bliźniacze skłoty zHożej i Skorupki są oazami wolności. Nie jestem za tym, żeby zamykać kawiarnie czy bary, przecież większość z nas je lubi, spędzamy w nich wiele czasu, poznajemy nowych ludzi, ale nie jestem też za komercjalizacją wszystkich przestrzeni w mieście. Na ławce w parku nie zawsze można popracować, poza tym nieraz jest zimno. Wkościele, wktórym też nie trzeba płacić za wstęp, nie da się za bardzo porozmawiać, ana domy sąsiedzkie pieniędzy nadal jest bardzo mało. Pozostają biblioteki, domy kultury i właśnie skłoty.

WPoznaniu od jakiegoś czasu działa anarchistyczna księgarnia i klubokawiarnia Zemsta. To kameralne miejsce zwegańskim menu, kawą, za którą płacimy tyle, ile możemy, z leżącymi na barze ulotkami związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza i całą masą książek, nie tylko anarchistycznych. Dlaczego takiego miejsca nie ma wWarszawie? Może dlatego, że wegańskich knajpek, również takich prowadzonych przez anarchistów, mamy wWarszawie całą masę. Lewackie i anarchistyczne książki można kupić w większości księgarń z dobrą literaturą, a ulotki o związkach zawodowych, uchodźcach czy prawach kobiet walają się wwielu barach iklubokawiarniach. WZemście nie chodzi jednak o jedzenie i książki, ale o budowanie wokół miejsca pewnej społeczności, której członków łączą pewne wartości. Amoże takim miejscem jest Cafe Kryzys i działające obok niej skłoty?

Skłot Przychodnia na początku był nękany przez anonimowe donosy. Tu strażacy sprawdzają dach, na którym rzekomo miały być składowane niebezpieczne substancje

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.