NOWY POMNIK WWARSZAWIE. CZAS WYCISZYĆ EMOCJE

Gazeta Wyborcza - Regionalna (Stoleczna) - - Z DRUGIEJ STRONY - PAWEŁ GAWLIK

Stanął. W sobotę uroczyste odsłonięcie. Dominuje nad placem Piłsudskiego, jego patrona spychając w cień. Do tego, by go postawić, nagięto do granic możliwości prawo. Czy przekroczono je – rozpatrzą prokuratura i sąd. Ale jeszcze zanim postawiono figurę na cokole, szef klubu Platformy Obywatelskiej w Radzie Warszawy złożył deklarację: „Nie dla pisowskich pomników wWarszawie! (...) Gdy reżim pisowski upadnie, przeniesiemy pomniki z placu Piłsudskiego. Nikt nie zasłużył na upamiętnienie powstałe z naruszeniem prawa”. Czy jednak jego klub kiedykolwiek wyszedł z propozycja uhonorowania prezydenta ulicą albo pomnikiem?

Drugi argument podnoszony przez przeciwników pomnika na placu Piłsudskiego dotyczy estetycznego chaosu w tym miejscu. Zgadzam się z nim, ale nie jest to jedyne chaotyczne miejsce wWarszawie. Dla wspólnego dobra przymknijmy na to oko. Bałagan na placu Piłsudskiego ma też swoją wartość historyczną – jest de facto pomnikiem lat politycznych sporów i tego, jak nie umieliśmy się porozumieć.

Wreszcie pada argument, że pomnik nie jest wybitny. Owszem. Ale było wystarczająco dużo czasu, by miasto zorganizowało w tej sprawie np. międzynarodowy konkurs. Nie zrobiło tego.

Ważniejsza od uzasadnienia jest deklaracja – jeśli PO dojdzie do władzy, pomnik Lecha Kaczyńskiego zostanie przeniesiony. Wyobrażam sobie czołówki serwisów internetowych z całego świata ze zdjęciami robotników zdejmujących z cokołu na polecenie Platformy pomnik demokratycznie wybranego prezydenta. Dotąd los taki spotykał wzasadzie tylko pomniki dyktatorów w krajach, które uwolniły się spod ich jarzma. To barbarzyństwo.

Żałuję, że nie odcięli się od tej wypowiedzi ani wciąż urzędująca prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz, ani jej następca Rafał Trzaskowski. A przecież Szostakowski wyrządził prezydentowi elektowi niedźwiedzią przysługę, zanegował jego słowa z kampanii wyborczej, który spytany o ewentualne przeniesienie pomnika Lecha Kaczyńskiego odpowiedział, że rozmowa na ten temat będzie możliwa dopiero „gdy opadną emocje” i po konsultacjach zwarszawiakami. Czyli na razie tematu nie ma iwnajbliższym czasie na pewno nie będzie.

Wracam myślami do pierwszej decyzji Rafała Trzaskowskiego po wygranych wyborach. Pojechał pod jedną z komisji, w których przegrał ze swoim konkurentem z PiS Patrykiem Jakim, dając jasno do zrozumienia, że będzie szukał porozumienia z tymi, którzy dziś go krytykują, a nie będzie zamykał się tylko wbańce swoich zwolenników. Takimi słowami Szostakowski stawia Trzaskowskiego pod ścianą.

Nie muszę uważać Lecha Kaczyńskiego za wielkiego polityka, żeby uszanować, że mogą go tak postrzegać inni. A także – żeby uszanować, że głosami większości zainteresowanych polityką warszawiaków został wybrany na prezydenta stolicy, a potem głosami Polaków – całego kraju. Wreszcie, że jego tragiczna śmierć, która miała miejsce podczas sprawowania urzędu prezydenta, była doznaniem traumatycznym, wstrząsającym, i miejsce upamiętnienia, które pozwoli rozładować te emocje, jest po prostu potrzebne. Na marginesie: jeszcze nie tak dawno politycy PO uczestniczyli w marszach, na których na transparentach przypominano słowa Lecha Kaczyńskiego na temat Trybunału Konstytucyjnego. Wówczas był więc dla nich autorytetem.

Pomnik stanął, atym samym stanęło wWarszawie ostatnie zapowiadane przez PiS upamiętnienie ofiar katastrofy smoleńskiej. Teraz czas wyciszyć emocje, a słowa Szostakowskiego podgrzewają je między warszawiakami. Oddalają nas od rozmów o rzeczach istotnych, a każą nam ciągle wracać do tego, że różnimy się w ocenie symboli, w spojrzeniu na przeszłość. Być może taki sposób prowadzenia polityki – bazującej na emocjach, a nie na konkretach – jest mu bliski. Ja nie mogę zaakceptować budowania kapitału politycznego na pogłębianiu podziałów między mieszkańcami Warszawy.

Od katastrofy smoleńskiej minęło osiem lat. Jesteśmy zmęczeni sporem podsycanym graniem symbolami przez polityków z obu stron. Rządząca Warszawą Platforma musi zrozumieć, że to droga donikąd.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.