Śledczy mają pod górkę

Gazeta Wyborcza - Regionalna (Stoleczna) - - WYDARZENIA -

Chodzi o organizowany przez środowiska narodowe Marsz Niepodległości, który odbył się w 2017 r. Ulicami Warszawy przeszło wtedy ok. 60 tys. ludzi. Gośćmi narodowców byli m.in. Roberto Fiore z włoskiej skrajnie prawicowej partii Fuerza Nueva, a także Milan Mazurek ze skrajnie prawicowej partii ludowej Nasza Słowacja, który Holocaust nazywał bajeczką.

Uczestnicy skandowali m.in. hasła: „Śmierć wrogom ojczyzny”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” albo „Pedofile, lesby, geje, cała Polska zwas się śmieje”. Wśród zgromadzonych była grupa osób ubranych na czarno. Niosły flagi z krzyżami celtyckimi i wielki transparent: „Europa będzie biała albo bezludna”. Zdjęcia haseł na transparentach ifilmy, na których tłum skanduje nawołujące do nienawiści hasła, można zobaczyć w internecie. Rok temu pokazywały je światowe media. To jednak za mało, aby komukolwiek przedstawić zarzuty propagowania faszyzmu.

Zaraz po manifestacji policja przez tydzień przeglądała nagrania. Wkońcu wytypowano sześć osób, które mogły złamać prawo. Ich zdjęcia rozesłano do komend w całej Polsce. Ale policja nie opublikowała ich wizerunków. Choć na taki krok zdecydowała się wobec protestujących przed Sejmem w grudniu 2016 r.

Prokuratura wszczęła postępowanie. Od początku prowadzone było dość mozolnie. W marcu śledczy powołali biegłego historyka, który miał ocenić, czy hasła, okrzyki i transparenty miały znamiona propagowania faszyzmu. Stwierdził, że miały. Po dziewięciu miesiącach prokuratura przedłużyła śledztwo o kolejne trzy miesiące. Bo czekała na następną opinię – antroposkopijną. Biegły miał porównać, czy osoby ze zdjęć i filmów to te, które wytypowała policja w terenie. – Opinia nie pozwala na dokonanie jednoznacznych ustaleń, dlatego postępowanie musi być kontynuowane – informuje Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej wWarszawie. – W sprawie trwa gromadzenie materiału dowodowego. Kiedy ustalimy wszystkie osoby, które łamały prawo, prokurator podejmie decyzję, czy przedstawi im zarzuty – dodaje.

Śledztwo zostało przedłużone do 20 lutego 2019 r.

Dużo sprawniej prokuratura zajęła się wyodrębnionym z postępowania wątkiem 12 kobiet, które próbowały powstrzymać narodowców. Kiedy marsz zbliżał się do mostu Poniatowskiego, w poprzek drogi kobiety rozłożyły baner z napisem „Faszyzm stop”. Na nagraniu zamieszczonym na Facebooku widać, jak uczestnicy marszu je popychają, wyzywają i próbują wyrwać im transparent. „Wypierdalaj z tym, ściągnij tę szmatę, kurwo” – słychać męski głos. Od mijających je uczestników zgromadzenia słychać jeszcze: „zdrajcy”, „ubecja”, „lachociągi” i „suki”. One wtym czasie skandowały: „Precz z faszyzmem”, „Nacjonalizm – to się leczy” i „Kobiety przeciwko faszyzmowi”. Po zgromadzeniu 13 poturbowanych kobiet zawiadomiło prokuraturę. Śledczy wszczęli postępowanie w sprawie pobicia, naruszenia nietykalności cielesnej i znieważenia. Po 10 miesiącach śledztwo zostało umorzone. W uzasadnieniu decyzji czytamy, że kopnięcia, popychanie i zniewagi „oceniane obiektywnie wskazują na to, że nie były one objęte umyślnością. Zamiarem atakujących nie było pobicie pokrzywdzonych, lecz okazanie niezadowolenia, że znalazły się one na trasie ich przemarszu”. Prokurator Magdalena Kołodziej napisała też, że „umiejscowienie obrażeń wskazuje, że przemoc ze strony napastników nakierowana była na mniej newralgiczne części ciała, więc nie można mówić, aby zamiarem atakujących było narażenie poszkodowanych na niebezpieczeństwo”.

Ta sama prokurator odpowiada także za umorzenie sprawy głosowania w Sali Kolumnowej oraz odmowę śledztwa dotyczącego niewpuszczenia dziennikarzy do Sejmu.

Wpaździerniku sąd zdecydował, że każda z kobiet ma zapłacić po 200 zł grzywny za przeszkadzanie wlegalnym zgromadzeniu.

Już przez ponad rok prokuratura bada, czy podczas ubiegłorocznego Marszu Niepodległości doszło do propagowania faszyzmu. Śledztwo znów zostało przedłużone. Potrwa co najmniej do 20 lutego.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.