ARKADIUSZ GRUSZCZYŃSKI:

Gazeta Wyborcza - Regionalna (Stoleczna) - - PIERWSZA STRONA -

To było jesienią w1993 roku. Wysiadłem na Dworcu Centralnym i zobaczyłem szare, przerażające miasto.

– Nikt nie ma na nic czasu, wszyscy gdzieś biegną, a życie jest drogie. Tempo jest metropolitalne.

– Przyjechałem do Polski dzięki Jerzemu Grotowskiemu. Poznałem go wPontederze we Włoszech. Zrobił na mnie ogromne wrażenie. Kiedy byłem na studiach, które mnie potwornie nudziły, napisałem do niego list.

– Aktorstwo w Barcelonie.

– Metoda w tej szkole polegała na pompowaniu własnego ego. Byłem przystojny, zaczynałem być pewny siebie, miałem trochę charyzmy, tyle wystarczyło. Ale nie byłem dobrym aktorem, wiedziałem to od samego początku. Coraz bardziej interesował mnie proces pracy z aktorem, czyli reżyseria.

– Z tego, że zreformował teatr i rozbił niektóre z tradycyjnych metod zaproponowanych przez Konstantina Stanisławskiego. Szczególnie jeśli chodzi o sztukę aktorską i proces twórczy skupiony na pracy zespołowej.

– Miałem znajomych wGliwicach. Kiedy byłem małym dzieckiem, mój tato pracował w Ministerstwie Infrastruktury. Na stażu był tam Krzysztof Romasz Gasidło, wówczas młody architekt zPolski, a dzisiaj profesor. Mój ojciec zapytał go kiedyś, gdzie mieszka. Odpowiedział, że w jakimś obskurnym pensjonacie. – Zamieszkasz więc u mnie – zaproponował tato. Nasz polski gość robił nam bardzo

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.