KULTURA GWAŁTU?

Jeśli do głosu dochodzi młode pokolenie feministek, dla których kultura prawa jest tym samym, co kultura gwałtu – to mamy problem

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - FELIETON - Agata Bielik-Robson

statnio krąży po sieci list otwarty napisany przez grupę nazywającą się Feministyczna Zmiana Warty, do której należą, jak sama nazwa wskazuje, feministki młodszego pokolenia przekonane, że feministki starsze – tu pada cała plejada zacnych nazwisk, w tym moje, najmniej chyba zasłużone – nie spełniły rewolucyjnych oczekiwań w nich pokładanych. Dowodem na to ma być nasze konserwatywne przywiązanie do liberalnej kultury prawa, którą przedkładamy nad rewolucyjne zdobycze polskiej akcji #MeToo. List ten, napisany w tonie „starszym paniom już dziękujemy”, jest odpowiedzią na inny, wcześniejszy list otwarty, który powstał z inicjatywy dwóch publicystów, Macieja Jakubowiaka i Radosława Korzyckiego, i delikatnie wskazywał na niebezpieczeństwo związane z rzucaniem oskarżeń poza kontekstem prawnym, które nie daje oskarżonemu podstawowego prawa do obrony, jakim jest domniemanie niewinności. Nic więcej, ale i nie mniej: list ten w żaden sposób nie umniejszał znaczenia akcji, dzięki której miliony kobiet mogły wyrzucić z siebie, że „mnie też” się to przytrafiło i że w ten czy inny sposób

Opadły ofiarą molestowania. List ten tylko przestrzegał przed traktowaniem wszystkich oskarżeń tak, jakby już miały prawną moc wyroku, na podstawie którego nie tylko można, ale też należy obwinionego ukarać – utratą pracy i twarzy.

Tymczasem w kontrliście czytamy: „Agata Bielik-Robson, Agata Diduszko-Zyglewska, Zuzanna Ziomecka i Ewa Wanat podpisały list otwarty w obronie dziennikarzy oskarżonych o nadużycia, wspierając tym samym próbę uciszenia kobiet doświadczających przemocy seksualnej”. Tę śmiałą tezę wsparła też niezawodna Maja Staśko, która w typowym dla siebie stylu podsumowała sprawę, pisząc, że oto „celebryci – wielcy ludzie kultury bronią własnej pozycji”, wprost popierając „kulturę gwałtu”.

No cóż, jeśli do głosu dochodzi młode pokolenie feministek, dla których kultura prawa jest tym samym, co kultura gwałtu – to mamy poważny problem. Moja generacja, która wyrastała z PRL-u, dobrze znała sytuację bezprawia, w której sądy funkcjonowały na użytek jednej opcji politycznej, i dlatego zawsze będzie traktować prawo – nawet jeśli niedoskonałe i nierzadko zawodne – jako jedyną realną szansę na obronę bezbronnego. Smutne, że brak szacunku dla kultury prawnej, paradoksalnie, zbliża młode feministki do PiS-u, który w najlepsze demontuje legalistyczne bezpieczniki, by zapewnić sobie możliwość skazywania kogokolwiek za cokolwiek. Jak to ma miejsce w każdej dyktaturze.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.