DZIECKO UCZEPI SIĘ NAWET SKRAWKA MIŁOŚCI

Alosza musi zniknąć, żeby w ogóle zauważono jego obecność

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - PSYCHOLOGIA I FILM - Z Barbarą Arską-Karyłowską, psycholożka, psychoterapeutką, o filmie „Niemiłość” rozmawia Agnieszka Jucewicz

o to właściwie znaczy kochać własne dziecko? To jest raczej pytanie do filozofa, nie do psychologa. Dla mnie to oznacza dbanie o to dziecko, akceptowanie go takim, jakie jest, dążenie do tego, żeby wychować je na człowieka, który będzie potrafił wykorzystać wszystkie swoje możliwości, talenty. Wpsychologii mówi się o tak zwanym bezpiecznym przywiązaniu. I to jest chyba najważniejsze zadanie rodzica – wytworzyć w dziecku poczucie, że może nam zaufać, polegać na nas. To w zasadzie klucz do dobrego rozwoju. Wystarczająco dobry rodzic chce dla dziecka jak najlepiej. Nie zawsze mu to wychodzi, nie zawsze ma na to siłę, ale stara się mieć to dziecko z tyłu głowy. Żenia, bohaterka filmu, w ogóle w ten sposób o synu nie myśli.

CNie kocha Aloszy?

Nie tylko go nie kocha. Nie zaspokaja jego podstawowych potrzeb, na przykład fizycznego bezpieczeństwa. Dwukrotnie w swojej praktyce spotkałam matki, które powiedziały mi, że nie kochają swoich dzieci. To się zdarza. Rzadko, ale się zdarza. Rozmawiałyśmy o tym kilka lat temu przy okazji filmu „Porozmawiajmy oKevinie”. One mówiły: „Nakarmię swoje dziecko, ubiorę, dam mu wykształcenie, zatroszczę się o to, żeby mu się krzywda nie stała, ale nie jestem w stanie go pokochać”. Czuły jednak odpowiedzialność. AŻenia nie ma nawet takiego odruchu, żeby po powrocie do domu nad ranem sprawdzić, czy syn śpi w swoim pokoju, czy wszystko jest w porządku. Nie przychodzi jej do głowy, że bardzo go rani, kiedy poniża go przy obcych ludziach. Żyje w stresie. Rozwodzi się. Może to ją choć trochę usprawiedliwia?

To ważna okoliczność. Obserwuję ją na co dzień w gabinecie. Przychodzą rozwodzący się rodzice, pytają, jak najlepiej zadbać o dziecko w tak trudnej sytuacji, bo jego dobro jest dla nich najważniejsze. Ale im bardziej stres rośnie – bo rozprawa, bo trzeba się przeprowadzić, czasem zmienić pracę, podzielić majątek – im większy konflikt, tym bardziej to dobro dziecka schodzi na dalszy plan, a rodzic skupia się przede wszystkim na sobie. W sytuacji dużego stresu wszyscy tak działamy, to jest naturalne. Człowiek ma ograniczone zasoby i niemal całą energię zużywa wtedy na radzenie sobie z własnymi emocjami, ale kiedy kryzys mija, to się normuje.

Wtym filmie rozwód też pewnie ma znaczenie, ale korzenie tej „niemiłości” tkwią gdzie indziej. To zresztą świetny tytuł. Tak jakby „niemiłość” była osobnym uczuciem, niezdolnością do kochania drugiego człowieka w ogóle. I to jest coś, co czuje nie tylko Żenia, ale też jej mąż, ojciec Aloszy, i kilkoro innych dorosłych w tym filmie. Oni wszyscy są potwornie samotni, zauważyła pani? Z czego może wynikać ta niezdolność do kochania własnego dziecka?

Ważne jest to, czy sami byliśmy kochani jako dzieci, czy ktoś nas tą miłością napełnił, ale nie tylko. Żenia nie ma wzorca, jej własna matka ją odrzuca. Potem wiąże się z przypadkowym człowiekiem, żeby się tylko uniezależnić. Jest bardzo młoda, kiedy zachodzi w ciążę, nie wie, czy chce tego dziecka, a gdy wkońcu decyduje się je urodzić, w potwornych bólach, czuje do niego odrazę. Trudno na tym budować miłość, prawda?

Amówi się: urodzisz, pokochasz.

Mówi się dużo rzeczy, które z rzeczywistością nie mają wiele wspólnego. Ato że „dzieci są małe, nie rozumieją”, a to że „szybko zapominają to, co złe”. Mamy tendencję do upraszczania różnych skomplikowanych życiowych spraw, tak jakby to miało coś ułatwić. Tymczasem mnóstwo czynników składa się na to, czy twierdzenie „Jak urodzi, to pokocha” będzie prawdziwe. Ważne jest to, jak matka się czuje przed porodem, jakie ma warunki bytowe, jakie relacje z ojcem dziecka, czy ma wsparcie innych osób, czy chce tego dziecka. A potem – jak przebiega sam poród, jak się czuje po nim. W Polsce dopiero teraz zaczyna się mówić o tym, jak depresja poporodowa może zaburzyć tworzenie więzi z dzieckiem i że to nie jest tylko chwilowy spadek nastroju – „Niewyspana chodzi, to ma zły humor” – tylko że to poważna choroba i taka mama powinna się jak najszybciej znaleźć pod dobrą opieką psychologa, psychiatry. Dla siebie i dla dziecka.

Kolejną zmienną jest samo dziecko. Dzieci rodzą się z różnym temperamentem. Jedne są tzw. łatwiejsze, inne – tzw. trudniejsze. Kiedyś my, psychologowie, uczyliśmy się, że najważniejszy jest wpływ rodzica na dziecko, ale dzisiaj wiadomo już, że to działa w dwie strony. Rodzic z dzieckiem cały czas

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.