UBRANA W EROTYKI

Kimono po japońsku oznacza po prostu „to, co się nosi”

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - MODA - Z projektantką Joanną Hawrot rozmawia Uruszula Jabłońska

o cię zafascynowało w japońskich drzeworytach erotycznych shunga? Zawsze byłam wrażliwa na dobrą literaturę erotyczną, na zabarwione erotycznie historie, również wizualne. W zeszłym roku wMuzeum Narodowym wWarszawie i Krakowie równolegle można było zobaczyć wystawy drzeworytów japońskich ukiyo-e. Są bardzo rozbudowane tematycznie, przedstawiają rozmaite krajobrazy, sceny z życia, a także portrety. Erotyki shunga to ich odmiana, która zawsze funkcjonowała raczej w podziemiu. Na wystawie w Krakowie był mała, ciemna sala przeznaczona specjalnie na shunga. Kiedy je zobaczyłam, pomyślałam, że są niezwykłe – podniecające, atrakcyjne wizualnie. Od razu wiedziałam, że muszę je zobaczyć na moich kimonach.

Poprosiłam ilustratorkę Sonię Hensler, która miała już na koncie portrety erotyczne, żeby je zinterpretowała. Wten sposób powstała autorska tkanina na kimona.

Moim klientkom kimona bardzo się podobały, ale wmomencie kiedy mówiłam: „Cieszę się, że pani wybrała kimono ze wzorem werotyki japońskie”, następowała konsternacja. Słyszałam: „Tam są erotyki? A, to ja dziękuję!” albo „Pani Joanno, może pani jakoś to usunąć? Wtedy zamówię to kimono”. Wogóle nie spodziewałam się takich reakcji. Zaczęłam się zastanawiać, skąd się biorą. Wpadłam na pomysł, żeby zrobić kampanię artystyczno-społeczną #SHUNGA_GIRLS, wktórej zapytam wybrane przez siebie kobiety o seksualność, o to, dlaczego się jej wstydzimy. Dlaczego drażni nas opowieść erotyczna na ubraniu? Postanowiłaś nakręcić sześć filmików, w których kobiety opowiedzą o tym, czym jest dla nich seksualność. Jak wybrałaś bohaterki?

ZPolski zaprosiłam piosenkarkę Marysię Sadowską, kreatorkę fryzur Jagę Hupało, psycholożkę i antropolożkę Julię Izmałkową i Martę Niedźwiecką, coacha seksu i relacji intymnych. Z Japonii – mistrzynię kaligrafii Biho Asai i profesor Akiko Kasuyę, dyrektorkę festiwalu Tatsuno Art Project. Każda z nich przez swój pryzmat opowiedziała mi o kobiecości i seksualności. Nie chodziło mi o stworzenie kampanii edukacyjnej, tylko o to, żeby dać kobietom przestrzeń i bodziec, by uruchomiły wsobie myśli o seksualności i emocjach. Czy opowieści Polek i Japonek się różniły?

Totalnie. Miałam wrażenie, że Europejki mimo wszystko celebrują kobiecość. U nas panuje też kult kobiecości, ciała. WJaponii kobiecość jest ukrywana, spychana do wewnątrz. Japonki mówiły, że właściwie nie czują się kobietami, tylko mężczyznami, więc pytanie o kobiecość jest dla nich trochę nielogiczne. Zrozumiałam, że one kładą nacisk na mę-

Cskie cechy, bo pomagają im znaleźć się wyżej w społeczeństwie, być bardziej szanowanymi. Kobiety, które mają męską postawę, mogą wJaponii więcej. Tam wielkim komplementem dla kobiety jest powiedzenie jej, że jest męska. A kobieta w - Europie odbierze to jako coś pejoratywnego. Marta Niedźwiecka powiedziała mi wwywiadzie, że nie można mówić o kobiecości, nie uwzględniając aspektu męskości. Zrozumiałam to przy okazji rozmów zJaponkami. A co mówiły o seksie?

Bardzo zależało mi na tym, żeby zrozumieć, dlaczego w Japonii w XIX wieku powstawały odważne erotyki, a dzisiaj o erotyce nie mówi się tam na głos. Z drugiej strony jest to kraj, który ma najbardziej rozwinięte podziemie erotyczne na świecie. Jednak od Japonek dowiedziałam się na temat seksu bardzo niewiele. Poruszające było, gdy Akiko Kasuya, która ma 60 lat, powiedziała, że bardzo mi dziękuje za pytanie o seks, bo nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiała.

Polskie ambasadorki specjalnie dobrałam tak, żeby reprezentowały różne podejścia. Zwłaszcza Julia Izmałkowa opowiedziała dużo ciekawych rzeczy o tym, jak wielką siłą może być seks w naszym życiu. Jeśli tylko właściwie ustawimy priorytety i zdefiniujemy, co tak naprawdę warunkuje spełnienie w naszych relacjach, to mamy szanse na to, by za sprawą konkretnego wysiłku nie czuć w nich frustracji. Myślisz, że projekt #SHUNGA_GIRLS sprawi, że Polki odważą się wyjść na ulice w kimonach z erotycznymi grafikami?

Moje kimona kupią kobiety, które cenią sobie siłę i emocje, jakie daje im niebanalne ubranie. Są dla kobiet, które mają ochotę komunikować się ze sobą i z otoczeniem w sposób odbiegający od szarych i nudnych standardów. To nigdy nie będzie produkt masowy. Chodziło mi bardziej o to, żeby wokół modowej kolekcji powstał kontekst, platforma do dyskusji – wizualna, dźwiękowa, filmowa. Żeby można było popatrzeć na modę nie tylko jako na ubrania, ale także z szerszej perspektywy. Jak to się stało, że polska projektantka zajęła się kimonami?

Na początku była fascynacja Japonią. Jeszcze kiedy mieszkałam w Krakowie, chodziłam na warsztaty japońskiego tańca butoh. Po katastrofie ją-

Joanna Hawrot w kimonie swojego projektu

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.