NIKT NIE UDZIELIŁ POMOCY

Co się z nami stało, że jesteśmy mierni i bierni?

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - FELIETON - Dorota Wellman

o śmiertelnego wypadku doszło koło Lubina na Dolnym Śląsku. Autobus potrącił 19-letniego przechodnia na oznakowanym przejściu dla pieszych. Jak informuje policja, nikt ze świadków wypadku nie udzielił pomocy potrąconemu chłopakowi. Kiedy funkcjonariusze przyjechali na miejsce, zastali tam kilkanaście osób przypatrujących się młodemu człowiekowi umierającemu na jezdni. – Nikt nie udzielił mu pomocy. Wszyscy stoją i patrzą – mówi Jan Pociecha z lubińskiej policji. – Dopiero policjanci z lubińskiej komendy podjęli próbę reanimacji, którą kontynuowali do przyjazdu zespołu medycznego, ale 19-latka nie udało się uratować. Nie bójmy się pomagać, pierwsze sekundy są najcenniejsze!

Lepiej było zrobić cokolwiek niż nic. Najgorszą rzeczą jest bezczynność świadków. Awy woleliście stać i patrzeć. Jeszcze zrobić zdjęcia, a potem wrzucić na Fejsa. Umywam rączki, nic mnie to nie obchodzi, nie będę się mieszał, bo jeszcze się ubrudzę i narobię sobie kłopotu. No owszem, uczyli mnie pierwszej pomocy, ale te-

Draz nic nie pamiętam i „zarobiony jestem”. Kolegom w pracy opowiem, co widziałem. Znieczulica i obojętność odbiera nam człowieczeństwo.

Wy, świadkowie tego wypadku, pomyśleliście o jego matce? Mogliście po tym spać spokojnie? Czy pobiegliście się wyspowiadać? A może ksiądz powinien wymienić was z imienia i nazwiska w najbliższą niedzielę? Pomocdrugiemu człowiekowi stanowi obok życia sakramentalnego podstawę życia chrześcijańskiego, na co wskazuje Jezus Chrystus. Prawdziwi Polacy i katolicy, ale nie ludzie!

PS Na przystanku niedaleko parku Dreszera wWarszawie leżała na ławce dziewczyna. W zaciśniętej ręce trzymała torebkę. Obok stał tłum pasażerów czekających na autobus. Palili papierowy, rozmawiali przez telefony. Udawali, że nic nie widzą. Podeszłam do dziewczyny, próbowałam się z nią porozumieć, sprawdziłam oddech i zauważyłam, że oddycha z trudem. Wezwałam pomoc (112), ułożyłam w pozycji bocznej i okryłam kurtką, znalazłam dokumenty. Czekałam na karetkę. Ludzie nagle się ożywili, zauważyli, że coś się dzieje. Potrzebowali kogoś, kto im powie, co robić. Okazało się, że dziewczyna zapadła w śpiączkę cukrzycową. Dobrze, że się zatrzymałam. Bohaterem nie jestem. Mam tylko oczy szeroko otwarte. I nie jestem tchórzem.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.