WSZYSTKO O JEGO MATCE

Wteczkach IPN są straszne opisy tego, jak kilka dni przed śmiercią Grzegorza Przemyka Barbarze Sadowskiej łamano krzesłem ręce. Prawdziwy koszmar. Kiedy obie ręce miała w gipsie, spódnice prał jej syn

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - KULTURA - Albo piety. Agnieszką Przepiórską Mike Urbaniak

tół mi został w głowie. Stół zpowyłamywanymi nogami. Wielu nie mogło się nadziwić, że można nie mieć wdomu stołu. Bardzo to niestandardowe, żeby nie powiedzieć intrygujące. Ale Barbara Sadowska, matka Grzegorza Przemyka, taka właśnie była – intrygująca, fascynująca i niemieszcząca się w żadnym szablonie. Nawet w szablonie matki Polki.

SMatka z zabitym synem to święty obrazek. I na nagraniach wideo widać Barbarę Sadowską z wielkim, rzemiennym krzyżem na szyi. Była wierząca, to prawda. Jednak z drugiej strony się bawiła, piła wino, miała kochanków. Wszystko to łączyło się w jednej osobie. Najpierw była lektura „Żeby nie było śladów” Cezarego Łazarewicza?

Tak, ale jeszcze wcześniej przeczytałam reportaż Hanny Krall w „Dużym Formacie” i już wtedy pomyślałam, że chciałabym Barbarę Sadowską zagrać w teatrze. Długo byłem przekonany, że urodzi się z tego twój kolejny monodram.

Taka była pierwsza myśl, przyznaję. Ale byłam spragniona pracy zespołowej poza Pożarem w Burdelu, w którym gram od kilku lat. I się udało. Adaptację książki napisał Piotr Rowicki, a spektakl wyreżyserował Piotr Ratajczak – z jednym i drugim pracujesz od lat. Nowością jest natomiast Teatr Polonia.

Teatr Polonia wydał mi się najlepszym adresem do realizacji tego pomysłu, bo to scena Krystyny Jandy, którą podziwiam za odwagę, z jaką broni ważnych wartości, występując publicznie. Ta obywatelska postawa łączy ją z Barbarą Sadowską. A ciebie coś z nią łączy?

Bycie matką w symbiotycznej relacji z synem. Kiedy o niej czytałam, czułam tę jej macierzyńską miłość. Bardzo była w niej silna. Gdy zabito jej syna, pozbawiono ją właściwie sensu życia. Największym wyzwaniem było uczciwe stworzenie roli bez obarczania się tym wielkim cierpieniem i bez przymusu odpowiadania sobie na pytanie, czy wyobrażam sobie, co bym czuła, gdyby ktoś zrobił krzywdę mojemu synowi. To było trudne. Granie postaci, którą osobiście znali ludzie przychodzący na spektakl, to dla ciebie obciążenie czy niekoniecznie?

Długo się martwiłam znajomymi Barbary Sadowskiej, którzy powiedzą, że jestem do niej niepodobna, że ktoś powie: „Czemu ona ją gra?”. A nie chciałam się „przebierać za Sadowską”. Potem już mi przeszło, poczułam, że ją rozumiem, że nie uzurpuję sobie niczego

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.