PODKŁAD I TUSZ MI WYSTARCZĄ

Z moim temperamentem trudno wytrzymać na fotelu u kosmetyczki. U fryzjera? Ostatnio byłam chyba rok temu

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - URODA NA ROWERZE - Mają Włoszczowską, Używasz perfum? Ida Świerkocka

o znajdziemy w kosmetyczce wicemistrzyni olimpijskiej? Nie wyjeżdżam za granicę bez ulubionego szamponu. Służy mi i cierpię, gdy nie mogę go znaleźć w innym kraju. Podstawą pielęgnacji jest dla mnie krem do twarzy (obecnie Alkemie Perfect Balance) i krem z filtrem SPF 50. Spędzam bardzo dużo czasu na dworze podczas treningów i zdaję sobie sprawę, jak fatalny wpływ ma słońce na niezabezpieczoną skórę – powoduje zmarszczki, przebarwienia itp. Dlatego bez filtru ani rusz!

Wkwestiach makijażu jestem minimalistką. Dobry podkład (teraz Bourjois Healthy Serum Mix) i tusz do rzęs (Lancôme Hypnôse Drama) mi wystarczają. Nawet gdy jestem zmęczona, mogę doprowadzić się do dobrego stanu przy ich użyciu. A co z pielęgnacją ciała?

Lubię o siebie dbać, ale raczej minimalistycznie, bez zbędnych rytuałów. Gdy mam trochę czasu, wolę spotkać się ze znajomymi, iść do kina, do teatru, niż leżeć wwannie zmaseczką i pachnieć.

Chętnie korzystam z usług kosmetyczki, ale przyznam, że nie robię tego regularnie. Wychodzi dwa razy wroku. Oczywiście jest to bardzo miłe, gdy ktoś onas dba( śmiech), ale zmoim temperamentem trudno mi wytrzymać na fotelu dłużej niż godzinę. Nie pamiętam też, kiedy ostatni raz byłam u fryzjera, chyba z rok temu. Staram się dbać o włosy na co dzień, nie obciążam ich, nie stosuję lakieru, lokówki, prostownicy, dzięki czemu są wdobrej kondycji. Tyle mi wystarcza. A co z paznokciami? Twój złoty manikiur z Rio 2016 przeszedł do historii.

Rzeczywiście, lubię poprawiać sobie humor, przemycać trochę kobiecości kolorowymi paznokciami. Kiedyś nosiłam głównie biało-czerwone. Te złote miały przyciągnąć złoto, było blisko (śmiech).

CBardzo je lubię, zawsze mam przy sobie, choć przyznam, że używam ich rzadko. Mo- im zapachem numer jeden od lat jest zdecydowanie Calvin Klein Euphoria. Maja Włoszczowska w stroju kolarskim na rajdzie czy Maja w sukienkach i szpilkach na galach. Którą z nich bardziej jesteś?

Wolałabym codziennie wyglądać jak podczas imprez i gali, ale przy moim trybie życia, przy treningach nie tylko nie mam czasu, ale przede wszystkim siły i ochoty, by co dzień dbać o makijaż, stylizację. Lubię swoją naturalność, lubię się w dresach i nie oszukujmy się, przygotowanie na taką galę to ogromna praca. Moje życie rozgrywa się głównie poza domem, ciągłe treningi, zgrupowania, wszystko muszę upchnąć do 20-kilogramowej walizki. Jestem więc skazana na to, by funkcjonować wdresie na co dzień. Zbyt dobrze nie pamiętam nawet otym, co mam wszafie. Teraz wrócę do domu po dwóch i pół miesiąca, to może będzie okazja, by włożyć coś kobiecego. Kiedy czujesz się najbardziej atrakcyjna?

Czuję się bardzo kobieco na rowerze. Sport nie odbiera kobiecości, ale najatrakcyjniej czuję się w towarzystwie swojego mężczyzny, gdy widzę uczucie w jego oczach, niezależnie od tego, czy jestem wsukni czy dresie. Czy Maja Włoszczowska ma kompleksy?

Każdy je ma. To, czego mi brakuje, to codziennych wyzwań umysłowych. Podczas treningów i zgrupowań nie mam wielu okazji, by pozwolić sobie na analityczne myślenie, na ćwiczenie mózgu tak intensywnie jak wtedy, gdy byłam na studiach. Ukończyłam matematykę finansową i mam bardzo wysokie wymagania wobec siebie, chciałabym pozostać na tym poziomie intelektualnym, na którym byłam, kiedy studiowałam. A jeśli chodzi o kompleksy dotyczące wyglądu, nie uważam, bym była pięknością. Często rano czy po treningu wolę nie patrzeć w lustro, ale nie mam na tym punkcie kompleksów. Cieszę się, że mogę uprawiać sport, bo on pozwala mi utrzymać dobrą sylwetkę i odpowiednią wagę. Dzięki temu czuję się bardzo dobrze w swoim ciele. To ważne. Kto ci zaszczepił smykałkę do sportu?

Zdecydowanie mama. Mój mężczyzna Przemek śmieje się, że talent do sportu dziedziczy się przez mitochondria. Mama zawsze była aktywna fizycznie. Razem ze swoim ówczesnym partnerem Krzyśkiem Zalewskim bardzo dużo podróżowali, jeździli na nartach, na rowerach – jeszcze w czasach, gdy rowery górskie dopiero wchodziły do Polski. Zawsze zabierali mnie i brata na te wyjazdy. Zima była więc narciarska, a lato – rowerowe. Tata też był aktywny. Dużo się wspinał, po to zresztą przyjechał na studia zWarszawy do Jeleniej Góry, gdzie poznał moją mamę. Nigdy jednak nie czułam presji ze strony rodziców, że mam zostać sportowcem profesjonalnym. To, że tak się stało, jest zbiegiem wielu różnych okoliczności. Jako nastolatka nie miałaś ochoty tego rzucić? Wiele dziewcząt rezygnuje z uprawiania sportu w okresie dojrzewania.

Dla mnie najtrudniejszym momentem było przejście zmłodszych kategorii wiekowych do elity. To jest przełom zarówno dla dziewcząt, jak i chłopców, bo rywalizacja wkracza na profesjonalny poziom. Trudniejszy był też rok, gdy zdawałam maturę i szłam na studia.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.