ZAKOMPLEKSIONA PYCHA

Jezus, jak każdy zdrowy człowiek, serce ma po lewej stronie. Tak już to natura wymyśliła

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - MĘSKA KOŃCÓWKA - Z operatorem filmowym Michałem Englertem rozmawia Mike Urbaniak

iejsce Polaka jest w Polsce”, mówi szwagier głównego bohatera. Miejsce każdego człowieka bez kompleksów może być wszędzie.

A z kompleksami?

Takiemu o wiele trudniej jest podjąć ryzyko wyjechania i zmierzenia się z nieznanym.

Polacy są zakompleksieni?

Nie lubię generalizować, ale rozumiem, że pytasz ciągle w kontekście „Twarzy”. Myślę, że nasz film próbuje się zmierzyć z tą częścią polskiego społeczeństwa, która nosi w sobie coś, co nazywam „zakompleksioną pychą” – to jest bardzo interesująca mieszanka poczucia niższości i jednoczesnego poczucia wyższości. Z jednej strony wmawiamy sobie, że Polska odgrywała i odgrywa w Europie rolę szczególną, a z drugiej, przesuwając się na Zachód, zdajemy sobie sprawę, że reszta tej Europy już tak nie myśli. To budzi w Polaku podejrzliwość, fałszywą skromność, a nieraz i wrogość. Lepiej się z Małgorzatą Szumowską nie mogliście wstrzelić czasowo z premierą tego filmu.

To jest ciekawe, choć oczywiście kiedy zaczynaliśmy nad nim pracować prawie trzy lata temu, nie wiedzieliśmy, wjakiej rzeczywistości społeczno-politycznej pokażemy go widzom. Scenariusz do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej składaliśmy jeszcze za poprzedniej władzy. Mimo elementów publicystycznych odnoszących się do tego, co się teraz dzieje, staramy się raczej nasze filmy od publicystyki odciążać, bo często, kiedy jest jednowymiarowa, nie wytrzymuje próby czasu. Nie zrobiliśmy także dramatu o służbie zdrowia, choć wiem, że teraz jest to modne.

Wydaje mi się, że siłą tego filmu jest położenie nacisku na sprawy bardziej podstawowe, jak tolerancja, poczucie tożsamości i tego, kto może być Polakiem, patriotą, kto jest swój, akto staje się obcy. Bohaterowie „Twarzy” głównego bohatera Jacka nie rozumieją. A skoro go nie rozumieją, zaczynają na niego źle patrzeć, a potem również źle go traktować.

To, jak mówisz, wstrzelenie czasowe jedni uważają za koincydencję, drudzy za intuicję. Każdy filmowiec cieszy się, kiedy jego film jest aktualny, i ja też jestem zadowolony. Ale nie na zasadzie próżnego skandalu czy oburzenia, które film może u części społeczeństwa wywołać, ale szansy na rozmowę. Chociaż dzisiaj w Polsce o rozmowę jest dość trudno. Bieżąca polityka w ogóle cię zajmuje?

Interesuje mnie to, co dzieje się w kraju, w którym żyję, ale niekoniecznie wydarzenia polityczne mnie inspirują. Czasem – twarze występujących w nich graczy, wybuchowe mieszanki cech ich charakteru, mechanizmy działań, ludzkich zależności. Przeważnie jednak mnie irytują i oburzają. Szczególnie kiedy niszczą podstawowe wartości, które do niedawna wydawały się oczywiste. Ale nie ruszasz, jak twoja życiowa partnerka Maja Ostaszewska, na barykady.

Nie tak często jak Maja, októrą zresztą się martwię, bo widzę, ile ją to zaangażowanie kosztuje. Ona, zarówno jako artystka, jak i po prostu wrażliwa, szczera, ufna i prostolinijna osoba, musiała się zaimpregnować na panujący hejt, żeby móc bronić podstawowych wartości i swoich wyrazistych poglądów. Wy też z Szumowską je macie, co znakomicie widać na przykład w „Twarzy”, w scenie zakończenia budowy gigantycznej figury Chrystusa. Według biskupa Jezus patrzy w złą stronę.

I jak teraz odpowiedzieć, żeby nie zdradzić za dużo z filmu? Powiem tak: wnikliwi widzowie na pewno zwrócą uwagę na to, jak biskup każe skorygować budowę pomnika. Jako wnikliwy widz uprzejmie donoszę, że Jezus po biskupiej interwencji spogląda zdecydowanie w prawo.

Ale serce, jak każdy zdrowy człowiek, ma po lewej stronie. Tak już to natura wymyśliła. Każda wasza kolejna premiera to dużo szumu wokół Szumowskiej. Ty gdzieś się zawsze chowasz, a jesteś przecież nie tylko autorem zdjęć do „Twarzy”, ale także operatorem kamery, współscenarzystą i jednym z producentów. To jest też bardzo twój film.

Czuję się z tym byciem z boku dobrze, bo najbardziej lubię robić filmy, a nie o nich opowiadać wwywiadach. Lubię wymyślać, pisać scenariusz, organizować całe przedsięwzięcie i przede wszystkim kręcić. Plan filmowy jest dla mnie miejscem, gdzie czuję się naturalnie. Małgośka natomiast lubi robić filmy, ale też potem mówić o nich w mediach. Świetnie się w tym zresztą czuje, bo jest urodzoną showmanką. Ona jest twarzą naszych filmów, amy z Jackiem Drosią, który je wszystkie montuje, śmiejemy się, że została nam rola prostych pracowników firmy Szumowska.

Ty bardzo dużo pracujesz.

Staram się mniej, ale kiedyś, jak każdy zaczynający operator, pracowałem naprawdę często, bo wtedy masz szansę spróbować wielu rzeczy, praktycznie uczysz się rzemiosła. Nie znaczy to bynajmniej, że już się wszystkiego nauczyłem, ale wiem, że mogę teraz uważniej dobierać projekty. Z korzyścią dla ich jakości, mam nadzieję.

Z Szumą jest o tyle inaczej, że nie jestem tylko operatorem. Znam i współtworzę te projekty od samego początku i siłą rzeczy mam do tej roboty specjalny stosunek. Nie znaczy to oczywiście, że do pracy z innymi reżyserami nie przygotowuję się tak samo dobrze. Producent Englert dyscyplinuje operatora Englerta?

Producent Englert może powiedzieć operatorowi Englertowi, że nie ma na coś pieniędzy.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.