PRZY KAWIE Z NAZIOLAMI

„Nigdy męża nie znajdziesz, suko jedna, a jak znajdziesz, to cię będzie tłuc”. Mizomaili dostałam kilkanaście

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - FELIETON - Agnieszka Graff

rzy kawie osprawie” to internetowy miniserial, wktórym kilka kobiet protekcjonalnym tonem ględzi o prawach mężczyzn. Pomysł ma w feminizmie długą tradycję: zastępujesz kobiety mężczyznami i odwrotnie, a reszta jak w życiu, czyli wwarunkach polskich – katokonserwa. Cel? Ośmieszyć patriarchat, uświadomić odbiorcom, jak bardzo jest groteskowy i nieznośny dla kobiet. Klasyka gatunku to tekst Glorii Steinem o miesiączkujących facetach. Przechwalają się, który krwawi dłużej i obficiej. W ich świecie kobiety – istoty pozbawione oczyszczającej krwi miesięcznej – nie mogą przyjmować święceń kapłańskich. Brudna podpaska to męska sprawa i dowód, żeś swój chłop.

„Przy kawie” kpi z programów, w których mężczyźni we własnym gronie rozprawiają oprawach kobiet. Na czysto męskie debaty o tym, czy aborcja powinna być całkowicie zakazana, „Przy kawie” odpowiada kobiecą debatą oviagrze. Reglamentować czy zakazać? Problem jest poważny, bo – jak z troską stwierdzają ekspertki – mężczyźni łykają viagrę jak cukierki. Trzeba ich chronić. Kolejny odcinek dotyczy męskiej masturbacji – należy zakazać, brońmy

Pżycia niepoczętego. Prawicowi politycy i publicyści martwią się, że konwencja o przeciwdziałaniu przemocy domowej zagraża rodzinie i tradycji. „Przy kawie” odpowiada burzliwą debatą o tradycyjnym biciu mężczyzn. W tym odcinku miałam zaszczyt i frajdę zadebiutować – jako przewodnicząca Stowarzyszenia Tradycyjnych Matek i Żon, osoba o kwaśnej minie i konserwatywnych poglądach, znawczyni problemu mężowskiej niesubordynacji. Z kamienną twarzą przytoczyłam ludowe mądrości: „Jak się męża nie bije, to mu wątroba gnije” i „Częste męża bicie wydłuży mu życie”. Śmieszne? Jak dla kogo.

„Co to k… jest? Mężczyzn chcesz bić? Przeproś! Albo popamiętasz”; „I ty, głupia babo, śmiesz twierdzić, że jesteś profesorem? Co to za brednie?”; „Nigdy męża nie znajdziesz, suko jedna, a jak znajdziesz, to cię będzie tłuc”. Mizomaili dostałam kilkanaście i nie były to żarty, lecz całkiem poważne pouczenia, obelgi i pogróżki. Rzut oka na profile autorów potwierdził moje obawy: podpadłam naziolom. Trudno w to uwierzyć, ale ci panowie potraktowali nasze wygłupy całkiem serio. Masz babo placek. Wylądowałam przy wirtualnej kawie zwkurzonymi naziolami i nie mam pojęcia, jak się zachować. Cierpliwie im wyjaśniać, co to ironia, groteska i satyra? A jak znów się obrażą? I jak ich oświecać – indywidualnie czy zbiorowo? Feministyczne komplety z poetyki dla nazioli – to nawet niezły pomysł na kolejny program. Tylko nie wiem, czy będą chcieli wystąpić.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.