ZŁOŚĆ

Może stać się ogromną siłą. Pozwala powiedzieć: „Nie zgadzam się!”, „Myślę inaczej”. Daje napęd do walki. I naprawdę można nauczyć się dobrze z niej korzystać

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - SZKOŁA UCZUĆ /5 - Z Danutą Golec rozmawia Agnieszka Jucewicz

łość to coś złego? Najczęściej mówi się o niej jako o czymś, czego należy się pozbyć, co trzeba okiełznać. Sama w sobie nie jest żadnym problemem. Jak większość uczuć jest, nazwijmy to, produktem naturalnym. Problem w tym, że niektóre produkty naturalne są jak tran. Zdrowe, ale niezbyt smaczne. Dlatego wielu ludzi jej nie lubi. Woleliby jej nie czuć albo odczuwać ją rzadziej. Nie doceniamy wartości tego uczucia. Da się przyjąć jakąś roboczą definicję złości?

Ja bym powiedziała, że złość to pewien stan emocjonalny charakteryzujący się pobudzeniem, na który składa się niechęć, uraza, czasem chęć odwetu. Pojawia się wodpowiedzi na to, że jakieś nasze granice zostały przekroczone albo jakieś potrzeby są niespełnione. Niektórzy uważają, że w złości często kryje się lęk.

On może współwystępować, ale częściej chyba wtedy, kiedy boimy się samej złości, tego, że się złościmy. Są tacy, którzy twierdzą, że jest im kompletnie obca.

Wto, że nie czują złości, wierzę, ale w to, że jej nie doświadczają – już nie. Bo każdy przeżywa jakieś frustracje, że nie jest tak, jak by się chciało. To w sposób naturalny budzi złość, która, podobnie jak ból, pełni funkcję informacyjną. Też nie jest przyjemny, ale gdybyśmy go nie czuli, tobyśmy nie wiedzieli, że na przykład trzeba wyjąć rękę z ognia albo że w naszym organizmie toczy się jakiś stan zapalny. Oczywiście przychodzi moment, kiedy trzeba coś ze złością zrobić, ale na początku ona po prostu jest.

Spójrzmy na niemowlę. Kiedy jest głodne albo ma mokro – od razu robi się pobudzone. Wszystkie jego reakcje zinterpretowalibyśmy jako przejaw złości: machanie rączkami, krzyk, płacz. Nawet tak mały człowiek intensywnie reaguje na to, że coś mu „nie pasuje”.

ZPOWIEDZ MI, CO CZUJĘ

Co miesiąc wSzkole Uczuć rozmawiamy o nich z najlepszymi polskimi psychologami i psychoterapeutami. W kolejnym odcinku: smutek. Czekamy na Wasze listy (wysokieobcasy@wyborcza.pl): które uczucia są dla Was trudne? Za którymi najbardziej tęsknicie?

Z czasem dziecko uczy się, czym jest złość, kiedy wróżnych sytuacjach słyszy od rodziców: „O, chyba zły jesteś” albo „Widzę, że jesteś rozgniewany”.

Czasem tego nie słyszy.

Iwtedy jest problem. W naszej kulturze złość w ogóle jest obarczona oceną moralną. Niefortunnie też słowo „zły” w języku polskim niesie określone skojarzenia: być złym na coś, na kogoś automatycznie oznacza być złym człowiekiem. I niektórzy rodzice mają to, niestety, w głowie, więc zamiast powiedzieć dziecku, które się złości: „Rozumiem, że jesteś zły, bo chłopiec walnął cię łopatką wgłowę, masz prawo tak się czuć, teraz musimy to jakoś rozwiązać”, mówią: „Nie wolno ci się złościć!”, „Jak się złościsz, to mamusię serce boli!” itd. W ten sposób dziecko się dowiaduje, że uczucie, które jest adekwatną reakcją na to, że zostało źle potraktowane, jest nie w porządku. Jeśli to się regularnie powtarza, to już grozi nerwicą.

Dziecko ma pełne prawo do złości. Problem w tym, jak nauczyć je obsługiwać to uczucie. Niektórzy rodzice mówią w takich sytuacjach: „Stań z boku, ochłoń!” albo „Idź do pokoju!”.

Rozumiem, że strategia „odesłania”, gdy dziecko wyraża złość w sposób bardzo intensywny, może czasem być próbą uczenia go, jak takie stany opanowywać. Natomiast jeśli to jest standard, jeśli pierwszy, najważniejszy nauczyciel dziecka mówi: „Z tym to w ogóle do mnie nie przychodź! Ja się nie będę tym zajmować” – to jak ono ma się nauczyć obchodzić ze złością? Może w ogóle jej nie rozpoznawać?

Wskrajnych przypadkach – tak. I są dzieci, a potem dorośli, którzy nigdy się nie złoszczą, tylko na przykład brzuch ich boli albo głowa, kiedy doświadczają frustracji. Zanim złość dojdzie do umysłu, już jest przerabiana na coś innego, na przykład „idzie” w ciało. Z kolei inne dzieci pójdą do pokoju i będą tłuc lalką o podłogę, nie wie-

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.