365 DNI W SPÓDNICY

Niektóre kobiety komentowały mój strój w nieprzyjemny sposób. Ich zdaniem ubraniem próbowałam powiedzieć, że jestem lepsza, bo szłam w sukience tam, gdzie inni szli w dresie

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - STYL ŻYCIA - Z Klaudią Halz, autorką bloga Haukotella i projektu „365 dni w spódnicy”, rozmawia Martyna Kraus

d najmłodszych lat lubiłaś się wyróżniać. Wliceum byłam typem działaczki, wszędzie było mnie pełno. Później z małego miasta przeprowadziłam się do Krakowa. Na studiach szybko zauważyłam, że moje zaangażowanie, wychylanie się nie są mile widziane. Nie mogłam się odnaleźć. Zaczęłam skromniej się ubierać, żeby nie rzucać się woczy. W Krakowie zetknęłam się z tyloma pięknymi kobietami, że całkowicie mnie to onieśmieliło. Nie potrafiłam nawiązać z nimi relacji. Cały czas się porównywałam. Ale w odbudowaniu poczucia wartości nie pomógł ci powrót do dawnego stylu ubierania się, tylko terapia.

Terapia pomogła mi poznać samą siebie i zrozumieć, że mogę być taka, jaka chcę. Pokazała mi, że jeśli nie będę żyć w zgodzie z tym, co mam w środku, ubranie, skromne czy ekscentryczne, zawsze będzie przebraniem. A ma być czymś, co spaja wnętrze z zewnętrzem, zewnętrznym wyrazem komfortu, który mam wśrodku. Wprzeciwnym razie będę wiecznie sfrustrowana, że we wszystkim źle wyglądam, że nic do mnie nie pasuje. Powrót do spódnic, takich trochę w stylu retro, był ostatnim etapem w terapii. I też powodem, dla którego przez niektóre kobiety byłaś krytykowana.

Niektórym przeszkadzało moje ubranie, bo było zbyt eleganckie, byłam zbyt wystrojona. Rozkloszowana spódnica w kwiaty przed lub za kolano – do pracy, na rower, do sklepu? Zdarzało się, że niektóre kobiety komentowały mój strój w nieprzyjemny

Osposób. Ich zdaniem próbowałam powiedzieć ubraniem, że jestem lepsza, wywyższałam się, bo szłam w sukience tam, gdzie inni szli w dresie. Po to między innymi zaczęłam projekt „365 dni w spódnicy”, żebyśmy przestały postrzegać sukienki i spódnice jako zbyt eleganckie i zaczęły nosić je na co dzień. Po co jeszcze powstał ten projekt?

Też po to, żebym sama mogła zacząć budować dobre relacje z innymi kobietami. Chciałam stworzyć społeczność, w której nie będziemy się oceniać i porównywać. Założyłam grupę na Facebooku, na której zachęcamy się do tego, żeby przez rok chodzić w spódnicach i sukienkach. Na początku byłam po prostu ciekawa, czy będą takie sytuacje, które wymuszą na mnie włożenie spodni. Ale podkreślałam też, że nie chodzi o to, by w grupie rozliczać się z tego, co kto włożył. W ogóle nie chodzi o chodzenie wspódnicach, ale o zachętę do zmiany. Do przyjrzenia się temu, w co się ubieram, i zastanowienia, dlaczego wybieram właśnie to. Spódnica to tylko pretekst. Kobieta nie musi chodzić w spódnicy, żeby być kobieca. Lubisz kobiecość w stylu retro. Temu stylowi przypisany jest też pewien zespół zachowań. W latach 50. w Stanach powstał na przykład „The Good Wife’s Guide” – poradnik dla żon. Napisano w nim między innymi: „Przed przyjściem męża z pracy zawiąż wstążkę na włosach i wyglądaj promiennie, bądź trochę bardziej radosna i trochę bardziej interesująca dla niego. Coś musi rozświetlić jego nudny dzień – to twój obowiązek” i „Dobra żona zawsze zna swoje miejsce”.

To, że ubieram się w ten sposób, nie jest równoznaczne z tym, że akceptuję rolę, jaką kobieta miała w społeczeństwie w tamtych latach. Wtedy kobieta mogła być tylko żoną i matką, pracował mąż. Dla mnie to, że ktoś się zajmuje domem i dziećmi, nie jest jedynym wyznacznikiem kobiecości.

Więc kobiecość to…

Kobiecość ma niewiele wspólnego zwyglądem. Znaczenie ma raczej to, jak się zachowujemy, i to, jakie jesteśmy dla innych kobiet. Wrażliwe i delikatne – tak, ale w tym sensie, że zwracamy uwagę na to, jak traktujemy drugiego człowieka, czy potrafimy budować pewność siebie, nie umniejszając przy tym innych. Dzisiaj sukienki i spódnice wielu osobom kojarzą się z kobiecością konserwatywną.

Otym, że konserwatystki, katoliczki, kobiety religijne chodzą w spódnicach, dowiedziałam się od dziewczyn na grupie. Nieraz pytano mnie nawet, czy jestem świadkiem Jehowy, bo chodzę w spódnicach za kolano. Ale ja nigdy nie łączyłam chodzenia w spódnicy z manifestowaniem poglądów religijnych czy politycznych. Nie chcę, żeby wkładanie danej rzeczy wiązało się z przypisywaniem do pewnej opcji politycznej. Nie chcę, żeby spódnicy było przypisywane takie dodatkowe znaczenie. Wgrupie jest prawie sześć tysięcy członkiń. O czym rozmawiacie?

Często doradzamy sobie w sprawach ubraniowych. Co do której pasuje, co wypada włożyć, a co nie. Czasem jest mi przykro, bo widzę, jak krytyczne są wobec siebie dziewczyny, jak dużo zasad i ograniczeń

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.