Odwaga

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - KOBIETY WIEDZĄ, CO ROBIĄ -

żeby spać przy otwartym oknie. O agroturystyce można zapomnieć. Ostatnio jak usuwano hałdę obornika z fermy, fetor był taki, że ludzie wywozili z Kawęczyna dzieci – odbierali je ze szkoły i wieźli do rodziny lub znajomych.

Kawęczyn, wieś w gminie Września, liczy około 70 mieszkańców. Za komuny był tu PGR. Zostały po nim tylko dwupiętrowe bloki i ludzie, którzy czuli się wyrzuceni na śmietnik historii.

Dlatego nie chcieli na początku wspólnie z Gosią protestować przeciwko fermie drobiu na ponad 7 mln kur rocznie, nigdy wcześniej tego nie robili. „Po co będziemy protestować? – pytali Gosię. – I tak inwestor zrobi, co będzie chciał. Postawił jedną fermę, norek, postawi drugą. Co my możemy?”. Mogli. Stanęli za nią murem.

Otym, że we wsi ma powstać kolejna ferma, tym razem drobiu, Gosia i jej sąsiedzi dowiedzieli się z gazety. Dotarli do raportu środowiskowego, zaczęli go uważnie czytać i... się przerazili. W pierwszej wersji projektu ferma miała znajdować się w odległości 60 metrów od ich domów. Dokument zawierał błędy – tego się uczepili i to ich uratowało.

Ferma nie powstała, nie ma jednak pewności, czy nie powstanie za miesiąc, za pół roku czy za rok. Kawęczyn żyje w zawieszeniu. Ważne instytucje – Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego, Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wPoznaniu i powiatowa stacja sanitarno-epidemiologiczna – nie widzą przeszkód. Bo ferma daje nowe miejsca pracy.

Ale na fermach pracują tylko dwie osoby ze wsi. Ci, którzy protestują, słyszą od urzędników: „Jak się nie podoba, proszę się wyprowadzić”. Gosia to „pani z Poznania, która się buntuje”.

Mieszkańcy Kawęczyna liczyli jeszcze na Wody Polskie oraz eksperta od odorów z Politechniki Warszawskiej. Pierwsze umorzyły postępowanie, drugi – na podstawie wizji lokalnej przeprowadzonej na samym początku sezonu norkowego – stwierdził, że smród we wsi nie przekracza norm. WCzaplinku o takich ludziach jak Małgorzata Dar burmistrz – 69-letni popierany przez SLD były wojskowy – mówi: oszołomy.

Czaplinek leży w byłym województwie koszalińskim, gdzie za komuny było zagłębie PGR-ów. Po 1989 roku w zabudowaniach pojawiła się przemysłowa hodowla zwierząt i, jak mówią mieszkańcy, państwowe gospodarstwa rolne wwydaniu niewolniczym.

Półtora kilometra od domu Małgosi i jej męża Mike’a, wByszkowie, znajduje się ferma trzody chlewnej na 9 tys. zwierząt rocznie. Druga – największa tego typu ferma w Europie, na 240 tys. tuczników rocznie – miała powstać nieopodal na powierzchni pół tysiąca hektarów i miesięcznie zużywać tyle wody, co zawartość jednego okolicznego jeziora.

Burmistrz prowadził rozmowy z inwestorem za plecami mieszkańców. Małgosia i członkowie Stowarzyszenia Ludzi Nieobojętnych „Lobelia” dowiedzieli się owszystkim dopiero po pół roku od złożenia oferty inwestycyjnej do urzędu gminy.

Kiedy dokument ujrzał światło dzienne, mieszkańcy i radni gminy wpadli w panikę. Budową megafermy zaczęli żyć wszyscy, wiedzieli, czym grozi sąsiedztwo chlewni – z powodu gnojowicy wylewanej na pola z jezior robią się bagna.

Odwagę, by postawić się burmistrzowi, miały tylko Małgosia i Bożena.

Pierwsza przeprowadziła się do Czaplinka z Londynu, druga mieszka tu od urodzenia, samotnie wychowuje dwoje dzieci chorych na mukowiscydozę.

Kiedy Małgosia mieszkała jeszcze w Londynie, Bożena już walczyła przeciwko budowie w gminie fermy wiatrowej na ponad 30 wiatraków w odległości kilkuset metrów od zabudowań.

Później – już wspólnie – działały, by przy głównej drodze prowadzącej do gospodarstwa Małgosi nie stanęły wielkie metalowe słupy elektryczne. Prosiły mieszkańców, by też włączyli się w walkę. Zamykali im drzwi przed nosem. Słupy stanęły.

Dopiero w przypadku megafermy mieszkańcy wsi zdobyli się na odwagę, by stanąć za Małgosią i Bożenką, przeciwko sobie mając burmistrza i urzędników.

Megaferma miała powstać w błyskawicznym tempie, inwestor szukał już nawet pracowników. Ale mieszkańcy Czaplinka jasno dali mu do zrozumienia, że go tu nie chcą – organizowali protesty, m.in. dwa pod urzędem gminy, na które zapraszali lokalne i ogólnopolskie media, wywieszali na płotach transparenty: „Stop fermom przemysłowym w gminie Czaplinek”, hasłami obklejali samochody, zaczepiali burmistrza na ulicy i mówili, że na żadną megafermę się nie zgodzą.

– Nie inwestuje się pieniędzy tam, gdzie nas nie chcą – miał powiedzieć w końcu inwestor.

Małgosia, Bożenka i wszyscy zaangażowani wprotesty odetchnęli z ulgą.

Teraz czekają na przyjęcie przez radę gminy uchwały o miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego oraz zmiany studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, które wykluczą podobne inwestycje w Czaplinku. Wstępne wersje dokumentów nie zostały zatwierdzone przez urzędników.

Bożena: – Czekamy, wierząc, że megaferma tu nie powstanie.

Małgorzata Nowak

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.