JEŚĆ, WYPRÓŻNIAĆ SIĘ, SPAĆ

Mam propozycję dla wszystkich obrońców chowu klatkowego, by zamknęli się na miesiąc w toalecie. Nie, nie sami

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - FELIETON - Dorota Sumińska

ampania przeciw hodowli zwierząt w klatkach trwa od lat. Czasem nabiera więcej siły i razi oczy „delikatnych” przechodniów ulicznymi banerami z udręczoną świnią matką czy kurą nioską bez dzioba. Dlaczego bez dzioba? Obcina się je, by stłoczone klatka przy klatce kury się nie dziobały. Nie mają szans na inne relacje. Macierzyństwo świń wygląda równie przerażająco. Rodzącą świnię zamyka się w „dybach” zmetalowych prętów. Z trudem może się tam przekręcać z boku na bok. Wszystko z „troski” oprosięta. Gdyby przygniotła jedno z dzieci, mogłoby zabraknąć kilku schabowych. Nie mogłoby, bo świnia jest matką doskonałą – nie tylko nie liczy na schabowe, ale i kocha jak każda inna matka. Ciężarna królica, gdy przychodzi jej czas, wyrywa sobie futro z brzucha. Wnormalnych warunkach wyściela nim niczym delikatną pierzynką wnętrze nory, a raczej

Kpokoju dziecinnego w norze. W klatce rodzi na drucianej kracie – podłodze swojego więzienia. Też nie szczędzi futra, ale tu nie da się zrobić z niego przytulnej porodówki. Koniecznością gatunkową królika jest kopanie nor. Nieszczęsna królica ma zdarte do krwi pazury – tak bardzo chce zbudować dzieciom dom. Nie ma pojęcia, że gdy tylko trochę podrosną, trafią do wspólnej ciasnej celi z innymi królikami. Tak samo jak miliony innych zwierząt oczekujących wybawienia – rzezi. Bo czymże innym jest śmierć w obliczu klatkowego życia? W wielu krajach Unii Europejskiej już zabroniono tego typu hodowli lub wyznaczono termin wprowadzenia takiego zakazu. WPolsce jakoś nie widać światełka w tunelu. Niby się o tym mówi, ale niewiele z owego mówienia wynika. To dlatego mam propozycję dla wszystkich obrońców chowu klatkowego, by zamknęli się na miesiąc w toalecie. Nie, nie sami. Proszę zaprosić jeszcze kilka osób. Jeść, wypróżniać się, spać i realizować inne potrzeby gatunkowe. Tylko przez miesiąc. I to w dobranym towarzystwie, na co zwierzęta nie mają szans. Tak samo jak na laptopa, który możecie zabrać ze sobą. Tyle że bez dostępu do internetu, bo już po kilku godzinach zaczniecie wzywać pomocy. Usłyszcie więc „RATUNKU!” płynące zhodowli przemysłowych.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.