Więcej rozmów Michała Nogasia i jego gości o literaturze znajdziecie na stronie wyborcza.pl/RadioKsiazki

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - MĘSKA KOŃCÓWKA -

Większość z nas, zwłaszcza w tzw. wieku średnim, stała się niewolnikami młodości, wyznawcami jej kultu chcącymi za wszelką cenę wstrzymać proces przemijania

Gdy dziś wspominam tamten okres swojego życia, myślę, że ich nadopiekuńczość wynikała z tych samych pobudek co zachowanie powieściowego Jörgena. Mieli poczucie winy, bo – wbrew własnym oczekiwaniom – wielokrotnie zawiedli mnie oraz samych siebie, popełniali błędy jak wszyscy, nie byli idealni. Z taką świadomością żyje się bardzo niewygodnie, ona odbiera szczęście, jest uczuciem silnym i przerażającym, ekstremalnie destrukcyjnym. To właśnie chciałem pokazać w „Tirzy”. I to ci się udało, co zadziwia, bo sam nie masz przecież podobnych doświadczeń. Wątpliwości targające Jörgenem opisałeś w sposób niezwykle sugestywny.

Jestem jednym z tych pisarzy, którzy zamiast wszystko zmyślać, ufają własnemu zmysłowi obserwacji. Lubię przyglądać się ludziom, śledzić ich zachowania – to zapewne jeden z głównych powodów, dla których jestem też dziennikarzem. Nieustanne bycie blisko innych karmi moją wyobraźnię, nie potrzebuję kreować żadnych alternatywnych światów. O tym, że to możliwe, świadczy przykład Prousta, który wszystko, czego naprawdę potrzebował do stworzenia genialnych powieści, wziął z historii własnej rodziny.

Moje pisanie, moje postacie biorą się zpytań, które nieustannie sobie zadaję. Nawet teraz, gdy rozmawiamy, jakaś część mnie udziela ci odpowiedzi, a inna zastanawia się nad tym, czy nie mógłbym mówić inaczej, może bardziej szczerze. Od dziecka obserwuję samego siebie, żyję w świecie wątpliwości, co mnie jednocześnie zachwyca, przeraża i martwi. Dlatego jestem wstanie pochylić się nad problemami kogoś, kim nigdy nie będę – ojca dorastającej córki, który nie umie pogodzić się z tym, że ona może kochać kogoś innego niż oczarowanego nią tatusia.

Były momenty, gdy pisząc o nim, czułem prawdziwe obrzydzenie. Myślę, że czytelnik z łatwością je odnajdzie. We wzajemnej relacji Tirzy i Jörgena jest coś, co każe nam się zastanowić, czy nie przekroczyli oni niebezpiecznie cienkiej linii. Gdy zostali sami, młodsza córka w dość naturalny sposób weszła w rolę żony, zajęła się domem, a Jörgen być może w porę nie dostrzegł pojawiających się zagrożeń. W żadnym momencie nie sugeruję, że doszło między nimi do jakiegokolwiek kazirodczego zbliżenia, choć wiem, że dla wielu czytelników sygnały, które wysyłał córce, mogą być dość dwuznaczne. To jeszcze jeden dowód na to, że Freud rozgryzł nas jak mało kto i że życie każe nam nieustannie odgrywać role, którym nie zawsze potrafimy sprostać. Być może jest ono po prostu nieustannym pasmem poświęceń?

To niepopularny, ale bardzo mi bliski pogląd. Od dzieciństwa uczeni jesteśmy posłuszeństwa, idziemy przez życie jak żołnierze, którzy mają wykonywać rozkazy – najpierw rodziców, później nauczycieli, pracodawców, polityków. Jedyną sferą, w której możemy jeszcze o czymś decydować, jest życie prywatne, rodzina, przyjaciele. Ale i tam często wolimy się poddać, rezygnujemy z marzeń wimię świętego spokoju.

Przykład Jörgena pokazuje, ile tracimy, całkowicie podporządkowując swoje życie innym. Porzucił swoje marzenia i pragnienia, by całkowicie poświęcić się wychowaniu córek, przygotować je do dorosłości. Miał oczekiwania i tworzył w głowie wizję idealnego dla siebie świata. Wydawało mu się, że będzie wstanie mieć wpływ na wybory dokonywane przez swoje dzieci, że to on zdecyduje, z kim będą szły przez życie. A nagle pojawił się człowiek, który całkowicie zniszczył jego dotychczasowy świat. Dlatego nie dziwi mnie narastająca w Jörgenie frustracja i wściekłość. Czy te wszystkie lata poszły na marne? Jak jego ukochana córka mogła tak okrutnie zakpić z poświęcenia, którym się wykazał? Paraliżuje go myśl, że być może to jego żona dokonała lepszego wyboru.

Byłaby to okrutna konstatacja…

Byłaby to przestroga, że w imię miłości – często błędnie rozumianej – nie możemy ograniczać innych. Chcąc zamknąć ich w klatce, sami możemy w niej skończyć – osamotnieni i zapomniani nawet przez najbliższych.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.